Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

„Cyganeria” pachnie korzennymi przyprawami i grzanym winem. Rozmowa z Aleksandrą Kurzak, światowej sławy sopranistką

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
Łukasz Rajchert/ARC Artystki
O tym, jak wygląda życie współczesnej śpiewaczki operowej, rolach, snach, byciu maestrą i stereotypach rozmawiamy ze światowej sławy sopranistką, Aleksandrą Kurzak.

Aleksandra Kurzak edukację muzyczną rozpoczęła w wieku 7 lat grając na skrzypcach i fortepianie. Studiowała śpiew w konserwatoriach Wrocławia i Hamburga. Profesjonalnie zadebiutowała w operze w wieku 21 lat w Państwowej Operze Wrocławskiej w roli Zuzanny w „Weselu Figara”. W 2009 roku uzyskała stopień doktora nauk muzycznych. Występuje na najsłynniejszych operowych scenach świata.

Można powiedzieć, że była Pani skazana na operę, jako córka znanej sopranistki, talent przekazany w genach, ale oczywiście sama atmosfera w domu z pewnością miała też wpływ na wybór takiej drogi. Jeśli porównałaby pani tę zawodowo-rodzinną codzienność mamy i swoją, jakie podobieństwa i jakie różnice tu znajdziemy? Czym różni się życie współczesnej śpiewaczki operowej od tej, która była 20, 30 lat temu?

Trudno porównywać nasze życia zawodowe, bo są prowadzone w zupełnie inny sposób. Mama przede wszystkim pracowała na etacie, czasami wyjeżdżała na tournee lub występy gościnne na terenie kraju, ja natomiast na etacie byłam tylko przez 6 lat, a przez prawie 20 lat jestem w ciągłych rozjazdach, co jest bardzo trudnym wyzwaniem, szczególnie, kiedy chce się połączyć życie zawodowe z życiem rodzinnym i z byciem mamą.

W prywatnym życiu miłość też łączy się z operą - pani mąż, Roberto Alagna jest znanym na świecie tenorem. Zwykle takie związki zdarzają się rzadko - a jeśli nawet, często jeden z partnerów poświęca swoją karierę. W przypadku pani małżeństwa takich rezygnacji nie ma. Jak udaje się funkcjonować dwojgu ludziom o tak wymagających zawodach w bliskiej relacji?

Jak widać, udaje się. My poznaliśmy się jako dojrzali ludzie, z bagażem doświadczeń i ze zbudowaną karierą. Wspólny zawód, zainteresowania łączą, a nie dzielą, pomagają w zrozumieniu się nawzajem, zbliżają. Uważam, że to poświęcanie się dla drugiej osoby to powtarzany stereotyp. To jest świadomy wybór. Sformułowanie „poświęcić się dla kogoś” jest tu używane na wyrost, być może ma ukryć czyjeś braki lub brak szczęścia czy frustracje.

Czy córka będzie też „skazana” na operę? Czy to, że rodzice są śpiewakami operowymi, babcia również, ma przełożenie na jej marzenia o przyszłości? Kojarzę w internecie filmik, sprzed kilku lat, na którym Malena śpiewa słynną arię Królowej Nocy z „Czarodziejskiego fletu”- zresztą genialnie. Jak widzi swoich rodziców - śpiewaków? Umie oddzielić ich od scenicznych kreacji? Ogląda państwa w spektaklach?

Nie wiem tego. To będzie jej wybór. Na razie jej marzenia nie są związane z operą. Malena ma 10 lat, jest dojrzałą dziewczynką i nie ma problemu w odróżnieniu pracy od życia codziennego. Kilka lat temu naśladowała mamę, tak jak robią to inne dzieci, zakładała szpilki, długie sukienki i szła do pracy (uśmiech). Dziś widzi nas zwyczajnie, tak jak ja widziałam moją mamę. Jako rodziców pracujących na scenie.

Brawa, szalejąca widownia, wszystko na emocjach - czy trudno wrócić do codzienności po takim wieczorze? Zasypia pani bez problemu czy ma jakiś swój rytuał wyciszenia? Śni się pani scena?

Nie, traktuję ten zawód bardzo normalnie i twardo stąpam po ziemi. Chociaż po spektaklu nie łatwo zasnąć, organizm jest pobudzony, działam przez kilka godzin na najwyższych obrotach i trudno jest się wyciszyć. To największa bolączka dla mnie, normalne funkcjonowanie w okresie spektakli. Zmieniam trochę dzień na noc. Scena śni mi się bardzo rzadko, a jeśli już to zawsze czegoś nie umiem, nie pamiętam, więc nie są to przyjemne sny.

Białe kwiaty, ziołowa herbata, specjalnie rozpylony, piękny zapach w garderobie... Jakie życzenia ma Aleksandra Kurzak przed premierą?

To wyobrażenie, które raczej kojarzy mi się z filmem „Lata 20., lata 30.” lub „Hallo Szpicbródka” i które dawno odeszło w zapomnienie. Dla mnie ważna jest jedynie dobrze przespana noc.

Rok 2018, tuż przed premierą „Traviaty” w Opéra Bastille w Paryżu, na Facebooku wrzuca pani swoje zdjęcie z garderoby w pięknych krynolinach - białej i ciemnej. Patrzę i myślę: za chwilę artystka wyjdzie na scenę, jak daje radę skupić myśli na social mediach?! Kiedy zerknęłam ostatnio, widzę, że jest pani aktywna nie tylko pokazując zdjęcia związane z pracą, ale też pokazujące nieco prywatności - jesienny spacer z córką i mężem, wizyta w galerii, zdjęcie z samochodu. Pełne naturalności, nie „sceniczne”. Lubi pani dzielić się swoją codziennością? Sama prowadzi swoje social media?

Tak, właściwie sama prowadzę moje social media. Chociaż nie nazwałabym tego prowadzeniem. Ja tylko luźno wrzucam jakieś zdjęcia, utrwalam chwile i wracam do nich, kiedy mam ochotę powspominać. Jest to bardziej taki rodzaj pamiętnika.

Śpiewała pani na najsłynniejszych scenach operowych - ma pani swój ulubiony teatr?

Tak, jest to Metropolitan Opera w Nowym Jorku.

W listopadzie zaśpiewała pani na scenie Opery Śląskiej w Bytomiu. Z pewnością jednej z najmniejszych, kameralnej. Jak odbiera się kontakt z publicznością śpiewając z takiej sceny?

W operze widownia jest wygaszona, nie ma wzrokowego kontaktu z publicznością, więc rozmiar nie jest ważny. Liczą się emocje, chemia. Teatr to ludzie, nie budynek.

W książce, której jest pani współautorką z Marzeną Rogalską, są rozmowy operowo-kulinarne. Do poszczególnych spektakli operowych podaje pani skojarzenia i przepisy konkretnych potraw. Gdybyśmy chcieli w podobny sposób skojarzyć opery z zapachami? Jak pachnie dla pani „Traviata”, „Tosca”, „Madama Butterfly” czy „Cyganeria”?

Nie zastanawiałam się nad tym. Tak na szybko poszłabym pewnie dość prostym kluczem - „Traviata” kojarzy się z kameliami, mam je w ogrodzie, ale te nie pachną. Przyszły mi więc na myśl fiołki, ze względu na chopinowski Paryż, „Tosca” z kwiatem pomarańczy, „Madama Butterfly” z kwitnącą wiśnią, a „Cyganeria” z korzennymi przyprawami i grzanym winem.

Czy były w pani życiu momenty zwątpienia, bezsilności, związane ze śpiewem? Jednym słowem - kryzys?

Tak i myślę, że nie jestem w tym odosobniona. To naturalne momenty w życiu artysty. Cały czas się uczymy, doskonalimy i miewamy słabsze chwile.

Ma pani swoją ulubioną rolę, czy to się zmienia? Bardziej Cio-Cio-San czy Violetta? A może jeszcze inna postać ma szczególne znaczenie - właśnie teraz.

Moją rolą marzeń od zawsze była Tosca, a teraz stała się niezaprzeczalnie ulubioną partią.

Drugiego grudnia 2023 r. minęła setna rocznica urodzin divy wszech czasów, primadonny stulecia, którą była Maria Callas. Słynna śpiewaczka była nie tylko wzorem dla wielu artystów, ale dzieliła się też wiedzą, prowadząc kursy mistrzowskie. Pani nazwisko często jest wymieniane przez młodych solistów operowych jako Tej wyjątkowej, niedoścignionego wzoru. Poza talentem, ma pani również wszechstronne wykształcenie, tytuły naukowe. Czy widzi się pani w przyszłości w roli tej, która prowadzi młode talenty operowe?

Tak, miałam lekcje ze śpiewakami w Akademii Muzycznej we Wrocławiu i muszę przyznać, że się w tym odnalazłam.
Sprawia mi to wielką przyjemnością, w szczególności fakt, kiedy widzę że mogę pomóc, kiedy widzę szczęście i nadzieję w oczach studentów.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dni Lawinowo-Skiturowe

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera