Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Beskidy latem zachęcają do wędrówek. Poznaj niezwykłe miejsca i sprawdź, czego nie robić na szlaku

Kamil Lorańczyk
Kamil Lorańczyk
Błatnia
Błatnia Kamil Lorańczyk
O każdej porze roku warto znaleźć czas na odkrywanie Beskidów. Pokonywać kolejne kilometry szlaków i przygotowywać wycieczki w coraz to nowsze miejsca. Istotne jednak, aby aktywny wypoczynek związany był z rozwagą i odpowiednim przygotowaniem.

Turyści nie bez powodu wybierają pasma otaczające Kotlinę Żywiecką, którymi są: Beskid Żywiecki, Beskid Śląski i Beskid Mały. Nie brakuje tam bowiem tras, które pokazują piękno tych gór, ich charakter i kulturę, jak również tradycję ludzi, którzy mieszkają w ich otoczeniu.

Beskid Żywiecki przyciąga swoją królową, czyli Babią Górą, która – nie licząc tatrzańskich szczytów – jest najwyższym punktem w Polsce. Jednak miłośnicy Beskidów – czy jak się zwykle o nich mówi beskidomaniacy – wiedzą, że najwyższym szczytem Beskidów jest leżąca w Ukrainie, w paśmie Czarnohory, Howerla. Kolejne miejsca, biorąc pod uwagę całe pasma górskie, zajmują Bliźnica w paśmie Świdowca oraz Wielka Sywula w Gorganach. Oba te szczyty również leżą na terenie Ukrainy. Babiej przypada więc czwarte miejsce.

Mimo to niestety wiedzie prym w innej kategorii. Niestety, bo chodzi o liczne interwencje, które zazwyczaj, jak również tego lata, ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR podejmują w okolicach najwyższego szczytu Beskidu Żywieckiego. Przypomnijmy, że tylko przez pierwsze dwa tygodnie wakacji pomogli w górach 59 poszkodowanym. A w jeden weekend (8-9 lipca) doszło do aż 27 wypadków.

Wówczas goprowcy udzielili pomocy 37-letniemu turyście, który doznał kontuzji stawu skokowego zbiegając z Babiej Góry. W okolicy szczytu ewakuowali 47-letnią turystkę z urazem śródstopia oraz 27-latka, który – jak wskazali – przecenił swoje możliwości i nie był w stanie kontynuować wycieczki.

Znaczna część interwencji w Beskidach związana jest w ogóle z wypadkami rowerzystów, którzy są z pewnością grupą najbardziej narażoną na kontuzje. Tym bardziej w trudnym, wymagającym górskim terenie.

– Jeśli spojrzeć na wypadki drogowe, dochodzi do nich często z winy poszkodowanego. Podobnie jest w górach, czyli rowerzysta mógł nie dostosować prędkości do warunków na trasie albo wybrał trasę, która przewyższa jego możliwości – mówi Marcin Szczurek, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR, dodając, że do wypadków rowerowych w górach dochodzi głównie na ścieżkach przystosowanych do jazdy. Niewielki procent wypadków ma miejsce na szlakach turystycznych.

– Ważna jest przede wszystkim świadomość użytkowników. Pamiętam taki wypadek, kiedy turysta zjeżdżał na tyle długo z dość dużej góry, że przegrzały mu się hamulce w rowerze i przestały hamować – wspomina.

Warto być może przed wyjazdem rowerowym najpierw skorzystać z pomocy instruktora. W praktycznie każdej wypożyczalni rowerowej powinien się ktoś taki znaleźć. Popularne beskidzkie miejscówki dla rowerzystów są w okolicach m.in. Góry Żar, Małego Skrzycznego, Szyndzielni czy Kołowrotu.

Jak zapobiegać wypadkom w górach?

Teoretycznie lato to najbezpieczniejsza pora na wyprawę w góry. Nic nie powinno nas zaskoczyć. A jednak można odnieść wrażenie, że niektórzy turyści sami potrafią zadbać o kłopoty, czy wręcz proszą się o tragedię. Bo jak inaczej nazwać zachowanie grupy turystów w Beskidach, którzy w czasie burzy... chowali się pod drzewem. Albo brak przygotowania – zamiast odpowiednich butów, to: sandały lub – modne jakiś czas temu – crocsy.

Burze w górach nie są czymś, co można lekceważyć. I dobitnie przypomina o tym tragedia, do której doszło 22 sierpnia 2019 roku na Giewoncie. Sprawdzanie prognoz pogody to podstawa. Podobnie jak to, że w sezonie letnim przede wszystkim trzeba pamiętać o odpowiednim nawadnianiu.

– Do plecaka powinniśmy zabrać lekkie ubranie przeciwdeszczowe, coś do jedzenia i picia. Przyda się też krem, który będzie chronił przed działaniami promieni słonecznych, nakrycie głowy oraz telefon z aplikacją Ratunek. Warto zabrać też powerbanka – podpowiada Marcin Szczurek.

Naczelnik GOPR zwraca uwagę również, że pewne niebezpieczeństwo kryje się tam, gdzie turyści mogą wyjechać na szczyt kolejką.

– Do tego wyjazdu nie trzeba być specjalnie przygotowanym, ale potem zapada decyzja, że może jednak przespacerują się granią, bo piękne widoki, a wówczas łatwo o kontuzję, gdy ktoś poruszał się w nieodpowiednim obuwiu – mówi.

Niezależnie od pory roku jeansy nie są dobrym wyborem. Są ciężkie, sztywne, a w razie przemoczenia długo pozostają mokre. Zwykłą, bawełnianą koszulkę lepiej będzie zastąpić koszulką sportową z materiału syntetycznego, którą z pewnością będzie łatwiej wysuszyć.

Wspomniana już aplikacja Ratunek pozwala ustalić lokalizację osoby poszkodowanej. A to odwieczny problem dzwoniących. Rzadko bowiem zdarzają się turyści, którzy potrafią określić dokładnie swoje położenie w górach.

Warto ją zainstalować, tym bardziej że w kryzysowych sytuacjach może być na wagę złota. Pod koniec stycznia br. przekonała się o tym turystka, która zadzwoniła pod 112, mówiąc o sporej utracie sił oraz o wątpliwościach, czy dotrze do celu. Poruszała się wówczas szlakiem czerwonym z Hali Rysianki w kierunku Hali Miziowej w Beskidzie Żywieckim. Jak przekazał asp. Paweł Matuszczak z żywieckiej policji, sprawa była bardzo poważna. W poszukiwania zaangażowanych było m.in. ponad 60 goprowców i słowacka Horska Sluzba. Ratownicy nie mieli jednak szans, aby ją znaleźć. Dlaczego? Ponieważ kobieta sama wróciła do domu w Goczałkowicach i nikogo o tym nie powiadomiła.

Osoba dzwoniąca na numer 112 swoim telefonem uruchomiła procedurę, w którą zostały zaangażowane wszystkie służby.

– Uruchomiona procedura działa, dopóki nie zostanie anulowana lub odwołana. W tym konkretnym przypadku osoba, która uruchomiła alarm, powinna go odwołać – wyjaśniają goprowcy.

Dobrze również pamiętać, że w lasach jesteśmy gośćmi. A na co dzień są one ostoją dla zwierząt. Zdarzyło się jednak, że na jednym z beskidzkich szlaków grupa turystów znalazła bezbronne szczenię, które postanowili zabrać ze sobą. Później okazało się, że to wilk.

– Wiemy i rozumiemy, że trudno odróżnić wilcze szczenię od szczeniaka psa w typie owczarka niemieckiego, szczególnie, gdy ma ono niecałe dwa tygodnie. Nie winimy osób, które chciały mu pomóc i zabrały go do lekarza weterynarii – przekazało wtedy Stowarzyszenie dla Natury „Wilk”.

Przyrodnicy, jak zwykle, przypominają, że nie tylko wiosna, ale też lato to okres wychowu młodych przez wilki i rysie. Każdy puszczony luzem pies jest dla nich zagrożeniem, bo może skłonić ich spanikowane matki do przenosin młodych.

Warto więc mieć pupila blisko siebie i trzymać się wytyczonych szlaków. Zadbamy zarówno o siebie, jak i o zwierzęta żyjące w lasach. Szlaki mają też walor historyczny. Warto wspomnieć, że pierwsze polskie trasy oznaczone były jedynie pojedynczym czerwonym paskiem. Dopiero po jakimś czasie, aby poprawić widoczność szlaku w ciemności, domalowano do niego biały pasek. Pierwszy polski szlak w Beskidach wyznakował w 1906 roku Hugo Zapałowicz. Szlak ten łączył Suchą Beskidzką z Zawoją. Co więcej, w tym samym roku Walenty Gadowski wytyczył Orlą Perć w Tatrach.

Choć niektórzy turyści tak twierdzą, to jednak kolor szlaku nie stanowi odzwierciedlenia poziomu trudności. Może jednak przekazywać inne informacje. Głównym szlakiem w paśmie jest szlak czerwony. Prowadzi on przez najbardziej spektakularne i zarazem najatrakcyjniejsze krajobrazowo i przyrodniczo miejsca. Szlak niebieski to szlak dalekobieżny. Szlaki czarne oraz żółte najczęściej bywają krótkimi szlakami łącznikowymi. Zielony kolor może oznaczać również szlak łącznikowy lub ścieżkę prowadzącą do atrakcji przyrodniczej. Poza trzymaniem się konkretnej trasy, dobrym nawykiem jest też poinformować kogoś o swoich planach.

Urozmaiceniem wycieczki mogą być okoliczne atrakcje. Będąc w Wiśle, wystarczy udać się na spacer ulicą Czarne. Pośród przepięknej górskiej przyrody znajdują się mała zapora i piękny ośmiometrowy wodospad, który został wybudowany na potoku Wisełka w latach 50. XX wieku.

Zupełnie nową atrakcją w Perle Beskidów jest otwarty niedawno Szlak Odkrywców Wisły, będący formą upamiętnienia i przypomnienia osób ze świata literatury, nauki czy muzyki, które zaznaczyły swój ślad w dziejach beskidzkiej miejscowości. Obecnie składa się on z 20 tablic.

– Liczę, że w toku dalszych dyskusji i wędrowania szlakiem, powstawać będą kolejne tablice z sylwetkami osób, które na takie uhonorowanie zasługują. Szlak nie jest tematem zamkniętym, wręcz przeciwnie. Wisła jest miastem, które ma jeszcze wiele ciekawych tajemnic i wspaniałych miejsc do odkrycia – mówi Sebastian Chachołek, pomysłodawca szlaku i kustosz Muzeum Magicznego Realizmu – Ochorowiczówka w Wiśle.

Z kolei wspomniane muzeum to miejsce pełne sztuki. Idealna propozycja dla wszystkich tych, którzy być może szukają nieoczywistych atrakcji. W odrestaurowanym budynku znajduje się ponad 300 obrazów, rzeźb i grafik czołowych, polskich twórców surrealizmu, a także izba poświęcona Julianowi Ochorowiczowi.

Także Beskid Żywiecki ma swoje niezwykłe miejsca. A jednym z nich jest z pewnością Fort Wędrowiec w Węgierskiej Górce. Jest to jeden z pięciu fortów obronnych, które powstały tuż przed II wojną światową. Miał na celu obronę doliny Soły w trakcie niemieckiego ataku. Podczas pierwszych dwóch dni wojny, do 3 września, bronił przejścia do Żywca. Znajduje się tam kilka pamiątek z lat wojennych oraz niewielka ekspozycja muzealna. W lipcu i sierpniu fort można zwiedzać w godz. 10-15. Węgierska Górka określana jest mianem „Westerplatte Południa”. Właśnie ze względu na bohaterskie walki i obronę w trakcie II wojny światowej.

Nie przeocz

Zobacz także

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Przemysław Czarnek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera