Hej, na wczasy wiezie nas wesoły pociąg... Ale najpierw rzeba się jakoś do wagonów wedrzeć!

Grażyna Kuźnik
ARC prywatne Władysław Morawski
Nad morze jechało się pociągiem z Katowic przez całą noc. To nie była podróż dla ludzi o słabych nerwach. Ale najważniejsze, że się dojechało.

W PRL jak na złość, wczasowicze ze Śląska wybierają się nad morze tylko latem. I to pociągiem. PKP radzi sobie z tą plagą różnymi sposobami; doczepia wciąż nowe wagony, plombuje składy, żeby już nikt się nie wepchał, ale czasem puszcza wszystko na żywioł.

– W Gdyni wysiadaliśmy nie na stacji, ale w polu, bo pociąg był strasznie długi – wspomina Grzegorz. – Szliśmy z walizami, goniła nas lokomotywa. Tego się nie zapomina.

Tomasz stracił dzień wakacji, bo rodzice o świcie zainstalowali się w wagonie na bocznicy dworca w Katowicach. Pociąg miał ruszyć dopiero nocą.

– Przekupiony konduktor otworzył nam przedział i mieliśmy siedzieć jak myszy pod miotłą – wspomina wydarzenia sprzed lat. – Ale jakie były miny tych, którzy wdarli się zgodnie z rozkładem, a tu już wszystkie przedziały zajęte.

PKP twierdzi, że latem w pociągach z Katowic nad morze zawsze będzie ścisk. Jeżdżą te rozkładowe, poza rozkładem, specjalne i kolonijne. Wciąż za mało.

Dojazd nad morze to była wtedy sprawa męska. Ojciec Krystyny najpierw musiał zdobyć bilety, potem skakać do zwalniającego pociągu. Bieg po miejsca, przez okno walizki i dzieci. Ludzie pomagają. Mama słusznej wagi przepycha się na własną rękę.

– Sceny dantejskie się działy, ale za chwilę już zgoda, każdy wyciąga jedzenie, zwłaszcza jajka na twardo – dodaje Krysia.

Jazda pociągiem okiem Ślązaka wyglądała tak: „Każdy mioł ze sobą bele jakie maszkety, wszyscy loli piwo i zagryzali co lepsze z kuferka. Antek oderżnął se ręczysko jak łotwieroł pudełko sardynek, Francik łeb se rozwaloł, Klara miała wielka noga, a mały strzewik i dostała kurczów, Doris, kiero ma spust i waga, dostała stękania, bo się fest pospinała”.

O klimatyzacji nikt nie marzy. Zawsze ktoś otwiera albo zamyka okno, jak da radę, bo okna się zacinają. Ciasnota, duszno. Do toalety strach zajrzeć. Postoje nie wiadomo
po co, na jak długo. Krąży dowcip: – Panie konduktorze, czemu tak wolno jedziemy? – Nie podoba się, to wysiadaj pan i idź piechotą. – Aż tak to mi się nie spieszy.

Nad morze jeżdżą też sypialne i kuszetki. Ludzie słyszeli, że ktoś kupił bilety na sypialne po prostu w kasie. Ale kto? Takie luksusy są drogie i jeszcze trzeba je załatwiać.

– Nie ma czego zazdrościć – mówi Ala. – Sypialnym jechałam kilka godzin dłużej, bo gdzieś tam łączyli te wagony z różnych miejscowości, a pociągi się spóźniały i staliśmy bez końca na bocznicy.

Dlatego, jak pisze „Trybuna Robotnicza” w 1969 roku, Gerard z Huty „Jedność” jeździ tylko na ogródek działkowy.
– Wczasowicz się umęczy drogą nad morze, potem jest zły, bo pada deszcz – tłumaczy hutnik. – A na działce człowiek cieszy się nawet z deszczu, bo ma mniej podlewania.

Moda uliczna w Katowicach: Zobacz, co tu się dzieje

Wracają upały: Prognoza 16-dniowa Tomasza Zubilewicza

Tarnowskie Góry. Zabytkowa Kopalnia Srebra wpisana na listę UNESCO [REPORTAŻ DZ]

Wielka woda 1997. Zobacz niezwykły dokument multimedialny, który przygotowaliśmy z okazji 20-rocznicy wydarzeń z lipca 1997 roku. Archiwalne filmy, zdjęcie i teksty. Zachęcamy, by oglądać w trybie pełnoekranowym komputera.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie