18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Basia Ritz z programu MasterChef: Kuchnia niemiecka jest świetna! [WYWIAD]

Basia Ritz
Basia Ritz, pierwszy polski "MasterChef" (wygrała w 2012 roku) , dzieli się też przepisami  na swoim blogu: kulinarnamekka.com
Basia Ritz, pierwszy polski "MasterChef" (wygrała w 2012 roku) , dzieli się też przepisami na swoim blogu: kulinarnamekka.com materiały prasowe
Udostępnij:
"MasterChef" to był niesamowity okres w moim życiu. Wzloty, upadki i dużo stresu - mówi Basia Ritz. Zwyciężczyni I edycji show, mieszkająca w Kolonii, opowiada, jak zaczęła się jej przygoda z gotowaniem .

Po dwóch edycjach programu "MasterChef" jedno można powiedzieć na pewno: kobiety górą, a już blondynki zwłaszcza.
No! I była jeszcze Marysia Ożga, która zajęła drugie miejsce w ostatniej edycji programu... Coś w tym jest. (śmiech)

CZYTAJ TAKŻE:
Basia Ritz wygrywa program MasterChef. Będzie II edycja! [ZDJĘCIA]

Jak po ponad roku od wygranej wspominasz swoją edycję programu "MasterChef"?
To był niesamowity okres w moim życiu. Wzloty, upadki i przede wszystkim bardzo dużo stresu. Ale jakoś udało mi się to przetrwać i wygrać. Bitwy były różne, ale bardzo się cieszę, że wzięłam udział w tym programie, bo poznałam w nim naprawdę fajnych ludzi. Cała nasza czternastka ma do dzisiaj ze sobą kontakt. Widujemy się tak często, jak to możliwe.

Na kilka miesięcy zostaliście wyrwani do innego świata...
Łatwe to nie było. Zupełnie inaczej jest, kiedy gotujemy w warunkach domowych. Mamy czas na to, żeby sobie wymyślić danie, ustalić menu. Żeby pójść do sklepu, zobaczyć co jest świeżego i fajnego na targu. A tutaj wpuszczano nas na dwie minuty do spiżarni, gdzie w dzikim pędzie dopadaliśmy półek, ściągając z nich dosłownie cokolwiek. Pierwsze dwie wizyty były dla mnie najgorsze, bo na początku, kiedy podawano nam temat, najpierw wymyślałam sobie danie, które zrobię. Ale nigdy nie udawało mi się odnaleźć tego, co chciałam. Dlatego potem postawiłam na inny patent: wpadałam do spiżarni i brałam z niej to, co znalazłam. A później wymyślałam, co z tych produktów ugotuję. Wydawało mi się, że to będzie łatwiejsze. (śmiech)
Zastanawiam się, czy twórcy programu starali się jeszcze bardziej podkręcić emocje i może przestawiali produkty w spiżarni przed waszymi kolejnymi wizytami?

Tak. Na początku mieliśmy pomysł, żeby ich przechytrzyć. Mówiłam: "Słuchajcie, musimy sobie zrobić plan spiżarni". Narysowaliśmy sobie jej plan, każdy na nim spisał to, co zapamiętał, czyli gdzie jakie produkty stoją. Ale oni dowiedzieli się o naszym planie i zaczęli chować nam rzeczy. (śmiech)

Programom typu reality show: muzycznym, kulinarnym zarzuca się czasem, że jest w nich za dużo reżyserii, więcej niż prawdziwych emocji. Jak to widziałaś ze swojej perspektywy?
U nas te emocje nie były grane. Żadne z nas nie jest na tyle dobrym aktorem, żeby udawać. Na początku jeszcze się widzi te kamery, przez pierwszych 5-10 minut, ale później już się ich nie zauważa. Bo jest tak dużo stresu. Konkurencja była konkurencją, 2,5 minuty w spiżarni i obojętnie, co się działo, to nie było przedłużenia tego czasu. Wywiady, które potem z nami robili, często doprowadzały do wybuchów emocjonalnych czy łez, bo z programu odchodzili ludzie, z ktorymi się zaprzyjaźniliśmy. Wiedzieliśmy, co to dla nich znaczy. Mieszkaliśmy wszyscy w jednym hotelu, wygłupialiśmy się, robiliśmy imprezy po programie, wymienialiśmy się przepisami, opowiadaliśmy sobie dużo rzeczy, także z życia prywatnego. Nie mieliśmy kontaktu z naszymi rodzinami przez ten czas, więc siłą rzeczy z pozostałymi uczestnikami zrobiliśmy się jedną wielką rodziną. Pewnie jest dużo programów reżyserowanych, ale wydaje mi się też, że kamera jest w stanie wyłapać to, czy ktoś gra czy jest szczery. W przypadku "MasterChefa" te emocje naprawdę były w nas. Inaczej też oglądało mi się drugą edycję programu, bo wydawało mi się, że oni mieli trochę łatwiej, choć wszyscy mówili, że jest wyższy poziom. A moim zdaniem my przetarliśmy im trochę ścieżki. Mogli się chociażby przygotować na tę nieszczęsną spiżarnię. Nas wzięli na żywioł, to była walka o ogień. Oni już to widzieli.

Nieco ponad miesiąc temu ukazała się twoja książka "Dom pełen smaku", w ktorej dzielisz się swoimi przepisami i rodzinnymi historiami. A gdybyś miała wybrać trzy podstawowe smaki, które kojarzą się z twoim domem rodzinnym?
Przede wszystkim zupa szczawiowa. To jest zupa mojego dzieciństwa, którą uwielbiałam. Drugi smak to knedle, a trzeci to ciepły chleb upieczony przez moją babcię Z taką chrupiącą skórką, masłem, żółtym dobrym serem i pomidorem z kryształkami soli morskiej. Za to wszystko inne rzeczy mogę zostawić.

A pamiętasz swoją pierwszą potrawę, która w 100 procentach wyszła po twojej myśli?
To był sernik. Ja w ogóle rozpoczęłam swoją przygodę z gotowaniem od pieczenia. Wtedy wydawało mi się prostsze, bo dostawałam przepis od babci i miałam przeczucie, że jak wszystko odpowiednio odmierzę i odważę, na tyle ile było podane w przepisie, to potrawa się uda i będzie smaczna. A gotowania trochę się bałam. Bo nie wiedziałam, jaki ten smak ma być być, jak dobrać proporcje... Sernik pani Tereski to była moja pierwsza flagowa potrawa, o której zresztą piszę w książce.

Masz na koncie też kulinarny koszmar? Coś co kompletnie się nie udało?
W sumie to była też pieczona rzecz. Ale ją zjadłam (śmiech). Zrobiłam makaroniki z przepisu Nigelli Lawson. Wyszły jak takie malutkie krowie placuszki. Ale że były z pistacjami, to zrobiło mi się ich szkoda. I spróbowałam. Wprawdzie ciasteczka były twarde, ale smaczne. Nie mogłam jednak nikomu tego zaserwować.

Zbierając przepisy, które znalazły się w książce, sięgałaś przede wszystkim do swoich szuflad, czy też głębokich zasobów rodziny, przyjaciół?
Ja bardzo lubię jeść. Starałam się w tej książce wybrać nie tylko te dania, które są moimi ulubionymi, ale też będą możliwe do wykonania w Polsce. Wszystkie składniki do dań kupiłam w takim małym mieście na Kaszubach, w Kościerzynie. Moi rodzice mają dom pod Kościerzyną... I właściwie tylko po cztery składniki musieliśmy jechać do Gdańska. Na potrzeby książki wybrałam dania, które coś dla mnie w życiu znaczyły. Z Las Vegas, gdzie brałam ślub z mężem wzięłam danie, które znalazło się w naszym ślubnym menu. Są też kebaby, które pierwszy raz jadłam w Turcji. I to na plaży. Były zrobione przez miłą, starszą panią. W tej książce jest dużo mnie. Od dzieciństwa po "MasterChefa".

Mówisz, że w kuchni zamiast gotowania z przepisów bardziej wolisz eksperymentować. A która z kuchni najbardziej cię zaskoczyła, jeśli chodzi o bogactwo przypraw czy ogrom możliwości, jakie ze sobą niesie?
Ja uważam, że każda kuchnia ma w sobie coś takiego, że zaskakuje. Ale najbardziej zaskoczyła mnie kuchnia niemiecka. Wyjechałam z Polski z taką świadomością, że Niemcy jedzą tylko kapustę kiszoną i kiełbasy... Popijając je złotym trunkiem... Tak, i jeszcze śpiewają sprośne piosenki. (śmiech). Ale okazało się, że jest zupełnie inaczej, przynajmniej w mieście, w którym mieszkam,czyli w Kolonii. To jest tak otwarte miasto na świat, że tam mieszają się wszystkie nacje. Nie trzeba na urlop jechać, bo tam znajdzie się restauracje prawie każdej nacji i to prowadzone na przykład przez rodowitych: Azjatę, Francuza, czy Hiszpana. Dzięki tej różnorodności mamy też możliwości kupowania przypraw i produktów z danych regionów. Co jest fajne, to wszystko wpływa na kuchnię niemiecką. Ona wchłonęła bardzo dużo rzeczy z całego świata.

Zdecydowałaś się jednak, że opuszczasz Niemcy, by wrócić do Polski.
No tak, bo to jest mój kraj, moje dzieciństwo, tutaj się urodziłam. Tu cała rodzina mieszka, zresztą wszyscy tak samo wrócili do Gdańska, choć początkowo rozsiani byli po całej Polsce. Ale chyba ten Gdańsk tak nas przyciąga...

Gdyby nie "MasterChef" i wygrana w tym programie, to twój powrót z Niemiec nastąpiłby tak szybko? Czy dalej byś do niego dojrzewała?
Masz rację, musiałabym dojrzeć. W Kolonii bardzo dobrze się czuję, od ponad 20 lat tam mieszkam. Mam niesamowitych przyjaciół. Wiem, że będzie ciężko opuścić to miejsce, które było dla mnie domem przez tyle lat. Wspaniałym, otwartym domem. Ale chcę spróbować czegoś innego. Mój mąż mnie do tego namawia, dla niego to będzie niesamowita przygoda. Ja już raz emigrację przeżyłam, on jeszcze nie. To go ciekawi.

Na horyzoncie widać też twoją własną restaurację...
Już jestem bardzo blisko. W grudniu dostałam wiadomość, że po roku mój wniosek o założenie działalności gospodarczej został pozytywnie rozpatrzony, więc jest dobrze. (śmiech)

To pewnie kolejna książka będzie już promować przepisy z restauracji?
Niewykluczone. W restauracji będzie moja kuchnia autorska. To znowu będę ja. To, co lubię i dostanę świeże na targu. Tak sobie to wymarzyłam. Już wiem, że będzie bardzo mała karta, która ma się zmieniać. Nie chcę mieć nudy w swojej restauracji. Uważam, że nie ma nic gorszego niż karta, która przez cały rok ma zmienione najwyżej dwie pozycje. Bo to gotowanie staje się wtedy rutyną. A dla mnie gotowanie jest sztuką. Chciałabym odkrywać nowe smaki. Będzie więc tradycja połączona z nowoczesnością.

Rozmawiała: Ola Szatan

70 przepisów od Basi

Książka "Dom pełen smaku" to kulinarna autobiografia Basi Ritz, która ukazała się 4 grudnia 2013 roku.
Basia Ritz prezentuje klasyczne przepisy na dania, które można przyrządzić w prosty sposób. Opowiada o swoich kulinarnych mistrzach i mistrzyniach. Zdradza tajemnice rodzinnej kuchni. Zabiera nas w podróż po niezwykłym świecie jej ulubionych przysmaków - konfitur z wiśni, barszczu z uszkami, pieczeni rzymskiej, alzackich podpłomyków. Z książki można się dowiedzieć, dlaczego sernik pani Tereski jest taki pyszny, jak zdobywa się przepis na chili con carne i które danie najlepiej leczy szaleństwa karnawału.


*Zimy w styczniu nie będzie [PROGNOZA POGODY NA STYCZEŃ 2014]
*Abonament RTV 2014 [OPŁATY, TERMINY, ULGI]
*Urlop macierzyński i urlop rodzicielski 2014 [ZASADY I TERMINY]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kapusta
Kto z ty Gessler zrobil kucharka!!!!! To jest bardzo ciekawe!!!! Lona jest ciemno jak presowa !!!!!
n
nie jest już ciężka
Mięsa które tu kupisz nie zawierają prawie tłuszczu.
Istnieją pewne tradycyjne dania,których czasami kosztujesz,jak kurywurst,albo golonka.
Ale w polskiej kuchni też masz te dania.Polskie kiełbasy zawierają dużo więcej tłuszczu niż niemieckie,
Natomiast w Niemczech jest tyle innych potraw zawierających małe ilości tłuszczu,że aż hej!

Poza tym spotkasz tutaj tyle restauracji serwujących potrawy śródziemnomorskie.włoskie..
Kuchnia niemiecka to już nie ta jaką znamy sprzed pół wieku.
A
Antychryst
Nic cudownego w niemieckiej kuchni nie widzę.

Tak samo, szczerze- w śląskiej.

Dania za ciężkie, jedynie gdy się je przyrządzi na śródziemnomorską modłę mogę ze smakiem zjeść.

Wszystkie te regionale Wursty, dzięki, spasuję.
W
Wodzionka
Taka Gessler w niemczech jako kucharka to by byla na socjalu albo w schroniku dla psow by gotowala!!
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie