Będą wielkie manifestacje związkowców

Jacek Bombor
Pikieta związkowców z Kontry przed tyskim blokiem, w którym mieszka prezes JSW
Pikieta związkowców z Kontry przed tyskim blokiem, w którym mieszka prezes JSW Fot. Arkadiusz Ławrywianiec
Ponad cztery godziny trwały wtorkowe rozmowy związkowców z prezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Jarosławem Zagórowskim, na tematy płacowe.

Uczestniczył w nich mediator z ramienia ministerstwa pracy, Jerzy Nowak. Jego obecność na niewiele się jednak zdała. Ostatecznie negocjacje zakończyły się podpisaniem protokołu rozbieżności.
W pierwotnej wersji związkowcy domagali się utrzymania funduszu płac na poziomie z ubiegłego roku, natomiast w drugim półroczu chcieli 8-proc. podwyżek, i wyrównania deputatu węglowego do 8 ton. Wczoraj uznali, że nie będą się upierać nad podwyżkami w drugim półroczu, zrezygnowali też z podwyższenia deputatu.

- Podwyżki i kwestie podwyższenia deputatu w przyszłości chcemy negocjować w późniejszym terminie - wyjaśnia Piotr Szereda, szef Solidarności 80 w kopalni Jas-Mos.
Związkowcy zażądali natomiast precyzyjnego określenia wskaźnika wzrostu wynagrodzeń. Ustalili też, że wynagrodzenia w I półroczu 2009 powinny być utrzymane na poziomie wynagrodzeń osiąganych w IV kwartale 2008 r.

Tymczasem poważne problemy ze zbytem węgla zmusiły firmę do podjęcia decyzji o zmniejszeniu liczby dni wydobywczych oraz ograniczeniu zakresu robót przygotowawczych. Aktualnie trwają analizy, czy istnieje możliwość ograniczenia wydobycia do czterech dni. Szefowie firmy jednocześnie poinformowali, że dążenie do konfrontacji i strajku będzie działaniem na szkodę JSW S.A. oraz jej pracowników, gdyż zgodnie z prawem za czas strajku pracownikom nie przysługuje wynagrodzenie.

Po nieudanych rozmowach w JSW pod domami prezesów pojawiły się grupki związkowców. Po kilkunastu ustawiło się w Tychach, pod domem prezesa Zagórowskiego i Ustroniu, gdzie mieszka, wiceprezes Marian Ślęzak. W Tychach związkowcy rozwinęli transparenty z napisem: "Zagórowski ręce precz od naszych kopalń". Przechodniom rozdawali ulotki z wizerunkiem prezesa w więziennym drelichu, z kajdankami na rękach. Policja w obydwu miejscach "kontrolowała" pikiety. - Obyło się bez interwencji - mówi mł. asp. Marek Wręczycki z zespołu prasowego śląskiej policji.
Tymczasem wiceprezes Marian Ślęzak, który od dwóch kadencji pełni w zarządzie funkcję reprezentanta załogi, zdecydowanie podgrzał atmosferę. W liście odczytywanym w kopalnianych radiowęzłach porównał wczoraj związkowców do... sekretarzy PZPR.

Jaki będzie scenariusz działań na najbliższe dni? Pikiety pod domami prezesów potrwają także dzisiaj i jutro. - Natomiast 12 maja wielka manifestacja, która przejdzie z kopalni Zofiówka do siedziby spółki. Tym razem nie będzie to kilkaset, a kilka tysięcy osób - zapowiada Piotr Szereda.

Związki zaczęły wojnę z rządem

2o lat po odzyskaniu niepodległości Polsce grozi międzynarodowa kompromitacja.
Jej przyczyną nie stanie się, czego do niedawna się obawialiśmy, prowincjonalność obchodów tego święta, ale fakt, że zamiast festynu wolności będą uliczne burdy i palenie opon. Paradoksalnie ci, którzy 20 lat temu walnie przyczynili się do zwycięstwa nad komunizmem, mogą wkrótce zamienić nasze narodowe święto w jego karykaturę. Związkowcy, chcąc przyprzeć domuru rząd Donalda Tuska, zapowiadają masowe protesty, które rozleją się na cały kraj. Do protestów i incydentów dochodzi ostatnio codziennie. Przedwczoraj związkowcy okupowali biura posłów PO i toczyli bitwy z policją. Wczoraj rozwalili bramę lubińskiego KGHM i zmusili zarząd holdingu do wypłaty dodatkowych wysokich premii.

Kalendarz zapowiadanych zadym przewiduje protesty: pielęgniarek, stoczniowców, górników i hutników. Działacze związkowi apelują o udział w demonstracjach rybaków, emerytów i wszystkich, którzy "czują się skrzywdzeni przez rząd".

Termin tej akcji wybrano nieprzypadkowo. Czerwiec to moment dwóch arcyważnych dla Polski wydarzeń. 4 czerwca przypada 20. rocznica pierwszych demokratycznych wyborów, natomiast trzy dni później, 7 czerwca, odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. To najlepszy moment, by wymusić na rządzie najdalsze ustępstwa, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze.
Premier Donald Tusk już zapowiedział, że jeśli związkowcy nie odpuszczą, odwoła zaplanowane w Gdańsku obchody upadku PRL i przeniesie je do Warszawy. Politycy z jego otoczenia potwierdzają, że ta zapowiedź jest realna. - Traktujemy to jako apel do stoczniowców, żeby się opamiętali i tego dnia nie protestowali - mówią.

- Ale jeśli obchody przeniesie premier do Warszawy, to czy wtedy związkowcy również nie przeniosą tam demonstracji? - obawia się Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, któremu bardzo zależy na tym, aby świętowanie odbyło się jednak w Gdańsku. Dlatego wysłał list do gdańskiego metropolity abpa Sławoja Leszka Głodzia z prośbą o mediację ze związkowcami.

Ma o co walczyć. Swój udział w uroczystościach pod pomnikiem Poległych Stoczniowców potwierdziły głowy kilku państw, m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz premierzy Słowacji, Rumunii, Litwy i Estonii.

Kto wygra kampanię wiosenną w 20. rocznicę niepodległości? Odwołanie uroczystości w Gdańsku, co zapowiada premier, może nie wystarczyć, by 4 czerwca był w Polsce spokój. Związkowcy mogą bowiem urządzić własne święto. Na ulicy. Z petardami. Anita Czupryn

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie