Rafał Musioł: Chorzów został w czarnej dziurze [KOMENTARZ]

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Lucyna Nenow / Polska Press
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- W Chorzowie tymczasem do sprawy podchodzą zupełnie inaczej i ze znacznie mniejszym zapałem niż gdy topiono miliony publicznych złotówek w Ruch należący do Dariusza Smagorowicza - pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Rozpoczęcie budowy stadionu GKS-uKatowice (formalnie Miejskiego), stanowi kiepską wiadomość dla Chorzowa. Stolica województwa była wszak do tej pory jego wiernym towarzyszem w odwlekaniu takiej inwestycji. Teraz Chorzów został sam jak palec w czarnej dziurze i nawet dowcipy o trzytrybunowym stadionie Górnika nikogo już tam nie śmieszą.

Nie da się ukryć, że w Katowicach tempo podkręcono mocno. Konsekwentnie przełamywano wszystkie kryzysy, z najpoważniejszymi: odrzuceniem wniosku kredytowego w Banku Odbudowy Rady Europy i pomyłką biura projektowego, gdzie przesunięcie przecinka zwiększyło końcową kwotę o 120 mln zł. Nieodzowny był także uśmiech losu, gdy okazało się, że jedna z ofert zdołała jednak zmieścić się w ramach finansowych, które dla pozostałych konkurentów okazały się zdecydowanie za ciasne.

W Chorzowie tymczasem do sprawy podchodzą zupełnie inaczej i ze znacznie mniejszym zapałem niż gdy topiono miliony publicznych złotówek w Ruch należący do Dariusza Smagorowicza i wpompowywano góry pieniędzy, gdy raz za razem doprowadzał on klub z Cichej na skraj upadku. Z budową stadionu jest zupełnie inaczej, a nawet... odwrotnie. Tym razem pieniędzy szuka się wyłącznie na zewnątrz, a pomysł, by 195 mln złotych pozyskać z tarczy antykryzysowej był tak przewrotny, że sam wspomniany przed chwilą S. na pewno by się go nie powstydził. Z dealu nic nie wyszło, więc Chorzów podjął podobną próbę w kontekście „Polskiego Ładu”. Walka toczy się o 195.682.953 zł, czyli maksymalne dopuszczalne 90 procent wartości całej inwestycji. Biorąc pod uwagę dość niejasne kryteria zadecydują wpływy polityczne, więc możliwe jest wszystko.

Drogi Katowic i Chorzowa wyraźnie się więc rozeszły, ale w idealnym świecie sensowność obu inwestycji zostałaby poddana referendalnej ocenie mieszkańców. Wyniki byłyby niezmiernie ciekawe, bo przecież frekwencja na meczach GKS-u i Ruchu jest odwrotnie proporcjonalna do zaangażowania miast w budowę stadionów. Pierwszoligowi katowiczanie co prawda powtarzają w kółko, że na mecze nie chodzą dlatego, iż obecny stadion jest przestarzały, ale chorzowianie kontrują ich tłumami w drugoligowym skansenie. I trzeba przyznać, że zdjęcia trzeszczącej w szwach Niebieskiej trybuny powinny być argumentem o co najmniej takiej samej sile rażenia niż ambicje Katowic, by sprostać wymogom rozwoju cywilizacyjnego.

Warto na marginesie zauważyć, że to w Chorzowie budową stadionu w kampaniach wyborczych gra się znacznie głośniej niż w Katowicach. Wyniki tej politycznej walki wskazują raczej na dość mizerne przełożenie wyborczej siły kibiców na obsadę stanowisk.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie