Babciu, czemu jedziesz do Niemiec? Opiekunki osób starszych ze Śląska pracują na niejasnych zasadach

Grażyna Kuźnik
Seniorzy wymagają opieki
Seniorzy wymagają opieki Tomasz Ho£Od / Polska Press
Udostępnij:
Masz babcię koło siebie albo możesz do niej w każdej chwili wpaść? Nie gotuje pierogów, nie robi na drutach i nie piecze ciasta? Trudno. I tak masz szczęście. Wiele kobiet w wieku emerytalnym nie ma czasu dla rodziny, bo zajmuje się seniorami w Niemczech. Babcie zajmują się innymi babciami, nie wnukami.

Babcie wyjeżdżają do opieki nad seniorami

Elżbieta ma dwie wnuczki, uczennice szkoły podstawowej. Kiedy zamknięto szkoły, córka prosiła, żeby wróciła z Niemiec i dopilnowała nauki dziewczynek. Nie miały z kim zostać, matka pracuje w sklepie, ojciec jest kierowcą. Elżbieta odmówiła; w Niemczech opiekuje się starszą panią po udarze, ma z agencją podpisaną umowę, ale nawet nie chodzi o kary za porzucenie pracy. Woli opiekować się niemiecką seniorką niż wnuczkami, bo po pierwsze - zarabia, a córka jeszcze by chciała, żeby za swoje gotowała obiady i ogarniała dom. Po drugie, podopieczna jest cicha, uprzejma, za wiele nie rozmawiają, chociaż Elżbieta trochę zna niemiecki, kuchnię polską bardzo chwali. Wnuczki wchodzą Eli na głowę i pytają, czemu wyjeżdża. Rozpieszczone, tego nie jedzą, tamtego też. Teraz dogląda je sąsiadka i jakoś jest.


Szacuje się, że w Niemczech w charakterze opiekunek seniorów pracuje od 200 tys. do 500 tys. Polek, dokładnych danych nie ma. Są też mężczyźni, ale bardzo rzadko.

- Moje pokolenie to idealny materiał na wyzysk. Ciągle trzeba się było kimś opiekować za samo dziękuję, a czasem i bez tego - wzdycha Elżbieta. - Zajmowałam się dziećmi, krewnymi, chorym mężem, starymi rodzicami. Kiedy mąż i rodzice zmarli, chciałam zrobić remont, bo nigdy nie było na to ani pieniędzy, ani czasu. Emeryturę mam słabą, mąż był na rencie, latami zajmowałam się domem, jak wiele kobiet. Koleżanka miała kontakt z agencją, pomyślałam, a co ja najlepiej umiem robić, jak nie opiekować się kimś i pojechałam do Niemiec. Już kilka lat tam jestem.

Na początku miała pecha, później było lepiej. Kiedy nie zna się języka i swoich praw, najłatwiej źle trafić, bo agencje często wysyłają naiwne opiekunki do najtrudniejszych przypadków. Elżbieta musiała opiekować się pacjentem z demencją, mocno agresywnym. Nikt jej o tym nie uprzedził. Rodzina unikała kontaktu, bo wiedziała co usłyszy. Kiedy chory z młotkiem w ręku wygonił Elżbietę z domu w środku nocy, przesiedziała kilka godzin na schodach. Na drugi dzień, chociaż nic już nie pamiętał, kupiła bilet do Polski. Mogła wezwać policję, ale chyba na migi by wyjaśniała, co się stało.

- Straciłam pieniądze, ale nabrałam rozumu -przyznaje Elżbieta. - Potem chciałam mieć już wszystko w umowie, również to, w jakim stanie jest senior. Ale i tak to loteria. Nigdy nie wiem, co mnie naprawdę u kogoś czeka. A poprzedniczki, bo tak każą im agencje, kłamią na ten temat.

W punkcie konsultacyjnym OPZZ dla opiekunek osób starszych delegowanych do Niemiec, który działa od 2019 roku, nie o takich rzeczach słyszano.

Nie przeocz

- Jedną panią rodzina zamknęła w pokoju na klucz, uwięziła bez możliwości kontaktu ze światem, za karę, że podopieczny był z niej niezadowolony, a wymagania miał duże - mówi Magdalena Kossakowska, radca prawny z OPZZ, która doradza opiekunkom. - Uwięziona kobieta nie wiedziała, co robić, przeżyła szok. Kontaktują się z nami panie czasem zupełnie bezradne wobec tego, co je w Niemczech spotyka. Zdarzają się załamania nerwowe.

Czasem opiekunki trafiają do rodzin, gdzie leje się alkohol i jest agresja. Albo w domu jwidzą śmietnisko, rodzina prawie nie zagląda do chorego. Pewna Polka miała zajmować się seniorką, ale dostawała od jej rodziny tak niską kwotę na jedzenie, że żywiła ją własnej kieszeni, bo inaczej chora chodziłaby głodna.

Inną opiekunkę wyrzucono nagle z domu, bo nie chciała wykonywać ciężkich prac, których nie było w umowie. Nie miała gdzie się podziać, nie znała języka, siedziała długo na przystanku, aż agencja zlitowała się i pomogła. Niechętnie, bo nagłe zerwanie umowy to problem dla pośredników, trzeba szukać zastępstwa. Niezależnie od przyczyn konfliktu, kary często ponoszą opiekunki.

- Proszą nas wtedy o pomoc, ale rozmowy z agencjami są trudne. W ogóle już skontaktowanie się z agencją to sukces, bo zwykle unikają kontaktu, nie odpowiadają na pytania. To samo spotyka opiekunki w Niemczech - mówi Magdalena Kossakowska.

Polki w Niemczech często nie mogą skontaktować się z agencją, która nie odpowiada na telefony i skargi. Nie wszystkie agencje takie są, ale wiele z nich ma fatalną opinię. Czasem chcą szybko kogoś skusić, najlepiej kobietę bez wiedzy prawnej i wykształcenia, zarobić i zniknąć. Pobierają przecież większość pieniędzy, które płaci niemiecki klient, czasem opiekunka dostaje tylko jedną trzecią z tej sumy. Na polskim rynku jest około 400 firm werbujących Polki do pracy nad osobami starszymi w Niemczech i w zasadzie działają jak chcą.

Punkt konsultacyjny OPZZ powstał jako dwuletni projekt współfinansowany przez Komisję Europejską, został przedłużony, bo problem nie przestał istnieć. Nazwano go nawet współczesnym niewolnictwem. Niemieckie Centrum Badań nad Integracją i Migracją (DeZIM) w Berlinie w ubiegłym roku zakończył ankietę wśród polskich opiekunek, pytając je, jak sobie radzą. Przeciętnie miały 56 lat, ponad 90 proc. zawarło umowę z polską agencją. Pracowały od 11 do 15 godzin dziennie, ale właściwie czuwały przez całą dobę. Prawie połowa przyznała, że praca odbija się na ich zdrowiu fizycznym, około 30 proc. skarżyło się na skutki psychiczne. Większość opiekunek zarabiała od 1200 do 1600 euro. Można podsumować, ze polskie opiekunki pracują na niejasnych zasadach i często pozbawione są opieki prawnej.

- To, ze jesteśmy poniżane jako służące i cudzoziemki, Polki, to już nikogo nie obchodzi, bo co wymagać od osób z demencją - mówi Elżbieta. Nigdy nie zapomni, jak jeden z jej podopiecznych specjalnie postawił na komodzie zdjęcia swoich krewnych z SS. Z kolei starsza pani pochowała wszystkie zdjęcia z czasów wojny, kiedy dowiedziała się, że jej opiekunką będzie Polka.

W Polsce ankietę wśród opiekunek w Niemczech przeprowadziła Związkowa Alternatywa. Według jej ustaleń, przeciętna opiekunka zbliża się do wieku emerytalnego, ma średnie wykształcenie, język niemiecki zna słabo, ale potrafi się porozumieć. 72 proc. narzeka na wynagrodzenie, dużym problemem jest nieuczciwie rozliczanie umów, większość źle oceniała relacje z agencjami. 60 proc. opiekunek przyznało, że ta praca jest dla nich koniecznością ekonomiczną. Jedna czwarta wyznała, że miała poczucie zagrożenia podczas pracy w Niemczech, tyle samo zetknęło się z przejawami dyskryminacji.

Musisz to wiedzieć

Opiekunki raczej nie spotykają się ze zrozumieniem rodaków. - Jak u Niemca tak ci źle, to po co do niego jedziesz? Siłą cię nie zmuszał - to częsty komentarz pod postami opiekunek, które szukają w sieci rady. Elżbieta odpowiada: - Tak jadę do Niemiec, bo chcę zarobić. Poza tym to niedaleko, w razie czego mogę szybko wrócić. Jestem zajęta, nie czuję się samotna. Mam bliskich, ale z nimi też jestem maszynką do opiekowania. Może teraz wolą już moje prezenty, a ja wnukom nie odmówię.

Z ankiet wynika również, ż polskie opiekunki z czasem przywiązują się do swoich niemieckich seniorów, często ze wzajemnością. Większość podała, że relacje z podopiecznymi są dobre, czasem serdeczne. Elżbieta: - No, koniec rozmowy, bo lecę do mojej Hildzi. Wiozę jej zdjęcia moich wnuków, bo ona własnych nie ma. Biedulka taka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Sukces Pisany Szminką już po raz 13.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

E
Elwira
Do Redakcji: Wy sie lepiej zajmijcie calkiem innym tematem - w samym tylko Berlinie jest przynajmniej 2 tysiace polskich "pennerów" czyli kloszardów. A w calych Niemczech .... az strach zliczyc. A potem jeszcze wloskie maista i....i....i..........

Akurat kumpel z Wiesbaden mi ostatnio opowiadal, ze wsród kilkuset takich "przedstawicieli polskiej elity" (tzw. artystów zyciowych - Lebenskünstler) akurat teraz w ziemie co czwarty jest pogryziony przez szczury ! (bo nocuja w róznych parkach, krzakach itp., ale tez przy Ringkirche).
E
Elwira
A co to za babcie z G.Slaska, które nie znaja niemieckiego ??
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie