Remis jest, a gdzie karny?!

Rafał Musioł
W tej sytuacji, po faulu na Robercie Szczocie, sędzia nie podyktował jedenastki, choć nie powinien mieć żadnych wątpliwości
W tej sytuacji, po faulu na Robercie Szczocie, sędzia nie podyktował jedenastki, choć nie powinien mieć żadnych wątpliwości fot. WOJCIECH BARCZYŃSKI
Górnik Zabrze grał w Warszawie o życie, natomiast Legia o dogonienie Lecha, przedłużenie szans na zdobycie mistrzostwa kraju i - według krążących po Łazienkowskiej wieści - głowę trenera Jana Urbana.

Obie motywacje podlane były obficie sosem historii starć obu drużyn, więc trudno się dziwić, że emocje aż parowały tak na boisku, jak i na trybunach. Najspokojniej wydarzeniom na murawie przyglądał się selekcjoner Leo Beenhakker.

W pierwszych minutach legioniści próbowali zabrzan zastraszyć i ruszyli na nich z siłą wodospadu. Podopieczni Henryka Kasperczaka mieli problemy z wyjściem z własnej połowy, ale też nie dopuszczali rywali do klarownych sytuacji strzeleckich.

- Spodziewamy się, że na nas ruszą - te przedmeczowe słowa trenerów Górnika sprawdziły się więc co do joty.

Dopiero po kwadransie goście zaczęli szukać swojej szansy i błyskawicznie ją sobie stworzyli. Wtedy jednak ciężki grzech zaniechania popełnił sędzia Hubert Siejewicz, który nie podyktował rzutu karnego za faul Inakiego Astiza na Robercie Szczocie!

Pozostawiony na desancie Szczot sprawiał zresztą przetrzebionej kontuzjami obronie Legii sporo problemów. Lawirował między nimi z szybkością i zwinnością kutra torpedowego, ale nie miał okazji do oddania strzału, który mógłby zatopić przeciwników.

Po tej sytuacji zabrzanie poczuli jednak krew i zaczęli szukać miejsc, w których można było legionistów skaleczyć. Rzuty wolne i rożne nie przynosiły jednak efektu, natomiast dzwonki alarmowe rozdzwoniły się na przedpolu Sebastiana Nowaka, gdy nieobstawiony Piotr Giza oddał strzał, który minął słupek górniczej bramki. Ofensywne poczynania Legii pozbawione były zresztą precyzji, co szybko wyłapali kibice, komentujący co zabawniejsze zagrania gwizdami.

Niezłe tempo spotkania nasuwało skojarzenia z konfrontacji Górnika z Lechem Poznań. Drużyna Kasperczaka zgodnie z zapowiedziami grała o całą pulę, zdając sobie sprawę, że najlepszą obroną jest atak. Wyjątkowo zapracowani byli skrzydłowi, którzy ze względu na taktykę gospodarzy musieli często wspomagać obrońców, stających oko w oko z przeważającymi siłami przeciwnika i szybkostrzelnym Takesure Chinyamą.

Stojący przy linii bocznej Kasperczak dość oszczędnymi ruchami doradzał swoim zawodnikom, jak mają się zachować, energiczniej zaczął gestykulować dopiero w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy, co udzieliło się zabrzanom, którzy wyrwali się wreszcie z klinczu i zaatakowali większą ilością piłkarzy, wpadając jednak w pułapkę ofsajdową, choć Szczota od szczęścia dzieliły centymetry.
- Mamy sporo pracy - westchnął schodzący do szatni Paweł Strąk. - Ale taktykę realizujemy w stu procentach - dodał z satysfakcją pomocnik Górnika.

Mniej powodów do zadowolenia mieli żegnani kpinami gospodarze, choć, według obliczeń Canal+, byli w posiadaniu piłki aż przez 69 procent czasu tej pierwszej odsłony.

W przerwie Kasperczak skorygował nieco plan gry i Przemysława Pitrego zastąpił Tomasz Zahorski. Goście zaczęli też szukać swojej szansy w rzutach wolnych, które wiosną stanowią w ich wykonaniu dość skuteczną broń. Pierwszą próbę takiego uderzenia podjął już w 47 minucie Damian Gorawski minimalnie pudłując z 32 metrów.

Im bardziej irytowali się własną bezradnością legioniści, tym zimniejszą krew zachowywali górnicy. Środkowy fragment drugiej odsłony należał już do nich. To zabrzanie dłużej przetrzymywali piłkę, podejmujący akcje ofensywne dopiero po rozważnej ocenie stopnia ryzyka. Ta żelazna konsekwencja przynosiła oczekiwany efekt i pod bramką Sebastiana Nowaka nie dochodziło już tak często do dramatycznych wydarzeń. Wyjątkiem były stałe fragmenty gry, po jednym z nich Giza niesłusznie domagał się podyktowania rzutu karnego za zagranie ręką Adama Banasia, oraz akcja, gdy Nowak kapitalnie obronił strzał Chinyamy będąc z nim sam na sam. Sfrustrowani legioniści tracili nerwy i w 75 minucie doszło do ostrych przepychanek Chinyamy z nieustępliwym Banasiem, po których obaj otrzymali żółte kartki.

Remis na Legii jest dla Górnika cenny, więc ekipa wracała na Śląsk w dobrych nastrojach. Nieco markotną minę miał tylko Gorawski. - Zszedłem z boiska, bo poczułem ból w nodze - przyznał piłkarz, który w ostatnim czasie często leczył kontuzje.

Legia Warszawa 0 Górnik Zabrze 0

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie