Przyczyną śmierci pacjenta w szpitalu powiatowym był zawał serca

Grażyna Kuźnik
Policję o tragedii jaka rozegrała się w szpitalu zawiadomili Barbara i Piotr  Łuczakowie
Policję o tragedii jaka rozegrała się w szpitalu zawiadomili Barbara i Piotr Łuczakowie Mikołaj Suchan
Zakład Medycyny Sądowej w Katowicach ustalił już przyczynę zgonu 51-letniego pacjenta, który we wstrząsających okolicznościach zmarł w zawierciańskim szpitalu. O opinię specjalistów poprosiła miejscowa prokuratura, która we wrześniu ubiegłego roku podjęła śledztwo w sprawie tej śmierci.

Okazało się, że mężczyzna zmarł na zawał serca. Stało się coś szokującego - gdyby Zbigniew B. trafił z objawami zawału do izby przyjęć, pewnie dostałby szybką pomoc. Ale zawał dopadł go w szpitalnej sali. Nie doczekał się tam ratunku.

- Opinia biegłych jest zgodna z naszym odczuciem. Nikt nie ratował mu życia, chociaż bardzo cierpiał. Miał boleści, konwulsje, tracił przytomność, spadał z łóżka. Krzyczał, że umiera i że bardzo go boli. Nawet przepraszał, że robi kłopot. Ogarniała mnie rozpacz, że pielęgniarki i lekarze są tak obojętni. Nie przejmowali się nim, nie słuchali. Na moje błagania, żeby mu pomóc, nie było reakcji. A czułam, że liczy się każda minuta - mówi Bożenna Kontek, nauczycielka, która była świadkiem konania mężczyzny. Po jego śmierci złożyła zeznania w prokuraturze.

Policję zawiadomili inni świadkowie, Piotr i Barbara Łuczakowie, którzy odwiedzali ojca. Zbigniew B. leżał w tej samej sali. Niedawno owdowiał, nie było przy nim rodziny. Dlatego to oni starali się mu pomóc.

- Mimo naszych interwencji, nikt z personelu nie przychodził, nie badał go. Wobec nas byli niegrzeczni. Pacjent krzyczał z bólu, nie mogłam tego znieść. W końcu zmusiłam pielęgniarkę, żeby poszła po lekarza. Nie pomógł. Zachował się rutynowo, podał tlen, kroplówkę i pytał, czy chory pali. A ten człowiek umierał! - denerwuje się Barbara Łuczak.

Nie może pogodzić się z tym, że 51-letni człowiek zmarł w szpitalu bez prób ratowania mu życia. Dopiero gdy kończyła się agonia, pojawiła się grupa reanimacyjna. Było już za późno.

- Otrzymał normalne leczenie, gdy mu się pogorszyło, zleciłem badania w trybie pilnym. Miałem krótki kontakt z tym pacjentem, przywieziono go z innego oddziału. Dyżurowałem wtedy na dwóch oddziałach. Zrobiłem, co mogłem - ocenia Jarosław Zdrzalik, lekarz.
Policja w Zawierciu przyjęła zawiadomienie o przestępstwie niedopełnienia obowiązków przez pielęgniarki i lekarzy. Śledztwo podjęła Prokuratura Rejonowa w Zawierciu. Natychmiast zabezpieczono dokumentację (na co skarżył się szpital) i zlecono sekcję zwłok. Szpital twierdził, że pacjentowi nie można było pomóc.

- Od waszej redakcji dowiaduję się, że sekcja wykazała zawał. To dla nas duże zaskoczenie. Z naszych dokumentów wynika, że takiej diagnozy w ogóle nie było. W dodatku ten chory, według relacji personelu, nie skarżył się na ból - tłumaczy Czesław Kawecki, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Powiatowego w Zawierciu. - Ale mogło dojść do pomyłki. W szpitalu jest 90 lekarzy, ja ich nie dyscyplinuję. Może niektórzy minęli się z powołaniem. Pracujemy w ciężkich warunkach, w stresie, mamy mnóstwo pacjentów, a mało pieniędzy - dodaje.

Po tym zdarzeniu dyrekcja szpitala zorganizowała jednak spotkanie z pracownikami, tłumacząc, że muszą wykazać się nie tylko wiedzą, ale i sercem. Bo jeśli okaże się, że chorego można było uratować szybko reagując, to szpital znajdzie się w trudnej sytuacji.

Zbadają to kolejni biegli zakładu medycyny sądowej, jednej z najlepszych klinik w kraju. Prokuratura w Zawierciu dostarczyła im wyniki badań histopatologicznych, dokumentację szpitalną, zeznania świadków i personelu medycznego. Wyniki będą gotowe za kilka miesięcy.

Bożenna Kontek podkreśla, że sprawa może wpłynąć na lepsze traktowanie pacjentów: - Kiedy zeznawałam w tej sprawie w izbach lekarskiej i pielęgniarskiej, spotkałam się z prawdziwym współczuciem. Nie wszyscy lekarze są tak obojętni wobec cierpiących, jak w zawierciańskim szpitalu.

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kacha

Dziękuję za taką opinie pojedynczy przypadek!!! Mój teść był tym pojedynczy przypadkiem i co ja mam teraz jego 4 letniej wnuczce powiedzieć, że jej dziadek był pojedynczym przypadkiem. Byłam wtedy w 3 miesiącu ciąży i do końca zycia nie zapomnę jego wyrazu twarzy jak sie dowiedział, że zostanie dziadkiem a przez tych katów nawet jej nie zobaczył. Ból,ból ból do tej pory mam w sercu bo był on fantastycznym człowiekiem.

A
AKSZE

OD DWÓCH TYGODNI PROSZE I PODPOWIADAM NA CO RODZIC JEST CHORY, JEDNAKŻE LEKARZE I TAK ROBIĄ SWOJE NIE SLUCHAJA TEGO CO MAM DO POWIEDZENIA, NATOMIST OBIECANKI O PRZENIESIENIU PACJENTA DO INNEGO SZPITALA STAJĄ SIĘ NAGMINNE, PACJENT LEŻY I POWOLI ODCHODZI, JESLI STANIE SIĘ TO O CZYM MYSLĘ RÓWNIEZ POINFORMUJĘ PROKURATURĘ!!!
MAM NIEZBITE DOWODY ZE ORDYNATOR ODDZIAŁU ZANIEDBUJE, BO ILEŻ MOŻNA CZEKAĆ I PACJENTA MĘCZYĆ....

I
Iza

Odnosze wrazenie,ze to jest wymyslona opinia bo realia tego szpitala sa identyczne jak napisane w ponizszych postach!
Kto uwierzy ,ze bez protekcji mozna wyjsc zywym z tego szpitala?

A
Anna

To pojedynczy przypadek. Nie wszyscy lekarze w tym szpitalu są tacy źli. Byłam tam pacjentką. nikomu nie dawałam koperty. Nie miałam znajomości. Poziom usług był bardzo dobry. Traktowano nas wszystkich z szacunkiem i należytą uwagą. Niektórzy myślą, że jak pójdą do ordynatora z kolorowymi torbami i kopertami to coś zmieni. Pacjenci sami nauczyli dziadostwa w tym szpitalu.

N
NINA

W SZPITALU LICZOM SIĘ ,,PACJĘCI Z KASOM,,BO MOGOM COBIE KUPIĆ ŚMIERĆ NARZYCZENIE .TATO BYŁ OPEROWAMY 6 RAZY,,AMPUTACJA NOGI PO KAWŁKU ,,COINNE LEKARZE MUWILI A COJNNE ROBILI WIEDZĄC ŻE TOM DROGOM NIEDOPROWADZOM DO WYLECZENIA TYLKO DO UZALERZNIENIA OD SIRODK€W PRZECIWBULOWYCH,,MORFINA,,MUJ TATO UMIERAŁ 4LATA A TYLKO ZŁAMEŁ NOGE

c
colorado

Szpital powiatowy w Zawierciu jest jakims jednym wielkim bledem ZOZ.Mój ojciec trafil do tego szpitala w kwietniu 2008 roku z chorobą nowotworową jelita grubego rokowani byly nikłe.Po odbytej operacij chirurgicznej zostal w stanie krytycznym umieszczony na oddziale OJON. Okey na tym oddziale opieka byla bardzo dobra pielegniarki golily zarost zmienialy pampersy ,obcinaly paznokcie itd''.Ojciec po odrzyskaniu przytomnosci i dojsciu do sił trafil z powrotem na oddzial chirurgi tragedia opieka personelu byla fatalna tata lezal w lózku w wlasnym kale i moczu,gdyby nie opieka rodziny pewnie by tak lezal dłuzej.Przez okres pobytu ojca w szpitalu pielegniarki podawaly chorym tylko termometry do mierzenia gorączki zmienialy pacietom kroplówki na sugestie chorych ze sie czóją gorzej wzruszaly ramionami **ciezka praca nie prawda**. W kwestij lekarzy parodia wejscie na sale w czasie wizyt zajmoje im okolo 15 minut jest czasz na wysluchanie kazdego pacienta.Mój ojciec zmarł w maju 2009r po miesięcznym pobycie w Szpitalu??? pytając sie lekarzy o bezposredną przyczynę smierci uszlyszeliśmy od kazdego z nich inną wersie , w czasie leczenia tez byly rózne wersie opisu choroby ojca według uznania kazdego lekarza.Jaka moze byc moje postrzeganie tej placówki odpowiedzią niech będzie krótka rozmowa z jednym z pracowników prosektorium.Wiesz ale trafiłem na fuchę od ubrania trupa dostaje niezle pieniądze a tu w szpitalu ludzie padają jak mrówki byle tak dalej

G
Gość

Od dawna wiadomo, że w Zawierciu nikt nie dba o to by wyleczyć!

i
iza

podobna sytuacja wydażyła sie w Pszczyńskim szpitalu odżyły we mnie wpomnienia ,ponieważ dotyczyło to mojej mamy, byla pacjętką przyjętą na oddz.chirurgii z rozpoznaniem ataku woreczka żółciowego i miała wyjść po 2 dniach ,owszem wyszła ale w trumnie. Podobnie jak w artykule spotkałam się z olewatorskim podejściem do pacjęta przez lekarzy i pielęgniarki były nie czułe na nasze sugestie, nie mówiąc o lekarzach ,gdy mama była już w agonii to znależli się nagle wszyscy do pomocy ,ale bylo za póżno!!!wkurza mnie zachowanie personelu medycznego wiem ,że gdzieś są ludzie którzy mają serca zamiast kamieni ,ale jest ich coraz mniej wszyscy widzą tylko jedno FORSA jak jej nie ma to nic nie robią i podchodzą w taki oto sposob zamiast ratować życie i być dla ludzi nie reagują. Nie chciałabym ,aby mnie to kiedyś jeszcze raz spotkało dobrze ,że ktoś zrobi z tym porządek i winni zostaną ukarani !!!

g
gliwice

Post powtórzony.

g
gliwice

Post powtórzony.

g
gliwice

lezalam 1 raz w szitalu z podejrzeniem zawal w Zabrzu 3- Maja, w sobote byl ostry dyzur-na moja sale polozono chora z ktora byl syn, syn pomagal mamie, porozmawial z nami i obiecal mamie, ze rano przyjdzie. zaczela sie noc i chora zaczela prosic o pomoc bo bardzo boli ja serce, przyszla dyzurna lekarka i dali jej jakis zastrzyk, po pewnym czasie chora ponownie zaczela prosic o pomoc,siostra powiedziala,ze nic wiecej nie dostanie bo nie potrzeba, ja dostalam jakie tabletki i zasnelam/wczesnie podajac chorej szklanke wody/ gdy sie obudzilam 3 rano chora cichutko prosila o pomoc i umarla, lekarka przyszla stwierdzila zgon.syn przeszedl rano i mamy juz nie bylo,umarla w szpitalnym lozku w nocy bez pomocy lekarzy, w nocy bardzo duzo chorych umiera bez pomocy, niepotrzebnie.

m
madzia

wreszcie ktoś się tym zajoł tylko szkoda że w tak przykrych okolicznościach .w tym szpitalu od dawna coś się dzieje ale nikt o tym nie mówi głośno...........

G
Gość

Skandal...ale ja nie jestem zaskoczona. Szpital w zawierciu to miejsce którym już dawno powinna zainteresować się prokuratura, tam dzieją się naprawde złe rzeczy, a pacjenci często traktowani są w sposób skandaliczny. Trzy lata temu leżał tam mój teść, przy nim ciągle był ktoś z rodziny, ale pacjenci którzy nie mieli takiego konfortu nie mogli liczyć na opiekę pielegniarek,a doprosić się o lekarza gdy działo się coś niepokojacego graniczyło z cudem. Szkoda że człowiek zapłacił życiem za to że "personel minął się z powołaniem". Śmiem jednak twierdzić że nie pierwszy i nie ostatni. Dobrze że ktoś wreszcie odważył się zainterweniować.

Dodaj ogłoszenie