Sławków: kajakiem przez Wisłe do Gdyni ZDJĘCIA

Katarzyna Kapusta
Udostępnij:
Jest ich dwóch, ona jedna, ale dostojna i bywa niebezpieczna, Królowa Polskich Rzek - Wisła. Plan jest ambitny, bowiem Łukasz Hofler i Artur Skrzypczyk postanowili kajakiem przepłynąć ze Sławkowa do Gdańska.

Najpierw przez około 24,6 kilometra płynęli przez meandry dzikiej i nieprzewidywalnej Białej Przemszy. Następnie Przemszą koło 23,2 kilometra aż do Gorzowa w powiecie oświęcimskim. To właśnie tam ich podróż zaczęła się na dobre, to właśnie w tamtym miejscu spotkali się z najgroźniejszą i najbardziej nieprzewidywalną przeciwniczką Wisłą.

Kajakarze mają do przepłynięcia w sumie aż 936 kilometrów, by następnie na śluzie w Przegalinie skierować się na Martwą Wisłę (jedno z historycznych ramion ujściowych Wisły, łączące Wisłę z Gdańskiem), by po 27,8 kilometra dotrzeć do Westerplatte. Jak zakończy się ta podróż? Trudno powiedzieć, jednak uczestnicy wyprawy są pełni zapału. Jaki jest cel ich podróży? Przede wszystkim obaj panowie chcą promować Sławków, a także kajakarstwo, a przy okazji uczcić Rok Rzeki Wisły.

Kajakarze płyną bez żadnego wsparcia z zewnątrz, całe potrzebne wyposażenie płynie razem z nimi. Zapasy żywności i wody uzupełniamy na trasie w pobliskich miejscowościach. Wyruszyli w trasę 2 lipca po godzinie 6 rano. We wtorek kajakarze dotarli do Tyńca, gdzie mieli biwak.

- Zaczęliśmy z przygodami, bo jeszcze na Przemszy zaliczyliśmy bolesną wywrotkę. To nie był suchy biwak, bo wszystko było mokre, na szczęście elektronikę udało się uratować - tłumaczy Łukasz Hofler. Kajakarze w ciągu jednego dnia pokonują od 50 do 70 kilometrów.

- Wszystko tak naprawdę zależy od warunków. Teraz płynie nam się dobrze. W środę pokonaliśmy do godziny 15 już 44 kilometry, czyli idzie bardzo dobrze. Jutro planujemy dotrzeć do Sandomierza, także pewnie uda nam się coś pozwiedzać. We wtorek padliśmy normalnie jak kaczki, jeszcze przed godziną 9 wieczorem. Organizm też się już przyzwyczaił i poddał, bo zakwasy w końcu puściły. Mamy nadzieję, że barki wytrzymają i uda nam się dopłynąć do celu - mówi Hofler.

Na razie panowie jedyne na co mogą narzekać, to pośladki, bo one ponoć bolą najbardziej przy tak długiej podróży w kajaku.
Kajakarze liczą, że w Sandomierzu uda im się zjeść ciepły posiłek. - Na razie tak naprawdę w naszym menu królują konserwy i niezawodne zupki chińskie - śmieje się Łukasz Hofler.

ZOBACZCIE FILM: Mija 20 lat od powodzi tysiąclecia:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kak
Czy ktoś napisze co się dzieje z kajakarzami ze Sławkowa, czy dopłynęli, czy wrócili bezpiecznie do domów, czy im sie coś nie stało ? bo ani słychu ani widu dalszego ciagu wydarzeń.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie