W Dąbrowie Górniczej kobiety uprawiają boks

Agnieszka Zielinska, Arkadiusz Ławrywianiec
Arkadiusz Ławrywianiec
Udostępnij:
Kobiety ringu na długo przed pojedynkiem słyszą swój zmęczony oddech i odgłosy uderzeń rękawic.

Wychodząc na ring mają tremę, ale z każdą sekundą czują się tam pewniej. Są inteligentne, twarde i pracowite, dlatego wygrywają.

Karinę Kopińską z Dąbrowskiego Klubu Bokserskiego w Dąbrowie Górniczej do uprawiania boksu zachęciła koleżanka, która sama kilka lat temu zrezygnowała ze sportu. Karina miała wtedy 15 lat, chodziła do gimnazjum. Wcześniej trochę pływała, grała w siatkówkę. - Gdybym nie uprawiała boksu, na pewno w moim życiu byłby jakiś inny sport. Ale jest boks i z nim wiążę przyszłość - stwierdza.
Samodzielność

Za namową rodziców, po gimnazjum, Karina wybrała LO im. Żeromskiego w Dąbrowie. Potem jednak sama zdecydowała o przenosinach do Zespołu Szkół Sportowych. Zresztą, poszerzony program sportowy łatwiej było pogodzić z codziennymi treningami boksu.

Przez pewien czas próbowała samodzielności, mieszkała na stancji z koleżanką, ale opłaty były wysokie, więc Karina w wolnym od nauki czasie pracowała. (Od kilku lat jest też stypendystką UM w Dąbrowie Górniczej). W ubiegłym roku skończyła w terminie liceum, zdała maturę na czwórki i dostała się na AWF w Katowicach. No i zdobyła brąz na mistrzostwach Polski w kategorii seniorów.

- To właśnie dziewczyny boksu: odpowiedzialne, pracowite i twarde. W 2008 roku, kiedy zaczęły się wakacje, wszystkie z naszego klubu jednego dnia odebrały świadectwa, a następnego już były w pracy, żeby dorobić. To chyba w ogóle znak naszych czasów, że młodzież jest taka samodzielna - mówi Jacek Duda, sekretarz DKB.

Ola Sikora, klubowa koleżanka Kariny i jej rówieśniczka, też od dawna marzyła, żeby się usamodzielnić. Gdy zaczęła studia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (wybrała prawo), zamieszkała w akademiku. Naukę godzi z wyjazdami na treningi do Dąbrowy i pracą zawodową. Opiekuje się też młodszymi siostrami.

Ostra dieta

Kasia i Magda Cieślikówny (to przyrodnie siostry Oli) spoglądają na nią z wielką uwagą. Jest ich autorytetem. Zresztą, Kasia od półtora roku także trenuje boks. Dla bokserek przekleństwem jest utrzymanie stałej wagi ciała. Obiad z zupą, kotletem schabowym, ziemniakami i surówką to kilogram więcej. Torebka cukierków, czekolada - pół kilograma. A każde 300-400 gramów nadwagi przed startem to kolejne minuty biegania w grubej kurtce (bez względu na pogodę), skoków na skakance, by to, co zbędne, zrzucić.

- Jeśli walczę w wadze 57 kg, muszę tę wagę utrzymywać, największy reżim jest kilka tygodni przed zawodami. Wtedy je się tylko posiłki niekaloryczne: mięso, warzywa, owoce. Małe porcje. Unikamy słodyczy, fast foodów. Tuż przed startem wszystkie dziewczyny trzymają bardzo ostrą dietę i co chwilę biegają na wagę, by sprawdzić, czy mogą coś zjeść. To denerwujące - tłumaczy Karina.

Nakop im!...

Karina długo przed zawodami słyszy uderzenia rękawic. Własny zmęczony oddech. Na kilka minut przed startem nie lubi pocieszania, zagadywania. Chociaż SMS-y od znajomych ("Kopniak na szczęście", "Nakop im", "Jesteś najlepsza") sprawiają jej przyjemność. Wcześniej dzwonią mama, dwie starsze siostry, Ewa i Monika, chłopak, przyjaciółki.
Przed walką lubi pobyć przez chwilę sama. Pomyśleć, skoncentrować się. Potem dokładne owijanie dłoni bandażami - taśmy mają długość ok. 4 m każda i chronią ręce. Dopiero na nie ubiera się rękawice ważące 10 uncji każda, czyli razem ok. 0,5 kilograma.

- Paznokcie muszą być krótko obcięte przy skórze. Nie można mieć tipsów, bo można byłoby sobie przez nie uszkodzić palce. To takie bokserskie wyrzeczenie. Choć w ringu trzeba jakoś wyglądać - dodaje Karina.

Dlatego gładko zaczesuje włosy do tyłu, czesze drobne warkoczyki, jak Leila Ali. Tak jest zresztą wygodniej, inaczej włosy wychodzą spod kasku i przeszkadzają. Na nie nakłada szarą chustkę, zawsze tę samą, na szczęście. Lubi krótki top (każda bokserka obowiązkowo nosi też w czasie zawodów i sparingów, czyli treningu z przeciwnikiem, ochraniacze na piersi), czasem wybiera czarną koszulkę. Spodenki też muszą być schludne, świeżo uprane, odprasowane. I perfumy. Te ukochane "Chanel Mademoisselle".

Żadnego makijażu, nawet tuszu do rzęs. I tak spłynąłby po twarzy, pod wpływem potu albo łez (silne ciosy w skroń powodują naturalne łzawienie oczu). W twarz wciera się wazelinę, by skóra była bardziej elastyczna. Rozciera się nos, uderza dłonią w osłonięte kaskiem uszy, to pomaga przyzwyczaić się do uderzeń.

Kontuzje

Złamany i zniekształcony nos... Tego najbardziej boją się dziewczyny w boksie. Podbite oko, siniak na policzku, czy ból poobijanych narządów wewnętrznych zniwelują zimne okłady. Z nosem jest gorzej. Krwotok jest wprawdzie krótkotrwały, szybko minie, gdy poleży się kilka godzin z zimnym okładem na głowie, ale złamany nos zniekształca i szpeci twarz. Sposób na to jest jeden.

- Dobre wyszkolenie. Potrzebna jest kondycja. Seniorki w boksie amatorskim walczą 4 rundy po 2 minuty, juniorki w wieku 16-18 lat mają 3 rundy. Niezbędny jest porządny warsztat. Na ringu liczy się wysoko: podniesiona garda, opuszczone ręce mają świadczyć o lekceważeniu przeciwnika, ale tak naprawdę oznaczają zmęczenie i są dla niego zachętą do ataku.

Na ringu jak w życiu, nie ma taryfy ulgowej, przeciwnik wykorzysta nasze słabe strony. Wcześniej zawsze zbiera się informacje o przeciwniczce, analizuje walki. Zresztą, dziewczyny się znają z zawodów, zgrupowań. Ważne jest to, czy dziewczyna jest mańkutem, zawodnikiem siłowym, technicznym. To wiele zmienia. Z osobami leworęcznymi walczy się o wiele trudniej - tłumaczy Krzysztof Paciej, trener koordynator w Dąbrowskim Klubie Bokserskim, absolwent katowickiej AWF, który w latach 80. prowadził II ligę chłopców w boksie w KS Górnik Sosnowiec, a potem ligę wojewódzką koszykówki dziewcząt.

Sława i pieniądze

Karina stara się poświęcać treningom każdą wolną chwilę. Jej najgorszy moment na ringu to mistrzostwa Polski w 2005 roku, pierwsze i z porażką. Wróciła bez medalu, gdy jej dwie klubowe koleżanki przywiozły złoto. Potem było lepiej, w 2006 roku brąz na mistrzostwach Polski i w 2007 roku upragnione złoto. Później było powołanie do kadry narodowej (Karina była w niej przez 2 lata). Sukcesy na turniejach międzynarodowych, w mistrzostwach Śląska.

I zdobycie brązu w ubiegłym roku i teraz (mistrzostwa w Grudziądzu skończyły się 5 kwietnia 2009 roku), już w kategorii senior, gdzie poziom jest o wiele wyższy.

- Kobiety ringu? Zachowują się, jakby walczyły o ogień. Po przegranych leją się łzy godzinami. Twarde, ale nie zapominające, że są kobietami. Wady? Brak pewności siebie, kompleksy. Ale dziewczyna pocieszy płaczącą koleżankę, zrobi zimny okład. Kobiety zawodniczki bywają czasem zazdrosne, pełne gniewu. Z takimi emocjami trudno czasem sobie poradzić, ale Polki odnoszą sukcesy - podkreśla Leszek Piotrowski, wieloletni szef wyszkolenia kobiet kadry narodowej Polski. W 2008 r. na mistrzostwach Europy i świata, pod względem liczby medali, Polki wyprzedziły tylko Rosjanki i to nieznacznie.

W ub.r. Karolina Michalczuk, zdobyła tytuł mistrzyni świata w boksie amatorskim, jedyny taki po sukcesie Henryka Średnic-kiego w 1978 roku. Osiągnięcia dziewczyn to zresztą zasługa dobrej męskiej szkoły polskiego boksu. A wiele wskazuje na to, że w 2012 roku na igrzyskach olimpijskich boks kobiecy będzie już pełnoprawną dyscypliną olimpijską. Decyzja o tym zapadnie jeszcze w tym roku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie