Jan Nowak – śląski Dalí gustuje w czerni. Mała ojczyzna oczami grafika

Martyna Urban
Martyna Urban
Jan Nowak to grafik, słynący ze swoich prac przedstawiających Śląsk, Jakie techniki do tego wykorzystuje?
Jan Nowak to grafik, słynący ze swoich prac przedstawiających Śląsk, Jakie techniki do tego wykorzystuje? Arek Gola
Udostępnij:
Doceniany poza polskimi granicami, ostatnio także w Budapeszcie, śląski grafik, a z zawodu górnik – Jan Nowak od wielu lat zdobi Śląsk swoimi pracami i prezentuje go w wielu krajach Europy. Jego prace mają duszę, dość niezwykłą, bo ich czarno-białych korzeni można doszukiwać się w życiorysie artysty. Co o swoich pracach mówi wybitny grafik?

Zaczął od nielubianej pracy w kopalni

Jan Nowak urodził się na katowickim Zawodziu w 1939 roku. Od podstawówki interesował się sztuką. Szczególnie lubił uczęszczać na lekcje plastyki. Malował, rysował, kleił i próbował swoich sił w nieznanej mu dotąd dziedzinie. Sztuka sprawiała mu ogromną radość i czuł, że robi coś ważnego.

Nowak pochodzi z górniczej rodziny i sam kontynuował tę tradycję trwającą od wielu pokoleń. Na początku swojej kariery był mechanikiem, a następnie sztygarem na przeróbce mechanicznej. Jednak pomimo ciężkiej pracy na kopalni, zapisał do ogniska plastycznego, do którego uczęszczał w latach 1958-59. Pod okiem Stefana Suberlaka nauczył się tam techniki linorytu i zaczął tworzyć własną sztukę.

- Uczyli mnie malować. Tam zetknąłem się z grafiką i to ona bardziej mnie urzekła niż malarstwo. Wiedziałem to od początku. - tłumaczy Jan Nowak, grafik z Katowic.

Oprócz tego jest jednym z założycieli koła plastycznego „Gwarek ‘58” przy Kopalni „Katowice” – gdzie wcześniej pracował. Minister Kultury i Sztuki, dzięki zdobytemu przez artystę dorobkowi, nadał mu w 1989 roku uprawienia do wykonywania zawodu artysty plastyka.

Artysta całe życie zawodowe spędził w kopalni i gdy tylko nadarzyła się okazja rzucił górnictwo po 27 latach pracy i założył własny warsztat ślusarski. Nie żałował, że podjął się tego wyzywania zaledwie trzy lata przed odejściem na emeryturę.

Ekologia idąca w parze ze sztuką

W swoich pracach korzysta z materiałów wtórnych, często przechadzając się na spacer, korzysta z materiałów wyrzuconych na okolicznych śmietnikach. Przede wszystkim jest to gumolit/linoleum.

- Często ludzie robiąc podłogę pozbywają się resztek materiału – w tym gumolitu. Często wykorzystuje go do linorytów. – objaśnia artysta.

Inną formą prac jest technika suchej igły. Jest ona wykorzystywana do grafik bardziej precyzyjnych i szczegółowych. Wykonuje się ją na blasze. Z techniki tej korzysta się przy małych formatach, w kontekście natury, lasu i ogrodów, gdzie każdy szczegół jest na miarę złota. W tym przypadku inne techniki nie oddałyby piękna przyrody, a linoryt nie zdał egzaminu. W suchej igle wykorzystuje się specjalnie przeznaczony do tego papier, a także prasę.

Z pasji w głosie Nowaka wynika, że nie odnalazłby się w malarstwie. Jednak zapytaliśmy artystę, dlaczego na początku kariery nie obrał tej ścieżki. Jego zdaniem malarstwo jest zbyt proste i szablonowe - niczym kapitalnie przyrządzony rosół. Wszystko jest podane, nie trzeba go ulepszać.

- Grafika wymaga wyobraźni od odbiorcy. Wbrew pozorom są w niej kolory, tylko trzeba je dostrzec i zobaczyć oczami wyobraźni. - podkreśla grafik.

Nowak dodaje, że często ludzie uważają, że jego prace są czarno-białe, ale tak naprawdę fantazja dodaje finezji jego dziełom. Czym żywsza, tym bardziej namacalna. Koloryt w pracach Nowaka prawdopodobnie wziął się z zawodu górnika. Przez 27 lat pracy na kopalni grafik pod ziemią widział czerń i biel, a odcień czerni dostrzegalny na grafikach, przypomina po prostu węgiel. Zakochał się w tej estetyce i kompozycji.

Chciał być leśnikiem, a został górnikiem

Tematyka prac Jana Nowaka jest dość różnorodna. Jednak dość powtarzającym się etosem jest przyroda, która od dzieciństwa była ważną wartością dla artysty. Jako dziecko biegał po hałdach i bajorkach, lubił odkrywać to, co dotąd nieznane. Na łonie natury czuł się wolny i spełniony. Nie potrzebował wówczas niczego innego do szczęścia. Obserwacja była jego ulubionym zajęciem.

Obecnie grafik w wolnych chwilach kontynuuje swoje nawyki z dzieciństwa i udaje się do lasu, by obserwować przyrodę, a przy okazji oczyścić umysł. Obcowanie z naturą jest dla niego swego rodzaju rutyną. Stworzył także cykl prac, gdzie podziwia różnorodność flory i fauny. Obrazy z głowy artysty są zapisane m.in. w cyklu „Polowanie”, „Kłusownicy”, „Poznanie”, „Ogrody”, czy „Ptaki”, które przedstawiają lasy, ogrody, a także i jesień.

- Odkąd pamiętam chciałem zostać leśnikiem, niestety w związku z sytuacją materialną mojej rodziny nie mogłem sobie na to pozwolić. Musiałem pójść do kopalni. - mówi Nowak.

Oprócz tego artysta maluje po prostu to co widzi - „co z oczu, to z serca”. W rozmowie podaje przykład nieszablonowej postaci, która wędruje po ulicy i przykuwa jego uwagę na tyle, że zostaje umieszczona w grafice. Jego prace właśnie z tego powodu są niepowtarzalne – tworzone są pod wpływem impulsu. Każda ma swoją historię i unikatowość, są one obrazowym przedstawieniem konkretnego wydarzenia lub emocji mu towarzyszących. Jego prace nie są robione na zamówienie, jak mówi, to ograniczałoby jego twórczość. Docenia fakt, że może zrobić odbitkę pracy, jeżeli komuś się spodobała.

- Nie zdarzyło mi się zrobić tysiąca odbitek. Mam małe serie, od sześciu do maksymalnie czterdziestu. To wszystko zależy od rozpoznawalności grafiki. Nie idę na ilość, ale na jakość. – wyjaśnia Nowak.

Oczko w głowie artysty

Jan Nowak tłumaczy, że najbardziej dumny jest ze swojej grafiki, na której umieścił górnika oraz przytulającą się do niego żonę. Scena ta ma symbolizować pożegnanie małżeństwa przed pójściem męża do kopalni. Jeszcze kilkanaście lat temu rozgrywała się ona w większości domów Górnego Śląska. Żony górników codziennie obawiały się o swoich mężów – o ich życie i zdrowie. Wolny czas wypełniały gotowaniem, sprzątaniem i dbaniem o domowe ognisko. Były gospodyniami, które talerzem gorącej zupy witały zmęczonych i wykończonych mężów.

- Minęło kilka lat, zanim wpadłem na pomysł stworzenia takiej grafiki. Jednak uważam, że jest to nieodzowna scena na naszej rodzimej ziemi. Gdy na grubie dochodziło do wypadku wszystkie kobiety wypatrywały swojego małżonka wyjeżdżającego z dołu. - dodaje.

Nieszczęśliwe wypadki, o którym wspomina artysta zdarzają się do dziś. Pomimo wygaśnięcia kilkunastu kopalni na Śląsku, górnicy nadal umierają zasypani węglem. Jeden z takich wypadków, miał miejsce w tegoroczną Barbórkę, podczas której w Bielszowicach, w Rudzie Śląskiej zginął górnik.

Oprócz tego w tle widoczne są śląskie kopalnie i huty. Kiedyś będące wyznacznikiem województwa, teraz tylko drugoplanowym elementem pejzażu, nie zawsze już działającym. Podobna budowa oraz koloryt hut tworzą piękną mozaikę, dlatego by dostrzec pojedyncze elementy trzeba wytężyć wzrok.

„Cudze chwalicie, swego nie znacie”

Artysta dopiero co wrócił z Budapesztu, gdzie 16 grudnia otwarto wystawę jego prac pt. „ Historie osobiste. Grafiki Jana Nowaka ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach”. Organizatorami tego wernisażu byli: Instytut Polski w Budapeszcie oraz Muzeum Śląskie w Katowicach. Wystawa od dnia otwarcia jest dostępna dla gości do 14 marca 2022 roku.

Jan Nowak zapytany o miasta, w których wystawione zostały jego grafiki, mówi, że jest ich bardzo dużo. W końcu 60-letni staż artysty pozostawił ślad na kartach historii. Jednak jedno wyróżnienie pozostanie w jego sercu.

- Moje grafiki wisiały w Royal Academy of Art w Londynie. Trzy razy miałem zaszczyt prezentować swoje dzieła przed międzynarodową publiką od 2011 do 2013 roku. Piękne było to przeżycie. – wspomina.

W Londynie od XVII wieku odbywa się konkurs prac artystycznych, dlatego jest tak prestiżowy i doceniany w Europie. Mogą w nim wziąć udział wszyscy, niezależenie od tego czy posiadają dyplom po ukończeniu akademii. Zwycięskie prace wyłania wybrane jury.

Oprócz tego, prace Jana Nowaka można podziwiać także w Muzeum Śląskim, które podczas otwarcia nowej siedziby uhonorowało artystę obszerną wystawą indywidualną. Jego prace pojawiły się także w bytomskim muzeum, Zabrzu, a także i Rudzie Śląskiej – dzięki zdobyciu nagrody w konkursie „Rudzka jesień”. W roku 2018 został odznaczony srebrnym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Mistrz dąży do perfekcji przez całe życie

Oprócz miana wielkiego artysty ma także swoje pasje i cudowną rodzinę. Razem z żoną doczekali się dwóch wnuczek i trzy letniej prawnuczki. Rodzina towarzyszy mu w pasji. Córka pomaga ojcu w prowadzeniu fanpage’a na Facebooku i choć, jak mówi nie noszą go na rękach to wspierają w marzeniach.

Pomimo wielu wyróżnień, nagród, a także wystaw indywidualnych Jan Nowak mówi, że nie stworzył arcydzieła na miarę obecnych czasów. Cały czas dąży do tego, by wykonać grafikę, która zachwyci każdego i będzie podsumowaniem ponad 60 lat jego działalności artystycznej.

- Mam takie swoje żartobliwe hasło, z którym się utożsamiam – „Dalej niż Dali”. Trzeba podążać za swoimi ambicjami. – dodaje artysta.

Czy mu się uda? Zapewne tak. Zawziętość w głosie artysty wskazuje na to, że zajdzie dalej niż pozostali. Niech czarno-białe śląskie korzenie rozprzestrzeniają się poza granicami Europy.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Materiał oryginalny: Jan Nowak – śląski Dalí gustuje w czerni. Mała ojczyzna oczami grafika - Dziennik Zachodni

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie