Irena Radomska: Kobieta musi pracować dwa razy ciężej od mężczyzny, aby osiągnąć w życiu sukces WYWIAD

Patryk Osadnik
Patryk Osadnik
Irena Radomska - pierwsza kandydatka na urząd burmistrza Mikołowa
Irena Radomska - pierwsza kandydatka na urząd burmistrza Mikołowa Mat. prasowe
Irena Radomska to pierwsza po 1989 roku kobieta, która ubiega się o fotel burmistrza Mikołowa. Kandydatka bardzo dobrze dała się poznać mieszkańcom jako wieloletni nauczyciel oraz dyrektor I LO im. Karola Miarki w Mikołowie. Dla wielu szokiem był fakt, że po 36 latach pracy Radomska zdecydowała się zerwać z zawodem nauczyciela. Jak sama tłumaczy, przyszła dla niej pora na nowe wyzwania. W rozmowie mówi nam o swoim zawodowym doświadczeniu, walorach kobiet w polityce i planach na rozwój Mikołowa.

Irena Radomska: Kobieta musi pracować dwa razy ciężej od mężczyzny, aby osiągnąć w życiu sukces

Jak to jest być pierwszą kobietą, która stara się o stanowisko burmistrza Mikołowa?

Chyba każdy zadaje sobie to pytanie. Jeśli spojrzymy z perspektywy czasu, to w demokratycznej Polsce jestem pierwszą kobietą, która ubiega się o urząd burmistrza Mikołowa, ale nie mam z tego powodu żadnych kompleksów. Można powiedzieć, że przecieram szlaki i robię to nie tylko dla siebie, ale też dla innych pań w naszym mieście.

Jestem przyzwyczajona do wyzwań i zgadzam się z opinią, że kobieta musi pracować dwa razy ciężej od mężczyzny, aby osiągnąć w życiu sukces. Z resztą napisałam to nawet w swoim programie wyborczym. Panie na pewno się ze mną zgodzą, trochę gorzej może być z panami, ale wystarczy spojrzeć chociażby na scenę polityczną, która jest zdominowana przez mężczyzn. Kobiety raczej rzadko osiągają tutaj sukces, a ja chcę to zmienić.

Drugie ważne dla mnie hasło mówi, że dla mężczyzn władza jest celem w samym sobie, a dla kobiet jedynie środkiem do osiągnięcia celu. Dla mnie urząd burmistrza to zaledwie furtka, która może mi dać możliwość na zrobienie czegoś dobrego i pożytecznego dla mieszkańców.

Kobieca ręka może zmienić sposób funkcjonowania miasta?

Kobieta u władzy jest gwarancją, że zdrowy rozsądek i zdolność do kompromisu wezmą górę nad pochopnością i adrenaliną.

Przed wyborami nie czuję stresu, ani strachu. Tego pierwszego miałam sporo na co dzień. W końcu mam już za sobą bardzo długą karierę zawodową, która nauczyła mnie, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Nie ma problemów, których nie da się rozwiązać. Patrząc na miasto zdaję sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, która spocznie na barkach przyszłego burmistrza i jestem pewna, że mogę ją udźwignąć.

Moim zdaniem Mikołów potrzebuje zmian i na pewno nie możemy sobie pozwolić na zmarnowanie kolejnych 5 lat. Nie zamierzam zmarnować ani jednego dnia, który spędzę w urzędzie. Z resztą jako dyrektor szkoły również kierowałam się zasadą, że należy cały czas iść do przodu. Tak samo jest z miastem – ono stale musi się rozwijać, nie może stać w miejscu.

Jak Pani doświadczenie zawodowe może pomóc w pełnieniu roli burmistrza?

36 lat pracowałam w szkole [5 lat w SP nr 3 i 31 lat w I LO im. Karola Miarki – przyp. red.], 11 lat byłam dyrektorem. Już sam awans na to stanowisko był dla mnie ogromnym wyzwaniem. 36 lat to są rzesze absolwentów, uczniów, rodziców, współpracowników i wielu innych ludzi, z którymi spotkałam się na swojej zawodowej drodze. Z wszystkimi z nich przeprowadziłam szereg rozmów, które nie zawsze były łatwe, ale wydaje mi się, że udawało mi się rozwiązać każdy problem, z którym ktoś do mnie przychodził i to jest dla mnie wielka wartość, a zarazem ważna umiejętność, którą nabyłam podczas pracy w szkole. Wiele dało mi też moje zaangażowanie w działalność charytatywną, z którą nie zamierzam się rozstawać.

Pożegnanie z „Miarką” było trudne?

Czuję się spełniona zawodowo. 31 sierpnia byłam w szkole po raz ostatni, przeprowadziłam jeszcze część konferencji, a moi koledzy z pokoju nauczycielskiego pożegnali się ze mną w roli dyrektora. Oczywiście żal jest człowiekowi odchodzić po takim czasie, ale coś się kończy, coś się zaczyna. Zawsze byłam osobą, która lubi stawiać sobie nowe wyzwania i tak jest również tym razem. Bez wątpienia nauczycielstwo to już zamknięty etap w moim życiu, do którego już nie wrócę. Pora otworzyć się na nowe możliwości.

Mimo to, że decyzja o kandydowaniu na stanowisko burmistrza byłą przeze mnie dobrze przemyślana i długo we mnie dojrzewała, to nie ukrywam, że pojawiło się w moich oczach kilka łez wzruszenia podczas pożegnania ze szkołą.

Co będzie największym wyzwaniem w zbliżającej się kadencji?

Wydaje mi się, że takie cele jasno zawarłam w swoim programie „10 x TAK dla Mikołowa”. Wiem, że przed wyborami kandydaci składają różne obietnice, ale wiem też, że nasze miasto ma realne szanse, żeby wprowadzić ten program w życie. Tworząc strategię rozwoju miasta rozmawiałam ze specjalistami z różnych dziedzin, ale przede wszystkim pytałam o problemy mieszkańców: seniorów, rodziców, uczniów, studentów, niepełnosprawnych, czyli jednym słowem wszystkich. Dla wszystkich coś przygotowaliśmy, kierując się realnymi możliwościami miasta.

Przede wszystkim nie chciałabym, żeby z miasta uciekały młode rodziny, bo to one są naszą przyszłością. Dlatego zależy nam na odpowiedzialnym wykorzystywaniu funduszy chociażby z programu Mieszkanie +, które mogą pomóc młodym rodzicom i ich dzieciom w stworzeniu sobie własnego miejsca na Ziemi tutaj w Mikołowie.

10 x TAK dla Mikołowa [PROGRAM]

Myślę, że 5 lat to sporo czasu, żeby w pozytywny sposób zmienić wizerunek Mikołowa i nie chodzi mi tutaj o PR, tylko o realne działania. Do tego są jednak potrzebni ludzie, ludzie zaangażowani społecznie, pełni energii, chcący zmieniać Mikołów na lepsze. Wiem, że nasze miasto ma właśnie takich mieszkańców i ma ogromny potencjał, żeby wciąż się rozwijać.

Czym Pani jako burmistrz będzie się różniła od Stanisława Piechuli?

Na pewno nie będę burmistrzem facebookowym. Po latach pracy w szkole nauczyłam się, że z ludźmi trzeba rozmawiać bezpośrednio. Dopiero wtedy można najwięcej dowiedzieć się o potrzebach innych. Wtedy też ludzie rozmawiają ze sobą szczerze. Dziś przez internet można równie dobrze rozmawiać z osobami fikcyjnymi, które starają się sztucznie podgrzewać atmosferę, a nie o taki kontakt z mieszkańcami mi chodzi.

Oczywiście dziś wszystko można rozwiązać elektronicznie i mój urząd na pewno z tego nie zrezygnuje. Chcę jedynie podkreślić, że najważniejszy był, jest i będzie dla mnie bezpośredni kontakt z ludźmi.

Co jeśli nie uda się wygrać wyborów?

Będę walczyć do samego końca, ale nawet jeśli nie uda mi się wygrać, to nie będę czuła się przegrana, bo próbowałam. Oczywiście mam jakieś plany na przyszłość, bo na pewno nie zrezygnuję ze swojej działalności charytatywnej, a może przydam się też w jakimś innym miejscu, gdzie przyda się moja widza i doświadczenie. Najważniejsze to realizować się we własnym życiu, a ja cały czas to robię. Poza tym jestem już na emeryturze, więc na pewno znajdę więcej czasu dla rodziny i moich wspaniałych wnuków.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ania

A czy mi sie zdaje, czy ona kandydowala kiedys z SLD?

A
Ania

Na zoliborzu pewnie tak jest.. U nas niekoiecznie.

A
Ania

Odnoszac sie do ciezkiej pracy kobiet; nie wiem, czy dyktowanie notatek z zeszytu w ktorym sa notatki Pani Buchowej to az taka ciezka praca, jaka Radomska wykonywala "uczac" polskiego przez t wszystkie lata.

H
Hajnel z Laurahity

Na gupoty baby zawsze znojdom czas!

777

a TO MUWI LIBER FEM MINA Z elyty KODa.?

Y
Yjwald

i tak jest dobrze,
przinajmnij niy mo czasu na gupoty

A
Alik z Zoliborza

A ze wiadomo, ze Polacy to urodzone lenie - to i kobieta nie musi sie przepracowywać!

a
anka

j.w

Dodaj ogłoszenie