Pracownicy sklepów w galeriach handlowych przed lockdownem: "Najtrudniej było za pierwszym razem. Musieliśmy odrobić wszystkie godziny"

Katarzyna Kapusta-Gruchlik
Katarzyna Kapusta-Gruchlik

Wideo

Zobacz galerię (24 zdjęcia)
Od soboty 20 marca czeka nas trzeci lockdown od momentu wybuchu pandemii koronawirusa w Polsce. Pamiętacie jak było rok temu? Gigantyczne kolejki w sklepach, zapasy, wózki pełne produktów długoterminowych. Czy przed trzecim lockdownem masowo ruszyliśmy do sklepów? Co o kolejnym zamknięciu biznesów mówią pracownicy sklepów? Postanowiłam to sprawdzić.

W środę, 17 marca minister zdrowia Adam Niedzielski ogłosił ogólnopolski lockdown od 20 marca 2021. Galerie handlowe w całej Polsce będą zamknięte. Podobnie hotele, baseny, kina, teatry. Instytucje publiczne i urzędy mają zaś umożliwić pracownikom pracę zdalną. Wprowadzona ponownie została nauka zdalna dla klas I-III.

- W całej Polsce ograniczamy działalność galerii handlowych, zamknięte zostaną kina, teatry, galerie i inne obiekty rozrywkowe. Zostaną zamknięte baseny, sauny - przekazał podczas konferencji minister zdrowia Adam Niedzielski.

Pamiętacie pierwszy lockdown i tłumy w sklepach? Puste półki niczym w PRL-u. Jak jest przed trzecim już lockdownem w naszym kraju? Spokojnie. Kilka godzin po tym, jak minister zdrowia ogłosił decyzję w sprawie zamknięcia galerii handlowych, postanowiłam sprawdzić, czy rzuciliśmy się w wir szaleństwa zakupowego przed świętami, no i przed sobotnim lockdownem.

Przyznaję, byłam zaskoczona. O godz. 18 miejsca na parkingu podziemnym Galerii Katowickiej nie musiałam długo szukać. Choć zaparkowanych samochodów był sporo, w ogóle się nie przyłożyło to na liczbę klientów w galerii. Spodziewałam się tłumów, a tych nie było. Kolejek do sklepów także nie odnotowałam. Jednak dosłownie wszyscy rozmawiali między sobą o kolejnym zamknięciu.

- Przepraszam, czy dostanę biustonosz w większym rozmiarze? - pytam w jednym ze sklepów. - O, proszę pani. Cała kolekcja rozeszła się tuż po tym, jak nas znowu otworzyli. Panie przychodziły i kupowały po dwa, trzy biustonosze, albo całe komplety. Chciały zdążyć przed kolejnym zamknięciem. Wie pani, kobiety lubią przymierzyć, zanim kupią - zwraca się do mnie ekspedientka.

No cóż, wygląda na to, że to co mnie interesuje, będę musiała zamówić przez internet. Idę dalej. Już wiem, gdzie się dzisiaj ludzie gromadzą. Nie pod żabą na ul. Stawowej w Katowicach. Teraz, oczywiście w odstępach, ludzie gromadzą się w kolejkach do szybkich dań na wynos.

W Empiku mogę pobuszować wśród książek bez stresu, że na zewnątrz ustawia się kolejka, które tylko czeka na wolny koszyk, by przesunąć się choć o jedno miejsce do przodu. Szybki przegląd literatury dziecięcej, kilka książek w koszyku i idę niespiesznie do kasy samoobsługowej. Muszę przyznać, że polubiłam bardzo tę formę płacenia.

W sklepach z odzieżą też panuje względny spokój. Klienci głównie przychodzą odbierać paczki z zamówionym towarem.

- Najtrudniejszy dla nas był pierwszy lockdown. Nikt nie wiedział, jak wszystko będzie wyglądać. Choć z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że wyszło nam to na dobre. Odbyliśmy wiele szkoleń, na które wcześniej po prostu nie było czasu - mówi pani Jagoda, menadżerka jednej z sieciówek. - Podczas pierwszego lockdownu najpierw zajęliśmy się sprzątaniem sklepów, porządkowaniem magazynów. No. ale ile można sprzątać - uśmiecha się pani Jagoda.

Przyznaje, że pracownicy nie pracowali wtedy tyle, ile normalnie. - Jednak wszystkie te godziny trzeba było później odrobić. Czasami więc pracowaliśmy po 50 godzin tygodniowo - zastrzega.

Jak opowiada, drugi lockdown, jesienią 2020 roku, przebiegał już zupełnie inaczej. - Zaangażowaliśmy się w pakowanie zamówień. Tak będzie i teraz, kiedy zostaniemy zamknięci w sobotę. Będziemy pakować zamówienia. Całkiem możliwe, że uruchomimy także możliwość odbioru paczek na miejscu, w sklepie. Teraz takiej możliwości nie ma - tłumaczy.

Wszystko wskazuje na to, że klienci w czasie pandemii decydują się na zakupy przez internet. LPP, notowana na giełdzie największa polska firma odzieżowa, która jest właścicielem takich marek jak Reserved, Mohito, Sinsay, House, Cropp, w ciągu trzech pierwszych pandemicznych miesięcy – od lutego do kwietnia 2020 r. – zanotowała rekordowe 362 mln zł strat. To był najgorszy wynik kwartalny w całej historii firmy.

Dlatego największe firmy odzieżowe postawiły na prężną sprzedaż w internecie. Teraz paczki pakowane są w ekologiczne opakowania, a do klientów trafiają błyskawicznie, bo w ciągu dwóch dni roboczych. Zamówiony towar można także bezgotówkowo i bezpłatnie wymienić.

W czasie pandemii mocno rozwojem sprzedaży przez internet zajęły się sklepy multibrandowe, takie jak Asos czy Zalando. To właśnie Zalando już w 2019 roku miał już 6,4 mld euro (26 mld zł) przychodów – więcej niż LPP. W kwietniu ubiegłego roku sprzedaż online w LPP wystrzeliła o 251 proc. W maju ten wynik był jeszcze lepszy i wyniósł 381 proc. (w sklepach stacjonarnych odnotowano spadek sprzedaży o 84 proc).

Przyznam, że sama jestem fanką zakupów przez internet już od dawna. Nigdy nie lubiłam tłumów w galeriach handlowych. Takie zakupy mnie po porostu męczą. Zamiast stać w kolejce do kasy, nawet tej samoobsługowej, wolę kolejkę do paczkomatu, którego skrytkę mogę otworzyć zdalnie przy pomocy aplikacji w telefonie komórkowym.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie