Inicjatorzy referendum w Raciborzu nie składają broni. Teraz mają innego wroga

Joanna Wieczorek
Walka o referendum w Raciborzu trwa już kilka miesięcy
Walka o referendum w Raciborzu trwa już kilka miesięcy Joanna Wieczorek
Rozgoryczony porażką inicjatywy referendalnej Dariusz Ronin nazywa „cyrkiem” działanie dyrektora Delegatury Krajowego Biura Wyborczego i sugeruje jego „zażyłe relacje” z prezydentem Raciborza, którego referendyści chcieli odwołać jeszcze przed wakacjami. - Mirosława Lenka spotykałem wcześniej tylko podczas szkoleń organizowanych w KBW – odpowiada naszej dziennikarce Wojciech Litewka, dyrektor Delegatury. W sądzie wylądowała skarga na postanowienie Komisarza Wyborczego, w którym znajduje się negatywna opinia na temat liczby prawidłowo zebranych podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Raciborza. To kolejny wątek sprawy, którą mimo woli, mieszkańcy muszą żyć od kilku miesięcy.

Szereg błędów

10 maja Komisarz Wyborczy w Katowicach wydał postanowienie, zgodnie z którym referendum nie zostanie ogłoszone ze względu na niewystarczającą liczbę podpisów. Inicjatorom głosowania zabrakło dokładnie 433 podpisów. Komisarz wypunktował, że listy z podpisami pod wnioskiem zawierały sporo błędów, w tym m.in.: zły adres, brak numeru PESEL, nieczytelne i niepełne imię oraz nazwisko. Z listy opublikowanej przez katowicką Delegaturę wynika, że aż w 207 przypadkach podpisy złożyły osoby bez prawa wyborczego w Raciborzu. Dariusz Ronin twierdzi, że zabrakło dobrej woli ze strony Komisarza Wyborczego, a podpisy weryfikowane były ze znaczącą nadgorliwością. To nie wszystko. Działania Dyrektora KBW w Katowicach nazywa „cyrkiem” i przedstawia wprost mediom pogłoski o „zażyłych relacjach” dyrektora Delegatury z prezydentem miasta. Pierwszy z Panów pytany przez nas o komentarz opatruje go śmiechem, po czym zdecydowanie odpowiada, że: włodarza Raciborza widział kilka razy i zawsze w kontekście organizowanych w Krajowym Biurze Wyborczym szkoleń. Mirosław Lenk, prezydent miasta, tematu zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum nie komentuje już od jakiegoś czasu. Zamknął etap przepychanek z referendystami.

Zaklejone koperty

Weryfikacja podpisów odbywała się z udziałem pełnomocnika inicjatora referendum. Dariusz Ronin każdego dnia od rana do finiszu pracy urzędników był obecny przy sprawdzaniu podpisów. Jak przedstawia, proces ten odbywał się jednak w formie narzuconej przez Biuro Delegatury, co miało „wykluczać merytoryczne obserwowanie prac komisji”. - Siedzieliśmy w odległości około 4 metrów od ław zajmowanych przez członków komisji weryfikacyjnej, mając przed sobą jedynie widok tylnej części monitorów komputerów – opowiada D. Ronin. Katowickie KBW odpowiada, że takie procedury wymuszają przepisy związane z danymi osobowymi i dostępem do nich. Podobnie rzecz ma się z dostępem do arkuszy z podpisami. - Nie jest to możliwe. Po 60 dniach zbierania podpisów upłynął czas dostępu do danych – przekazał nam dyrektor Delegatury, Wojciech Litewka. - Do zapieczętowanych kopert dostęp ma teraz tylko prokuratura i sąd – dodaje szef KBW w Katowicach.

Wizyta, która rozpala emocje

W tle sporu o weryfikację podpisów pojawia się spotkanie, do którego miało dojść 4 maja w katowickiej Delegaturze. Prezydent Mirosław Lenk pojechał do KBW, zgodnie – jak twierdził – z przysługującym mu prawem strony w postępowaniu referendalnym. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że spotkanie trwało zaledwie kilka minut. To wtedy miało dojść do lobbingu przeciw zatwierdzeniu referendum – uważa D. Ronin. Dowodem na nieoficjalny charakter wizyty ma być brak zapisu w planie pracy prezydenta, na dwa dni przed wyjazdem. Śledzący rozpiskę włodarza wiedzą jednak, że zmiany mogą się tam pojawić niemal co godzinę.

Posypanie głowy popiołem?

W rozmowie z dziennikarzami Dariusz Ronin przyznał, że nie wziął pod uwagę aż tak dużej liczby podpisów od osób, które nie mają prawa wyborczego w Raciborzu. - Widziałem na kartach poparcia, że nie wszystkie rubryki były prawidłowo wypełnione. Szacowałem sobie błędy na ilość w granicach 300. Karty z poparciami liczyłem o trzeciej nad ranem, po dwóch miesiącach nieprzerwanej i trudnej pracy – powiedział pełnomocnik inicjatora referendum na specjalnie zwołanej konferencji. Dariusz Ronin pytany o to dlaczego zbierający podpisy nie zwracali uwagi na błędy, odpowiedział, że "część kart przynosili ludzie dobrej woli". Na przygotowanych dla mediów materiałach, Dariusz Ronin zestawia statystyki z innych miast, w których także podejmowana była inicjatywa referendalna.

Orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego należy się spodziewać w ciągu dwóch tygodni. WSA może podtrzymać postanowienie albo uznać skargę i zdecydować o przeprowadzeniu referendum. Dalszą ścieżka odwoławcza prowadzi jeszcze do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
referendumlokalne.pl
Więcej interesujących informacji na temat inicjatyw referendalnych można uzyskać na portalu www.referendumlokalne.pl
Dodaj ogłoszenie