Janusz Okrzesik: Byliśmy sportowymi chuliganami. Dziś Podbeskidzie to poważny, stabilny klub

Przemysław Drewniak
Janusz Okrzesik pierwszy awans Podbeskidzia do Ekstraklasy świętował w roli prezesa klubu. Teraz cieszy się z sukcesu Górali jako zwykły kibic
Janusz Okrzesik pierwszy awans Podbeskidzia do Ekstraklasy świętował w roli prezesa klubu. Teraz cieszy się z sukcesu Górali jako zwykły kibic fot. marzena bugała
W 2011 roku Podbeskidzie Bielsko-Biała świętowało awans do ekstraklasy pod wodzą Janusza Okrzesika. Były prezes, obecnie przewodniczący Rady Miejskiej w Bielsku-Białej, nie ukrywa radości z dzisiejszego sukcesu Górali. Rozmawialiśmy z nim w dniu meczu z Odrą Opole.

Awans Podbeskidzia do ekstraklasy

Myślę o podobieństwach między pierwszym, a drugim awansem Podbeskidzia do ekstraklasy. Dzień meczu z Sandecją, 25 maja 2011 roku - to też była środa, mniej więcej ten sam moment sezonu, w Bielsku-Białej zgadza się nawet pogoda...

Ale mam też taką refleksję, że pierwszy raz jest tylko jeden. Nic nie dorówna intensywności emocji z tamtego dnia, no chyba, że kiedyś wygramy Ligę Mistrzów. Oczywiście to też kwestia tego, że dziś patrzę na to wszystko z nieco większym dystansem. Dziś emocje też są, ale wtedy były one wszechogarniające.

Patrząc na dzisiejsze Podbeskidzie, widzi pan jakieś powtarzające się składniki przepisu na sukces?
To jest bardzo ciekawe, bo być może odkryliśmy w Bielsku-Białej mechanizm na to, jak powinien wyglądać awans do ekstraklasy. Wtedy osiągneliśmy to półtora roku po tym, gdy zostałem prezesem klubu. Bogdan Kłys jest dokładnie w tym samym momencie. Nawet śmiałem się, gdy jakiś czas temu doszło do nieporozumienia z częścią kibiców i "młyn" skandował w jego kierunku zdanie "szanuj kibica". Ja też go słyszałem, a potem znaleźliśmy z kibicami wspólny język. Prezes Kłys potrzebował też dokładnie tyle samo udanych okienek transferowych, żeby zbudować drużynę. Poukładał sprawy finansowe, pojawili się nowi sponsorzy. Wtedy mieliśmy dwóch głównych partnerów, teraz będzie podobnie, bo do Panattoni dołączy wkrótce druga duża firma. Ciekawe jest też to, że każdy z nas obejmował stanowisko prezesa nie będąc wcześniej piłkarskim działaczem. Wnosiliśmy doświadczenia z zupełnie innych dziedzin.

Czy na poziomie drużyny też możemy wskazać podobieństwa?
Atmosfera w szatni też przypomina tę sprzed dziewięciu lat. Rzecznik prasowy klubu z tamtego okresu, Jarosław Zięba, stwierdził ostatnio, że piłkarze trenera Brede są tak samo bezczelnie pewni siebie. Czują, że są silni, więc nawet jeśli coś nie pójdzie po ich myśli, nadal wychodzą na boisko jak po swoje. Wyróżnia się też postać trenera. Dla Krzysztofa Bredego, tak jak wtedy dla Roberta Kasperczyka, to pierwszy tak duży sukces. Wokół obu szkoleniowców pojawiły w pewnym momencie wątpliwości, w tak zwanym środowisku niektórzy wątpili, czy podołają. Prezes Kłys postawił na Bredego pomimo tych głosów.

A jest coś, co w dzisiejszym Podbeskidziu podoba się panu bardziej?
Na pewno cieszy większa rola wychowanków w pierwszej drużynie. Jesienią wyróżniał się Konrad Sieracki, wiosną bardzo ważni byli Kacper Gach i Jakub Bieroński. To jest bardzo obiecujące.

Pod względem organizacyjnym czy infrastrukturalnym klub też wygląda dziś zupełnie inaczej.
To wręcz olbrzymi przeskok. Wtedy, ten pamiętny mecz z Sandecją, graliśmy z dostawionymi trybunami, bo zainteresowanie było dużo większe, niż pozwalała na to pojemność starego stadionu. Teraz gramy na nowoczesnym, ładnym obiekcie, o którym przyjezdni wypowiadają się w samych superlatywach. Dziewięć lat temu byliśmy sportowym chuliganem, który do ekstraklasy wchodził razem z wyważonymi drzwiami. Dziś Podbeskidzie ewidentnie pasuje do niej dużo bardziej, niż do pierwszej ligi.

Ale po drodze zdarzyły też trudne momenty. Jeszcze do niedawna finanse klubu staczały się po równi pochyłej.
Cztery lata temu, po spadku z ekstraklasy, nie zareagowano odpowiednio ani pod względem sportowym, ani finansowym. Klub zaczął się zadłużać, wdarł się chaos organizacyjny i personalny. To były dość ciężkie chwile. Ale w historii każdego klubu są dobre i złe momenty. Teraz mamy święto, ale pewnie jeszcze niejeden "pogrzeb" przeżyjemy, bo słabsze czasy się zdarzą i to jest nieuniknione. Mnie bardzo cieszy to, że nie odwrócili się od nas kibice. Po spadku z ekstraklasy słyszałem głosy, że mało kto będzie chciał przychodzić na stadion, a mimo tego, że w pierwszej lidze zajmowaliśmy przeciętne miejsca, średnia frekwencja została na podobnym poziomie. Udało się stworzyć coś trwałego. Dołączyliśmy do grona poważnych, stabilnych klubów w Polsce.

Podbeskidzie argumenty, by tym razem zostać w ekstraklasie na dłużej i walczyć o coś więcej, niż tylko utrzymanie?
Pamiętajmy, że to jest tylko sport. Gdy o włos nie znaleźliśmy się w grupie mistrzowskiej ekstraklasy, nikt by nie wymyślił, że siedem kolejek później spadniemy do pierwszej ligi. Tak, Podbeskidzie ma na pewno więcej argumentów niż dziewięć lat temu, ale przestrzegam przed przesadnym optymizmem. Drużyna ma silny trzon, ale będzie wymagała wzmocnień, bo ekstraklasa jest dużo bardziej wymagająca. Mam nadzieję, że w kadrze uda się zachować odpowiedni balans i nie będzie zaciągu legii cudzoziemskiej, jak to się dzieje w niektórych klubach z elity. My mamy w podstawowym składzie dziewięciu Polaków i jednego Polačka, i jeszcze tylko Marko Roginić jest z zagranicy. Mam nadzieję, że tak pozostanie, choć na pewno jacyś cudzoziemcy się pojawią. W ekstraklasie są oni po prostu tańsi.

Co jest dziś największym wyzwaniem dla Podbeskidzia?
Ewolucję w nowocześnie zarządzany klub trzeba domknąć inwestycją w młodzież. BBTS solidnie pracuje z talentami, widać to po ostatnim dopływie wychowanków do pierwszej drużyny czy ich obecnością w innych klubach na szczeblu centralnym. Potrzeba jednak przede wszystkim nowej, solidnej bazy treningowej z prawdziwego zdarzenia.

Doradza pan czasem prezesowi Kłysowi, czy ogranicza się już tylko do roli kibica?
Gdy ja zostawałem prezesem, często rozmawiałem z moim poprzednikiem, Jurkiem Wolasem, i korzystałem z jego rad. Bogdan Kłys jest moim przyjacielem i cieszę się, że też nie odciął się od przeszłości. Bardzo często rozmawialiśmy i mam nadzieję, że na tym jakoś skorzystał. Kilka decyzji podjął inaczej, niż zrobiłbym to ja, ale dobrze na tym wyszedł. My swoją przygodę przeżyliśmy dziewięć lat temu. Teraz to jest przygoda Bogdana Kłysa i jego zespołu. Podbeskidzie to dziś ich odpowiedzialność i ich sukces. Serdecznie im gratuluję.

Na początku wspominał pan, że dziś emocje nie są już tak wielkie, jak niespełna dekadę temu, ale po awansie choć jednej lampki szampana chyba pan nie odmówi?

Nie jestem aż tak zimnym, wyrachowanym typem, żeby na jednej lampce skończyć (śmiech). Powiem tak, na dzień po meczu do 12:00 odwołałem wszystkie swoje spotkania.

A Podbeskidziu pozostaje chyba tylko życzyć dłuższego i jeszcze bardziej udanego pobytu w ekstraklasie.
Oby były dłuższe, a przede wszystkim pełne emocji. Żebyśmy mieli w ekstraklasie dużo radości i przynosili dumę ludziom w naszym mieście i regionie. Klubem sportowym nie da się zarządzać jak fabryką, bo to jest fabryka marzeń. Produkujmy ich w Podbeskidziu jak najwięcej.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Zobacz koniecznie

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie