120 dzieci czeka przed drzwiami przedszkoli

Paweł Szałankiewicz
Z 2 tys. dzieci w miejskich przedszkolach jest 1600. A reszta?
Z 2 tys. dzieci w miejskich przedszkolach jest 1600. A reszta? ARC DZ
W Siemianowicach Śląskich maluchy pójdą do przedszkola, ale... w listopadzie. Powód? Nie ma się nimi kto zająć, bo nie ma kadry.

120 dzieci czeka w Siemianowicach Śląskich na otwarcie bezpłatnych punktów przedszkolnych, które mają być alternatywą dla przedszkoli. Planowano tu przyjąć maluchy, które nie dostały się do "zwykłych" przedszkoli (na 2 tys. dzieci przyjęto 1600). Sześć punktów miało działać na początku października, dzieci miały tam spędzać 4 godziny dziennie. Tak się jednak nie stało i wygląda na to, że dzieci jeszcze poczekają, a rodzice muszą sami organizować dla nich opiekę. Dlaczego?
Jak twierdzą urzędnicy z UM, niejasne są procedury dotyczące zatrudnienia kadry nauczycielskiej w takich punktach.

- Zmieniające się wytyczne nie pozwalają zatrudnić nauczycieli w trybie, jaki został przedstawiony w założeniach projektu w 2009 roku - tłumaczy Magdalena Pawlak z biura prasowego prezydenta. - Ustalono, iż obsługę edukacyjną w punktach przedszkolnych zapewni wykonawca wyłoniony w postępowaniu przetargowym, a nie jak wcześniej zakładaliśmy, bezpośrednio zatrudniani nauczyciele - dodaje.

Zmiany w przepisach były w marcu, w sierpniu magistrat dostał pierwszą transzę dotacji z Europejskiego Funduszu Społecznego i ogłosił nabór. Wyznaczono nawet termin otwarcia punktów. Co więcej, pod koniec września odbyło się specjalne zebranie rodziców, na którym nikt ich nie poinformował o tym, że punkty nie zostaną otwarte, bo... nie ma jeszcze rozpisanego przetargu na zatrudnienie kadry!

- Nikt słowem o tym nie wspomniał - oburza się jedna z matek. - Zupełnie nie rozumiem faktu, że za ogłaszanie przetargu urzędnicy w naszym mieście biorą się tak późno, kiedy dzieci już powinny iść do przedszkolnych punktów.

Ogłoszenia o przetargu próżno zresztą szukać na stronie BIP-u magistratu. Ma zostać ogłoszony... za kilka dni. Teresa Lato, lider projektu "Lepsza przyszłość zaczyna się w przedszkolu", w ramach którego miasto dostało dofinansowanie od EFS w wysokości 974 tys. zł na otwarcie punktów, tłumaczy brak pospiechu tym, że mógłby niekorzystnie wpłynąć na realizację całego projektu i późniejszą kontrolę.

- Opóźnienie nie spowoduje zmniejszenia liczby godzin w realizacji zadań wychowawczo-dydaktycznych z dziećmi, jedynie przesunie jego realizację dłużej o miesiąc - mówi.

Rodzice uważają, że przez przeciągające się procedury ich dzieci są poszkodowane. W magistracie zapewniają jednak, że jeśli wszystko przebiegnie bez większych problemów, postarają się, aby punkty ruszyły z początkiem listopada. - Swoją przedszkolną edukację dzieci miały zacząć aż miesiąc później niż ich rówieśnicy, co już też jest jakąś stratą czasu, a teraz się okazuje, że jeszcze dłużej muszą czekać. Kto jest za to odpowiedzialny? - zastanawia się jedna z matek.

W magistracie tłumaczą, że było po prostu za mało czasu na przeprowadzenie wszystkich postępowań.

I innych miastach regionu nie ma takiego problemu, bo punkty przedszkolne, tyle że płatne, prowadzą prywatne osoby. Tak jest w Katowicach czy Mysłowicach.
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie