Henryk Kasperczak: zdecydowałem o odejściu z Górnika Zabrze

Rafał Musioł
Mikołaj Suchan
Nie szukajmy winnych, biorę na siebie całą odpowiedzialność. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zdecydowałem się odejść - oświadczył w środę w południe Henryk Kasperczak.

Razem z byłym już szkoleniowcem zdegradowanego do pierwszej ligi Górnika Zabrze, klub opuszczają jego asystenci, Antoni Szymanowski i Jerzy Kowalik.

- Zostałem sprowadzony do Zabrza z dwóch powodów. Po pierwsze miałem uratować klub przed spadkiem, a po drugie otrzymałem misję wprowadzenia Górnika na należne mu miejsce w piłkarskiej elicie. W sporcie nie można jednak wszystkiego zaplanować. Chociaż nikt z nas nie przypuszczał, że ten sezon skończy się spadkiem, a tak się właśnie stało - opowiadał Kasperczak. - Dlaczego? Strzelaliśmy za mało bramek. W defensywie gra się ustabilizowała, w ofensywie było gorzej. Brakło nam też trochę czasu, myślę, że gdyby w lidze były jeszcze dwa mecze to byśmy nie spadli. Na pewno nie można złego słowa powiedzieć o właścicielu klubu, firmie Allianz. Stworzyła nam znakomite warunki do walki o utrzymanie, nie żałowała też pieniędzy na transfery przed wiosną. Fantastyczni byli także nasi kibice, ich mi jest najbardziej żal - analizował przyczyny porażki.

9 zwycięstw odniósł Henryk Kasperczak w 31 meczach ligowych i pucharowych w Górniku

Kibicom poświęcił zresztą więcej miejsca, szczególnie wydarzeniom z pamiętnego treningu, podczas którego zawodnikom założono "okolicznościowe" koszulki.

- Dziennikarze wymyślali bzdury, że ja wiedziałem o tym spotkaniu. To bzdura. Jestem honorowy, w układy z kibicami nie wchodzę, za bardzo ich cenię i kocham - podniesionym głosem mówił były szkoleniowiec, chociaż tuż po wspomnianych wydarzeniach znacząco uciekał od podobnie jednoznacznej deklaracji.
Wciąż otwarte pozostaje pytanie o nazwisko następcy Kasperczaka. Na klubowej giełdzie najwyżej stoją akcje Michała Probierza, który wciąż ma jednak jeszcze ważny przez rok kontrakt z Jagiellonią. Pojawiają się także nazwiska Czesława Michniewicza (promowanego przez dyrektora zarządzającego Arkadiusza Trzeciakiewicza, który współpracował z Michniewiczem, gdy ten zdobywał w Lubinie mistrzostwo Polski ) i Jacka Zielińskiego oraz - co już pachnie zasłoną dymną stawianą wokół właściwych rozmów - Bogusława Kaczmarka.

Kasperczak, chcąc nie chcąc, dziś jeszcze raz wystąpi w roli trenera Górnika. Szkoleniowiec został wezwany przez Komisję Ligi, by wyjaśnił otoczkę zajść wspomnianego treningu.
- Razem z trenerem pojedzie kilku zawodników, między innymi Piotr Madejski, Dawid Jarka i Robert Szczot - zadeklarował prezes Jędrzej Jędrych, tymczasem sami zainteresowani jeszcze wczoraj po południu nic o tym nie wiedzieli!

- Nie wiem, co będę dalej robił. Jestem członkiem Wydziału Szkolenia PZPN, należę do Stowarzyszenia Trenerów, borę udział w konferencjach, ostatnio poradziłem trenerom, żeby problemy rozwiązywali we własnym gronie, a nie biegali z nimi do dziennikarzy... Objęcie innego klubu? Na razie nie ma takiego tematu - zakończył Kasperczak.

Ciągle płacimy za poprzedników

Z Jędrzejem Jędrychem, prezesem Górnika Zabrze, rozmawia Rafał Musioł

Kto będzie następcą Henryka Kasperczaka?

Mamy kilku kandydatów, ale na razie musimy uporządkować pewne sprawy po spadku. Jednym z najpoważniejszych kandydatów jest trener związany z Zabrzem, mający duże doświadczenie w pracy w ekstraklasie. Oczywiście będziemy chcieli tę sprawę rozwiązać jak najszybciej, ale na pewno nie oznacza to, że na łapu capu.

W składzie też dojdzie do zmian?

Za wcześnie, by o tym mówić. Duże znaczenie będzie miała opinia nowego szkoleniowca.
Ile kosztuje rozstanie z trenerem?
O pieniądzach w ogóle nie rozmawialiśmy. Rozstajemy się po dżentelmeńsku.

Myśli już pan o pierwszym sezonie w pierwszej lidze?
Przede wszystkim chciałbym, żeby ten sezon był dla klubu okresem stabilizacji, bo teraz tego najbardziej potrzebujemy, i sportowych sukcesów, po których Górnik wróci do ekstraklasy. Dostaliśmy bolesną lekcję pokory, jeszcze kilka miesięcy temu mówiło się o piątym miejscu w tabeli, walce o puchary, a skończyło się sromotną przegraną. Teraz zrobimy wszystko, żeby szybko odrobić tę stratę, ale oczywiście nikt nie może zagwarantować, że nasza banicja potrwa tylko rok. Wierzymy w przysłowie, że co nas nie zabije to nas wzmocni.

Kiedy będzie znany pierwszoligowy budżet?

Takie sprawy ustala się na rok, więc na razie nic się nie zmieniło. Wykonaliśmy w klubie naprawdę sporo pracy, uporządkowaliśmy go organizacyjnie, także pod kątem szkolenia młodzieży, a przede wszystkim ustabilizowaliśmy finansowo. I proszę pamiętać, że cały czas płacimy rachunki poprzedników, którzy zaciągali zobowiązania, chociaż w klubie nie było pieniędzy. Niektóre z długów będą spłacane do 2013 roku, mogę też ujawnić, że obciążenia te wynoszą rocznie około 4 milionów złotych!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie