Wielki kot polował tuż pod domami ludzi

Bartłomiej Romanek
Roman Maksajda pokazuje odciski łap drapieżnika
Roman Maksajda pokazuje odciski łap drapieżnika Fot. Bartłomiej Romanek
Służby ratownicze w powiecie lublinieckim w najwyższej gotowości. Powołano sztab kryzysowy, bo w Kochanowicach znaleziono ślady olbrzymiego drapieżnego kota oraz nieżywą sarnę.

Pumę widziało także kilku mieszkańców Kochanowic. - Obserwowałam ją przez lornetkę. Jestem pewna, że to była puma. Była brązowa i miała cętki - mówi Irena Pradelok.

Pola i las w pobliżu zabudowań roją się od śladów drapieżnika, który prawdopodobnie przychodzi napić się tutaj czystej wody z rowu melioracyjnego. Nowe pojawiły się wczoraj. Najbliższe można znaleźć w odległości 50 metrów od domów. Codziennie władze gminy otrzymują również informacje od kolejnych osób, które widziały zwierzę.

- Nie mogliśmy ryzykować i bezczynnie czekać. Nie wiemy, do jakiego gatunku należy drapieżny kot, ale zabita sarna i ślady są mocnym dowodem na to, że w naszych lasach grasuje niebezpieczne zwierzę - twierdzi Joachim Smyła.

Pumę widziało kilku mieszkańców domów przy ulicy Wolności w Kochanowicach. Miejsce, gdzie znaleziono sarnę, leży w odległości 400 metrów od urzędu gminy.

- Zachowujemy spokój, także mieszkańcy nie wpadają w panikę - przyznaje Ireneusz Czech, wójt Kochanowic.

Mieszkańcy nie obawiają się drapieżnika, ale nie wszyscy chcą o nim mówić. Bo choć doniesienia o drapieżnym kocie dochodzą z różnych zakamarków Polski, niektórzy przyznają, że... nie chcą być postrzegani jak osoby opowiadające o UFO czy potworze z Loch Ness. - Wszystko powiedziałam policji. Na razie nie ma o czym rozmawiać. Kiedy puma zostanie złapana, wtedy się wypowiem. Jestem jednak przekonana, że to była puma - mówi jedna z kobiet, która widziała drapieżnika.

Roman Maksajda znalazł 31 marca w lesie zagryzioną sarnę. - Usłyszałem potworne jęki mordowanej sarny około siódmej rano. Odprowadziłem wnuka do szkoły, a później poszedłem sprawdzić, co się stało. Sarna nie żyła. Widziałem już zwierzęta zagryzione przez bezpańskie psy, ale one zjadają swoją ofiarę, a ta sarna była nietknięta. Jakaś bestia musiała ją zabić dla przyjemności - relacjonuje Maksajda.
Mieszkaniec Kochanowic uważa, że pobliski las to idealne miejsce na mieszkanie dla wielkiego kota. - Tu są rozległe pola, na których można łapać ofiary, las, w którym można się ukryć, a przede wszystkim czysta woda i dzika zwierzyna - wylicza Maksajda.

Przypomnijmy: w naszym regionie kota rzekomo widziano już w Gliwicach i Bytomiu. Sztab kryzysowy i Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach bezradnie rozkładają ręce. Prawdopodobnie jedynym krokiem będzie apel do mieszkańców o niewychodzenie na spacery z małymi dziećmi. Drapieżnika nie można odstrzelić, bo jest pod ochroną, a jego uśpienie i odłowienie jest w praktyce niemożliwe.

- Wojewoda powinien wydać zgodę na odstrzał drapieżnika, zanim stanie się tragedia. W innym przypadku za kilka dni otrzymamy sygnały o niebezpieczeństwie z innego powiatu - uważa Smyła.
CZK w Katowicach odbija piłeczkę. - Nie możemy go zabić, bo nie wiemy, co to za gatunek, a większość dzikich kotów i tak jest pod ochroną. Obława nic nie da, a uśpienie i złapanie jest możliwe z odległości 20 metrów. Dziki kot na to nie pozwoli. Trzeba poczekać, aż sam wejdzie do pomieszczenia, z którego nie będzie mógł wyjść - mówi Andrzej Szczeponek z CZK. Przyznaje, że puma może być niebezpieczna. - Dorosłych z reguły ignoruje, ale w Stanach Zjednoczonych zdarzało się, że dzikie koty atakowały dzieci - mówi Szczeponek.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

:-)

Z tego co wiem, to w Polsce ochroną gatunkową objęte są jedynie zwierzęta, które żyją u nas w stanie naturalnym. Jeżeli pumę czy irbisa wpisze się ofiazjalnie do fauny Polski, to wtedy tak , będą pod ochroną.

A tak ogólnie to nam oddajcie naszę opolską pumę bo się za nią stęskniliśmy :-))

U was tereny skażone, pumie sarenki nie smakują, suszy ją tylko. U nas to co innego, podje sobie tucznika czy warchlaczka, ma też swoój fanklub i miejsce na plakacie akcji promocyjnej Urzędu Marszałkowskiego: "Opolskie, tutaj zostaję" !!!! :-)

Dodaj ogłoszenie