Wincenty Piksa - pocztowiec i wojak. Historia żorskiego...

    Wincenty Piksa - pocztowiec i wojak. Historia żorskiego naczelnika poczty ZDJĘCIA ARCHIWALNE

    Zdjęcie autora materiału

    Szymon Kamczyk

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Pocztowcy z Żor podczas pochodu 1-majowego w latach 50.
    1/8
    przejdź do galerii

    Pocztowcy z Żor podczas pochodu 1-majowego w latach 50. ©Arch. Mariana Piksy

    O rodzinie Piksów pisaliśmy niedawno przy okazji wspomnień z bitwy o Żory w 1945 roku, natomiast Święto Konstytucji 3 maja stało się idealną okazją, by zaprezentować kilka zdjęć żorskich pocztowców z rodzinnego archiwum Mariana Piksy, wykonanych właśnie 3 maja przed i po wojnie. To również idealna okazja, by wspomnieć powojennego naczelnika żorskiego urzędu pocztowego - Wincentego Piksę, który z pracą pocztowca związany był już od młodzieńczych lat.
    Z początkiem XX wieku pochodzący z Szerokiej Wincenty Piksa (rocznik 1890), pracował już w agencji pocztowej w podraciborskim Kornowacu. Tam poznał tajniki pracy na poczcie, pracował również jako listonosz. Niestety, wybuch I wojny światowej zmusił go do przywdziania munduru. Został wcielony do niemieckiego wojska. - W 1915 roku już został zaciągnięty do czynnej służby. Był w piechocie, mam jeszcze jego zdjęcia w takim eleganckim mundurze.
    Tata zaliczył wszystkie fronty pierwszej wojny, bo walczył na froncie włoskim, francuskim i na rosyjskim. Był sierżantem, ale jak później wspominał, niemieccy oficerowie go nie lubili, bo był Ślązakiem - mówi Marian Piksa, syn Wincentego Piksy. - Tata wspominał sytuację z frontu włoskiego, gdzie jeden z oficerów nie darzył go sympatią. Brakowało zaopatrzenia, dlatego tata bez rozkazu zdecydował się pójść do pobliskiej wioski, by zdobyć pożywienie dla żołnierzy. Tam w jednym z domów zastał dwóch staruszków, którzy modlili się do Maryi. Pomogli mu, ale gdy wychodził, zobaczył, że czeka na niego właśnie ten oficer. Tata zauważył, że ten bez słowa otwiera kaburę pistoletu. Oczywiście mógł zastrzelić mojego ojca, bo złamał rozkaz. Tata był szybszy i nim oficer zdążył wyciągnąć pistolet, wymierzył do niego z karabinu. Jeździec odpuścił i bez słowa odjechał. Później również nie wyciągnął wobec ojca żadnych konsekwencji - tłumaczy Marian Piksa.

    Zobacz galerię

    Po wojnie Wincenty szczęśliwie wrócił do Kornowaca, gdzie ożenił się z miejscową dziewczyną. Była córką tamtejszego gospodarza, Kałuska. Ich dom istnieje do dzisiaj, a budowany był w 1884 roku. Miała na imię Konstantyna. Spodobała się młodemu listonoszowi, choć mogła wyjść za właściciela miejscowego majątku z Kolonii Kornowackiej o nazwisku Kampka. Wybrała Wincentego i wzięli ślub w 19 maja 1919 roku. Wesele odbyło się w tamtejszej restauracji. Nie nacieszyli się długo, bo 16 sierpnia wybuchło pierwsze powstanie śląskie. Wincenty wtedy również zajmował się pocztą. Nosił listy z jednej strony frontu na drugą, dzięki specjalnej przepustce podczas wszystkich powstań. Nic mu się nie stało, a w 1922 roku otrzymał nakaz pracy w Żorach, gdzie przeprowadził się wraz z żoną i dziećmi.

    Wtedy na poczcie zarabiało się dobrze, dlatego rodzina Piksów zdołała oszczędzić pieniądze i w 1929 roku wbudowali dom. Niestety wraz z nadejściem II wojny światowej w 1939 roku, pocztowcy, jako pracownicy administracji, zostali zmuszeni do ucieczki na wschód. Wśród nich znalazł się także Wincenty Piksa, który uciekał na rowerze. Dotarł do Jarosławia, gdzie jego grupa została zbombardowana przez niemieckie samoloty. - Dwóch jego kolegów zginęło, zostali rozszarpani podczas bombardowania. Mój ojciec został ranny w głowę i trafił do miejscowego szpitala. Leżał tam z harcerzem o nazwisku Porwolik, który po wojnie czasem odwiedzał ojca w Żorach. Został on później ordynatorem w szpitalu w Rydułtowach. W październiku 1939 roku ojciec wrócił do Żor - wspomina Marian Piksa.

    W czasie okupacji Żorach poczta działała, ale pracowali w niej niemieccy urzędnicy. „Wszystkie budynki państwowe zostały zajęte przez władze na potrzeby własnych urzędów. Tak stało się również z budynkiem poczty w Żorach, w którym nadal funkcjonowała poczta, jednak pod szyldem niemieckim i z niemiecką administracją.” - pisze w „Kalendarzu Żorskim 2016” Edward Burcek. Niestety budynek poczty, jak większość zabudowań miasta nie przetrwał bombardowania w marcu 1945 roku. Żorscy pocztowcy, w tym Wincenty Piksa, spotkali się po wojnie i uzyskali zgodę Obwodowego Urzędu Pocztowego w Rybniku na ponowne założenie urzędu pocztowego w Żorach. Listy były przyjmowane już 16 maja 1945, a od stycznia 1946 roku Wincenty Piksa objął stanowisko naczelnika poczty. Był naczelnikiem przez 10 lat, do 1956 roku, kiedy przeszedł na emeryturę. Kolejnym naczelnikiem został Jan Galbas.

    Żorscy pocztowcy brali udział w pochodach z okazji 3 Maja przed wojną, a później również w pochodach pierwszomajowych. Zawsze była to również okazja do pamiątkowych zdjęć.


    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Znakomite wspomnienia

    Ludwik Piksa z Gdańska (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Znakomite wspomnienia, a tym ciekawsze dla mnie, że dotyczą "linii śląskiej" naszego rodu.
    Pozdrawiam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    DZ poleca

    Najlepsze studniówki 2019: szalona zabawa

    Najlepsze studniówki 2019: szalona zabawa

    Horoskop miesięczny na styczeń 2019 wróżki z Katowic

    Horoskop miesięczny na styczeń 2019 wróżki z Katowic

    MISTRZOWIE FOTOGRAFII - zobacz kto zwyciężył!

    MISTRZOWIE FOTOGRAFII - zobacz kto zwyciężył!

    Świeć się Energą. Sprawdź, kto wygrał

    Świeć się Energą. Sprawdź, kto wygrał