Rozmowa z Markiem A. Koprowskim. „Rodziny ofiar uważają, że nikt nie chce się upominać o zamordowanych”

Bartłomiej Romanek
Bartłomiej Romanek
Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Wydawnictwo Replika, Archiwum Prywatne M. Koprowski
Rozmowa z Markiem A. Koprowskim, pisarzem, historykiem, badaczem. 12 października ukazuje się jego najnowsza książka „Śmierć banderowcom. Krwawa rozprawa z OUN-UPA”, która jest dopełnieniem jego trylogii o dziejach ukraińskiego nacjonalizmu.

12 października ukazuje się nowa książka Pana autorstwa „Śmierć banderowcom. Krwawa rozprawa z OUN-UPA”. To problematyka, którą od lat Pan porusza. Co można powiedzieć więcej o tej publikacji?

Nowa książka jest dopełnieniem trylogii poświęconej historii ukraińskiego nacjonalizmu, w skład której wchodzą również „Narodziny ukraińskiego nacjonalizmu. Bandera, Szeptycki, OUN” oraz „Rzeźnicy z OUN-UPA. Bandera, Szeptycki i ludobójstwo Polaków”. Pierwszy tom dotyczy okresu przed wojną, drugi porusza wydarzeń, które rozgrywały się na zachodzie Ukrainy podczas wojny, a najnowszy tom dotyczy rozprawy, jaką sowieci między rokiem 1944 a 1952, a nawet 1956, jak chcą niektórzy badacze, przeprowadzili z OUN-UPA. OUN-UPA prowadziła przeciwko sowietom, podobnie, jak przeciwko Polakom wojnę podziemną. Byli to ci sami ludzie, którzy mordowali wcześniej Polaków.

Chcieli oni kontynuować swoją działalność na zachodzie Ukrainy, myśląc, że wybuchnie trzecia wojna światowa i że będą cennym partnerem dla państw zachodnich. Planowali oni wówczas uderzyć na sowietów i utworzyć niepodległą Ukrainę. Była to oczywiście mrzonka, bo trzecia wojna światowa nigdy nie była planowana. Dlatego przelewali krew na próżno, w tym polską krew. Sowieci mimo że zajęli ziemie wschodnie w 1944 roku, to nie byli w stanie zapełnić pełni bezpieczeństwa i OUN-UPA nadal mordowała także Polaków. W tej książce opisałem wiele mordów, chcąc zmusić Polaków do tego, aby jak najszybciej wyjechali. Nasi rodacy nie mogli wtedy jeszcze wyjechać, bo Polska jeszcze nie była wyzwolona. Losy Polaków w tym czasie były tragiczne. Część z nich uciekała do miast, gdzie z kolei były problemy z wyżywieniem i zamieszkaniem, bo była to strefa przyfrontowa.

UPA wciąż myślała, że może walczyć wielkimi oddziałami jak w latach 1943-1944, korzystając z tolerancji niemieckiej. Niemcy pozwalali im bowiem na działalność, pod warunkiem, że UPA uderzała w polską partyzantkę. Kiedy sowieci zajęli zachodnią Ukrainę i została im ona przyznana, przystąpili do twardej i ostrej rozprawy z ukraińskim nacjonalizmem. Znaczna część ludności polskiej sympatyzowała wtedy z sowietami. W książce przytaczam nawet fragment raportu dowódcy Armii Krajowej z 19444 roku, który donosi do Londynu, że Polacy zawiedli się na polskim podziemiu, które nie było w stanie im zapewnić bezpieczeństwa. Polacy czekali na sowietów, aby wzięli oni odwet za ich krzywdy.

Jak wyglądały działania sowietów przeciwko OUN-UPA?

To była bardzo trudna operacja. Pisząc książkę, dokonałem analizy wielu dokumentów, wiele z nich nie było dotąd znanych. Pokazuję, że nie była to tylko fizyczna rozprawa, która polegała na wysłaniu ogromnych sił wojskowych do lasów, aby oczyścić je z banderowców. Tak nie było. Sowieci usiłowali najpierw podjąć rozmowy, wysłali emisariuszy. Chciano uniknąć zbędnego rozlewu krwi, która rozlałaby się po obu stronach.

OUN-UPA działała bezwzględnie, mordowali wszystkich, którzy wykazywali jakąkolwiek sympatię do nowego ustroju. Oni go w ogóle nie akceptowali. Każdy, to chciał normalnie żyć, zarobić na chleb i się urządzić w nowej rzeczywistości, był wrogiem i był mordowany.

OUN-UPA wymordowała w bestialski sposób tysiące osób. Sowieci próbowali rozmawiać, ale rozmowy nie przyniosły efektu, bo OUN-UPA nie chciała złożyć broni i rozejść się do domów. Wtedy Sowieci przystąpili do bardzo krwawej rozprawy z OUN- UPA. Z powodu braku wojska zaangażowanego w działania wojenne, tworzono specjalne bataliony samoobrony, których znaczną część stanowili Polacy, a których zadaniem była obrona poszczególnych wsi. Te oddziały funkcjonowały w wielu miejscach przez kilkanaście miesięcy aż do wyjazdu wszystkich Polaków na tzw. ziemie odzyskane. Gdyby nie te oddziały, ilość ofiar po stronie ludności polskiej byłaby o wiele wyższa.

Jak wyglądała ta operacja po zakończeniu działań wojennych?

Kiedy władza sowietów się ustabilizowała, a z frontu wróciły oddziały, postanowiono o likwidacji totalnej OUN-UPA. Przeprowadzono wówczas akcję, która przeszła do historii pod nazwą „wielka zimowa blokada”. To typowy sposób likwidowania partyzantów przez wszystkie armie świata. Do wszystkich większych wsi, zaopatrujących UPA w żywność i udzielających jej wszelkiej pomocy logistycznej , wprowadzono garnizony, odcinając w ten sposób zimą partyzantom wszelkie możliwości zaopatrzenia się, ogrzania, przechowania rannych. Oprócz oddziałów wojskowych, sprowadzono NKWD, które szukało wszystkich osób sprzyjających UPA. Szukano też wszelkich bunkrów, schronień i magazynów. Kompleksy leśne przeczesywały również specjalne oddziały pościgowe, które zaraz po sygnale o wykryciu obozu, natychmiast interweniowały. Podczas pościgów, używano psów, a także samolotów rozpoznawczych, a nawet bombowców. Podczas całej akcji rozbito wszystkie wielkie zgrupowania UPA.

Ilu Polaków mogło paść ofiarą UPA w tych latach?

Te zbrodnie nie zostały podsumowane. Było ich jednak dużo i były to zbrodnie bestialskie. UPA zaczęła np. mordować wieś Łozowa, zamordowano 104 osoby, ofiar nie było więcej, bo przyjechał pociąg pancerny i części osób udało się uciec. UPA atakowała nawet te miejscowości, w których były bataliony samoobrony. Podczas każdego z ataków były ofiary, nie były to może tysiące ofiar, ale były ich setki. UPA była bardzo trudnym przeciwnikiem, bo miała poparcie części ludności Cerkwi greckokatolickiej i posiadali świetny wywiad. Wszystkie te szczegóły można znaleźć w książce.

Niektórzy badacze mówią, że był to ruch narodowowyzwoleńczy, ale ja zawsze wtedy przypominam, że to nie byli bohaterowie, ale zbrodniarze, z których każdy odpowiadał za mordowanie Polaków. Sowieci byli ręką sprawiedliwości, która rozprawiła się ze zbrodniarzami, którzy nie ukrywali swojej nienawiści do wszystkiego, co polskie. Polacy oczywiście nie kochali Sowietów, ale tylko oni mogli ich ocalić i ułatwić wyjazd za granicę.

Podkreśla Pan, że problem ukraińskiego nacjonalizmu jest aktualny.

Są ruchy nawet nie podobne, ale wprost nawiązujące do tradycji banderowskiej. Przedstawiciele UPA, z którymi rozprawili się Sowieci mają obecnie status bohaterów narodowych. Stawia się im pomniki i są oni heroizowani. Są stawiani za wzór. Z polskiego punktu widzenia jest to groźne, bo ukraiński nacjonalizm zawsze odnosił się z nienawiścią do tego co polskie.

Zdradzi Pan nad jaką książką teraz Pan pracuje?

Obecnie pracuje nad trzema książkami, ale nie wszystko mogę zdradzić. Jest już w opracowaniu redakcyjnym i niedługo ukaże się na początku przyszłego roku biografia jednego z głównych działaczy OUN-UPA, Romana Suchewycza, przeciwko którego heroizacji Polska nawet tak nieśmiało protestuje. To postać, która odpowiada za wszystkie zbrodnie tej organizacji w Małopolsce Wschodniej.

Pana zdaniem za mało mówi się o tych sprawach?

W ogóle się o tym nie przypomina, temat jest przemilczany, nikt nie chce go nagłaśniać.
To jest sprawa niewygodna, bo oficjalnie nie można tego zaaprobować, bo dla każdego polityka nawet najbardziej przyjaznego Ukraińcom, byłoby niedopuszczalne. Dlatego ten temat się pomija, akcentuje się tylko ich walkę z sowietami, tymczasem traktowali oni Polaków jako głównych wrogów. Na Wołyniu, kiedy zorganizowali powstanie, nie walczyli przeciwko Niemcom czy sowietom, ale przeciwko Polakom i czystka etniczna była ich głównym celem.

Jest Pan zawodowym pisarzem, żyje Pan z pisania książek. Jak to zrobić?

Trzeba mieć trochę szczęścia. Wyspecjalizowałem się w tematyce wschodniej w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy niewiele osób to robiło i tym się interesowało. Staram się zawsze dotykać tych problemów, które albo nie były poruszane, albo nie były poruszane w wystarczający sposób. Zawsze miałem kontakt z czytelnikami i ludźmi. Sprawa Wołynia jest przez polskie władze przemilczana. Tymczasem rodziny ofiar uważały, że nikt nie chce się upominać o zamordowanych. Zacząłem o tym pisać i okazało się, że to strzał w dziesiątkę, klimat polityczny też zmienił się nieco na korzyść. Moja książka o Wołyniu, zawierająca żywe relacje, została nawet nagrodzona jako najlepsza książka popularnonaukowa. Książki muszą trafiać w społeczne zapotrzebowanie, a skoro moje książki trafiają, to znaczy, że wypełniają one pewną lukę.

Po kolejnych publikacjach ma Pan sygnały od rodzin ofiar?

Mam żywy kontakt z tymi środowiskami. Czasami jest to trochę uciążliwe, bo na przykład dzwonią do mnie Czytelnicy i pytają o wieś X, czy nie znam zamordowanej rodziny, która z niej pochodziła. Czasem jestem traktowany jako chodząca encyklopedia, która powinna wszystko wiedzieć. Ja niestety wszystkiego nie wiem i chyba nigdy wszystkiego nie będę wiedział. Staram się na to żywo reagować i badać nowe ślady. W przypadku Wołynia mam tę przewagę nad wszystkimi badaczami, że ja tam wszędzie byłem. Tam nie ma miejscowości, której nie przejechałbym kilkanaście razy. Dzięki temu mam wyobrażenie, co tam się wydarzyło i jak to się odbyło. To znacznie poszerza wyobraźnię i zmienia optykę. Ten Wołyń, który został wymordowany przez Ukraińców po dziś dzień jest stroną zupełnie dziką, zapuszczoną. W tych wsiach nic nie powstało nowego, nie ma tam żadnego życia. Kiedy się podjeżdża do Janowej Doliny, mamy wręcz odczucie przeklętej ziemi.

O autorze

Pisarz, dziennikarz, reporter, od ponad dwudziestu lat zajmujący się problematyką wschodnią i losami Polaków na Wschodzie. Jako wysłannik kilku pism odbył ponad sto dwadzieścia podróży – od Brześcia po Sachalin i Kamczatkę, odwiedzając wszystkie kraje na postsowieckim obszarze. Plonem tych wypraw, oprócz tysięcy artykułów, jest ponad pięćdziesiąt książek.
Laureat Nagrody Fundacji „Polcul Foundation Limited” im. Jerzego Bonieckiego w 2007 r. za działalność na rzecz utrzymania kultury polskiej na Wschodzie.
Nagrodzony w 2013 r. Nagrodą im. Oskara Haleckiego w kategorii „Najlepsza książka popularnonaukowa poświecona historii Polski w XX wieku za książkę „Wołyń. Epopeja polskich losów 1939-2013. Akt I i Akt II”. Konkurs organizowany przez TVP, Polskie Radio i Instytut Pamięci Narodowej.

O książce

Ukraińskie podziemie OUN-UPA przestało istnieć w 1954 roku, kiedy ostatni przywódca został wydany przez swoich w ręce KGB. Od tej pory resztki struktur były szybko rozpracowywane i likwidowane.

Sowietom nie udało się jednak w pełni wytępić ruchu, który obecnie na Ukrainie już otwarcie przeżywa swój renesans. Budzi to przerażenie wielu Polaków, których przodkowie zostali bestialsko pomordowani na Kresach przez banderowców.

Wielu badaczy zajmujących się od lat heroizacją ukraińskiego nacjonalizmu, nie chce jasno ocenić postawy arcybiskupa Szeptyckiego wobec UPA. Metropolita, który wielokrotnie piętnował zbrodnie, u kresu życia potępił winnych im banderowców. Uznał ich za nieszczęście dla Ukraińców i chciał dogadać się z Sowietami. Jednak działalność UPA, liczącej na wybuch III wojny światowej, znacząco to utrudniała.

Cerkwi przyszło zapłacić za dwuznaczną postawę wobec ukraińskiego nacjonalizmu i nadziei pokładanych w ekspansji Adolfa Hitlera na wschód. Część duchownych przeszła na prawosławie, a część do podziemia, stając się, de facto, banderowską przybudówką. Sowieckie służby bezpieczeństwa, wiedząc o wsparciu udzielanym OUN-UPA przez Cerkiew, potraktowały ją jako poplecznika ukraińskiego nacjonalizmu – cel do bezwzględnego zniszczenia.

Autor szczegółowo opisuje proces, podczas którego Sowieci próbowali zdusić opór masowymi represjami. Paradoksalnie, jednocześnie wymierzali sprawiedliwość zbrodniarzom, których ręce splamiła polska krew na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Sowieckie organy odegrały więc mimo woli rolę mścicieli za rzezie na ludności polskiej.
Kiedy wojna stopniowo dogasała, OUN usiłowała przypominać światu o swoim istnieniu, jednak wcześniejszy terror sprawił, że straciła społeczne poparcie. Jej członkowie nie mogli liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony chłopów, a nawet zaczęli się bać ich donosów.

Książka odsłania kulisy działania OUN-UPA na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych oraz ich rywalizację z sowieckimi organami bezpieczeństwa. Oparta została na obszernej literaturze polskiej, rosyjskiej i ukraińskiej, w której ważną rolę odgrywają dokumenty NKWD, MGB i KGB.

Jesienna turystyka w Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie