Euzebiusz Smolarek: Stadion Śląski zawsze przynosił nam szczęście ZDJĘCIA

PD
Zobaczcie mecze Euzebiusza Smolarka na Stadionie Śląskim  Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Zobaczcie mecze Euzebiusza Smolarka na Stadionie Śląskim Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE arc
Udostępnij:
Euzebiusz Smolarek jest zawodnikiem, który najpiękniejsze chwile w kadrze narodowej przeżywał na Stadionie Śląskim. Dwa gole w meczu z Portugalią, dublet w spotkaniu z Belgią – były to przełomowe starcia w drodze po historyczny awans do mistrzostw Europy. – W tym stadionie zawsze było coś magicznego, szczególnego. Polacy odnieśli tutaj wiele ważnych zwycięstw i mam nadzieję, że kolejne nadejdzie w finale barażu o mundial w Katarze – mówi 47-krotny reprezentant kraju.

Euzebiusz Smolarek: Stadion Śląski zawsze przynosił nam szczęście

Stadion Śląski jest dla pana z pewnością miejscem wyjątkowym. To właśnie tam rozegraliśmy mecz z Portugalią, wygrany 2:1, po którym stał się pan idolem całej Polski. To był nieoczywisty sukces.
Wspaniałe spotkanie. Wiele dyskutowało się o składzie, ale trener wiedział, co robi. Już na przedmeczowym treningu mogliśmy się spodziewać, jaką jedenastką wyjdziemy. Dla nas nie był to więc szok. Trzeba przyznać, że nawet remis w tamtym spotkaniu na pewno zostałby odebrany jako sukces. Tym bardziej, gdy spojrzymy na zestawienia obu drużyn. Ricardo Carvalho, Nani, Deco, Cristiano Ronaldo, Nuno Gomes… Portugalczycy byli wtedy piekielnie silni. Gdyby ktoś przed pierwszym gwizdkiem powiedział, że wygramy to starcie, wielu tylko popukałoby się w głowę. Tym bardziej, że kwalifikacji nie zaczęliśmy w fenomenalnym stylu. Mecz z Portugalią zdecydowanie był bardzo ważnym momentem w mojej karierze, ale także dla pozostałych chłopaków, dla całej reprezentacji. Pokonaliśmy ówczesnego wicemistrza Europy, zespół naszpikowany gwiazdami. Dokonaliśmy czegoś niesamowitego. Poskromiliśmy rywali, zdominowaliśmy groźnych Portugalczyków na Stadionie Śląskim. Moim zdaniem właśnie wtedy narodziła się drużyna.

Nieco ponad rok później, znów w Chorzowie, dokonaliście historycznej rzeczy. Po wygranym 2:0 meczu z Belgią wszyscy mogliśmy świętować awans do turnieju finałowego mistrzostw Europy, co nie udało się nigdy wcześniej.

Dopiero po końcowym gwizdku sędziego zaczęło dochodzić do mnie, co się tak naprawdę stało. Radość na boisku, wrzawa na trybunach. Znowu graliśmy na Śląskim, a w nim zawsze było coś magicznego, szczególnego. Polacy odnieśli tutaj wiele ważnych zwycięstw i fajnie, że też mogłem brać w nich udział. Przeszliśmy do historii, udało nam się pierwszy raz awansować na mistrzostwa Europy. To zwycięstwo było bardzo ważne nie tylko dla naszej drużyny, ale dla całej Polski. Jeśli chodzi o mnie, to awans przyjąłem na spokojnie. Dałem sobie trochę czasu w szatni. Zeszło ze mnie całe ciśnienie, poszedłem do jacuzzi, był pełen relaks. Jako ostatni wyszedłem z szatni i udałem się do hotelu. Strzeliłem dwa gole, ale nie czułem się bohaterem. Nigdy zresztą nie mówiłem dużo w szatni, chodziłem swoimi ścieżkami. Można powiedzieć, że wolałem przemawiać na boisku. Nie ma co ukrywać, że radość w szatni była bardzo duża, ale nie było z naszej strony jakiegoś spektakularnego świętowania. Nie zdobyliśmy przecież tytułu mistrzowskiego. Wykonaliśmy po prostu duży krok. Oprócz radości na pewno czuliśmy dumę. Z całej naszej drużyny, bo potrafiliśmy się podnieść w trudnych momentach. Eliminacje rozpoczęliśmy źle, krytykowano nas za początek kwalifikacji. Później z każdym meczem zdobywaliśmy uznanie i szacunek kibiców. Od przełomowego meczu z Portugalią, do spotkania z Belgią, po którym wywalczyliśmy awans. A to wszystko na Stadionie Śląskim… Fantastyczne miejsce, zawsze czuło się kapitalne wsparcie kibiców. Tak zapewne będzie też na najbliższych spotkaniach, które zostaną tam rozegrane.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA EBIEGO SMOLARKA NA STADIONIE ŚLĄSKIM

Pod jakim względem – oprócz awansu – starcie z Belgią było wyjątkowe?

Muszę przyznać, że do meczu z Belgią podszedłem jak każdego innego spotkania w reprezentacji Polski. Nie miałem jakichś większych nerwów. Wiedzieliśmy, o co gramy, chcieliśmy po prostu zgarnąć komplet punktów. Nawet remis mógł dać nam sukces, ale ja nie byłem piłkarzem, który grał o minimalną stawkę. Widziałem, że u chłopaków pojawiła się presja. Była też u mnie, nawet u trenera Leo Beenhakkera. Ale to nas w ogóle nie sparaliżowało. Chcieliśmy dać z siebie jak najwięcej i przypieczętować awans na mistrzostwa Europy. Patrząc na poprzednie spotkania, zasługiwaliśmy na to jak nigdy dotąd.


Czuć było napięcie związane ze stawką meczu?

W szatni była pełna koncentracja. Każdy z nas wiedział, o co gramy, więc nie potrzebowaliśmy jeszcze dodatkowej mobilizacji. Może czasami ktoś potrzebował jakiegoś nakręcania poprzez krzyk w stylu: „Dawajcie!”, „Walczymy na całego!”, ale ja nigdy tego nie lubiłem. Wolałem wyciszyć się i słuchać, co mówi trener. Zazwyczaj było tak, że po prostu zakładałem sobie ręcznik na głowę, zamykałem się i czekałem na wyjście na murawę. W naszej drużynie nie było liderów. Naszą siłą był monolit. Właśnie dzięki temu wówczas byliśmy tak mocni. Jeden pracował dla drugiego. Każdy uzupełniał się jak tylko mógł.

Spotkanie ułożyło się idealnie.

Do szatni zeszliśmy z jednobramkowym prowadzeniem. W końcówce pierwszej połowy duży błąd popełniła defensywa rywala. Gdy piłkę przyjął Jan Vertonghen, już wiedziałem, że się waha i nie wie, co z nią zrobić. Nie mógł jej zagrać do najbliższego obrońcy, bo stałem tuż obok niego. Ryzykowne było także zagranie do środka boiska, bo był tam Maciek Żurawski. Vertonghen miał więc dwie możliwości – albo zagrać długą piłkę do przodu, albo wycofać ją do bramkarza. Powinien dużo szybciej zareagować i podjąć decyzję, gdzie ma zagrywać. W momencie jego zawahania byłem już przygotowany na sprint w stronę bramki. Nieudolnie podał do bramkarza, minąłem golkipera i umieściłem piłkę w siatce.

Celem na drugą połowę było przede wszystkim utrzymanie koncentracji?

Po zmianie stron nadal nie pozwalaliśmy Belgom na groźne sytuacje pod naszą bramką. Przeciwnicy nic nie mogli zdziałać, czujna była nasza defensywa. I to my wyprowadziliśmy kolejny cios, który jeszcze bardziej podłamał rywali. Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy przeprowadziliśmy super akcję. Po zagraniu Kuby Błaszczykowskiego w moją stronę przed polem karnym, Belgowie wybili futbolówkę. Chwilę później nastąpiło uderzenie Jacka Krzynówka, odbicie piłki przez bramkarza i moja podcinka. Prowadziliśmy już dwoma golami. Wiedziałem, że przy strzale Jacka muszę uciekać z pozycji spalonej. Można powiedzieć, że było na styk. Decydowały centymetry. Udało się, awansowaliśmy, a Stadion Śląski eksplodował radością. To był fantastyczny moment.

Czuje się pan spełnionym piłkarzem, jeśli chodzi o reprezentację Polski?

Nie, bo nie znalazłem się w Klubie Wybitnego Reprezentanta, mam za mało występów. Niemniej jednak mam satysfakcję, że nie byłem zawodnikiem, który wchodził na boisko na pięć minut i dopisywał do piłkarskiego CV kolejny mecz. Mogłem zagrać więcej, ale z różnych powodów nie wyszło. Jestem zadowolony z tego, co zrobiłem dla polskiej piłki. Teraz z całego serca kibicuję naszej reprezentacji. Będę również mocno trzymał za nią kciuki podczas finału barażu o awans do mistrzostw świata 2022. Zapraszam kibiców do Chorzowa, wspierajmy biało-czerwonych w walce o zwycięstwo. Niech Stadion Śląski znowu przyniesie nam szczęście.

29 marca 2022 roku reprezentacja Polski zagra na Stadionie Śląskim w finale barażu o udział w mistrzostwach świata w Katarze. Biało-czerwoni zmierzą się ze zwycięzcą spotkania Szwecja – Czechy. Sprzedaż biletów na mecz w Chorzowie rozpoczeła się 11 marca poprzez portal Łączy Nas Piłka.
Tu możesz zamówić bilety na finał baraży na Stadionie Śląskim
https://bilety.laczynaspilka.pl/

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie