Kinga Paruzel o pracy i macierzyństwie: Nie zabraniam Jagnie jeść lizaka czy loda. Ale w sklepie woli rzucić się na jabłko

Aleksandra Szatan
Aleksandra Szatan
Kinga Paruzel to finalistka I polskiej edycji programu "Masterchef", pasjonatka zdrowej kuchni, autorka bloga i kilku książek kulinarnych. To także mama uroczej 2,5-letniej Jagny.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Kinga Paruzel to finalistka I polskiej edycji programu "Masterchef", pasjonatka zdrowej kuchni, autorka bloga i kilku książek kulinarnych. To także mama uroczej 2,5-letniej Jagny.Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE archiwum prywatne
Kinga Paruzel to finalistka I polskiej edycji programu "MasterChef", pasjonatka zdrowej kuchni, autorka bloga i kilku książek kulinarnych. To także mama 2,5-letniej Jagny, która jest jej oczkiem w głowie, choć Kinga przyznaje, że początek macierzyństwa nie był usłany różami. - Przez pierwsze 1,5 roku to był jeden wielki ryk i dostosowywanie się do nowej rzeczywistości, która nie była taką, o jakiej czyta się w kolorowych poradnikach. Nasze dziecko było wówczas niezwykle wymagające. Po tym czasie wszystko zaczęło się zmieniać. Wszyscy razem doszliśmy do porozumienia, Jagna bardzo się uspokoiła i teraz jest super – mówi.

Kinga Paruzel o byciu mamą

- Początek mojego macierzyństwa nie był kolorowy i usłany różami z dzieckiem słodko śpiącym w łóżku. Przez pierwsze 1,5 roku to był jeden wielki ryk i dostosowywanie się do nowej rzeczywistości, która nie była taką, o jakiej czyta się w kolorowych poradnikach. Nasze dziecko było wówczas niezwykle wymagające. Po tym czasie wszystko zaczęło się zmieniać. Wszyscy razem doszliśmy do porozumienia, Jagna bardzo się uspokoiła i teraz jest super – mówi Kinga Paruzel.

Pochodzi z rodziny, która z pokolenia na pokolenie, nieprzerwanie od 1929 roku, zajmuje się fotografią. Ona też. Rodowita tarnogórzanka, aktualnie mieszkająca w Zbrosławicach, wystąpiła w pierwszej edycji programu TVN "MasterChef", w którym zajęła drugie miejsce.

Jak kiedyś stwierdziła, stajnia i kuchnia to dwa miejsca, w których totalnie odpoczywa. Wielką miłość do koni zaszczepił w Kindze jej tata.

- Miałam chyba 5 lat, kiedy zaczęłam jeździć konno. Cała nasza rodzina jeździła na koniach. Jedni bardziej, inni mniej. Ja najbardziej w tym wytrwałam. Na początku to były jazdy rekreacyjne. Z czasem pojawiły się zawody – wspominała nam już kilka lat temu.

Okazje

Kinga nie ukrywa, że jeździectwo wyrobiło w niej dobre nawyki.

- To sport, który wymaga elegancji, czystości, dbałości i szacunku do zwierząt. Zawsze musiałam odrobić lekcje i wtedy dopiero mogłam jechać do stajni. To nauczyło mnie organizacji czasu. Lubię wszystko sobie zaplanować, wiedzieć co mnie czeka – podsumowała.

Jagna to wulkan energii. Wszędzie za nią biegamy

Konie pokochała też 2,5-letnia Jagna. Kinga nie kryje, że narodziny córeczki wywróciły jej świat do góry nogami.

– Nie sądziłam, że będzie tak trudno pogodzić pracę i macierzyństwo – podkreśla Kinga Paruzel. – Zgodzę się z tym, że normalną jest sytuacja, gdy dzieci płaczą, są wymagające. Ale też wiele osób potwierdzi, że przypadek Jagny był wyjątkowy, bo to dziecko, które nigdy nie spało w wózku, wiecznie płakało…. Do dzisiaj, kiedy widzę w sklepie, czy na spacerze, jakąś mamę wiozącą w wózku śpiące dziecko, to czuję wielki podziw - mówi.

Nie przeocz

– Tylko człowiek, który przeżył taki nieustający płacz dziecka zrozumie, o co chodzi. To było dla mnie skrajne wyczerpanie. Psychiczne i fizyczne. Ale jak po każdej burzy, wychodzi słońce, tak i tu sytuacja diametralnie zmieniła się po czasie. Teraz mamy bardzo wesołą Jagnę. Jest wulkanem energii, za którym nieustannie biegamy. Jest cudownie – podkreśla.

Kinga przyznaje, że kiedyś mogła pracować, kiedy tylko chciała. - Teraz wszystko jest podporządkowane pod nasze dziecko. Jagna dopiero od trzeciego roku życia pójdzie do przedszkola, pewnie wtedy pojawi się nieco więcej luzu – opowiada.

Może jednak liczyć na dodatkową pomoc, która w życiu jej rodziny pojawiła się przez przypadek.

- Myślę, że życie samo podkłada ludzi, którzy mają stanąć na twojej drodze. Kiedy Jagna nauczyła się chodzić, to będąc w sklepie lubiła wyskakiwać z różnych jego zakątków i „straszyć” ludzi. Ja biegałam za nią, by ją złapać i ogarnąć. Pewnego dnia wyskoczyła na jedną panią, na którą natrafiłyśmy również w kolejnym sklepie. Komentarz pani był krótki: „oj, mają państwo niezłego urwisa”. „Skąd może to wiedzieć?” - zapytał mój mąż, na co pani odparła, że niedawno przeszła na emeryturę, a była przedszkolanką. To mąż zapytał, czy chciałaby się zająć Jagną? W odpowiedzi usłyszał „czemu nie?” - zdradza Kinga.

- Od tamtego momentu to najukochańsza babcia Renia. Ona i dziadek Krzysiek to ludzie, którzy dali Jagience ogrom miłości. Opiekują się nią przez parę godzin w ciągu dnia. Mieszkają niedaleko nas, mają piękny dom, ogród z warzywniakiem, mają swoje kury i Jagna może dzięki temu doświadczać takiego życia, jakie my mieliśmy. Może iść do kury i chwycić to jajko lub pójść z babcią do ogródka, by zerwać kalafior do zupy. Jagna nie ma już niestety swoich dziadków, tak się życie poukładało, że ma teraz przyszywanego dziadka Krzysia. Oczywiście, jest też za płotem zawsze pomocna babcia Gosia, moja wspaniała teściowa - opowiada z uśmiechem Kinga.

Zdrowie jedzenie to pasja Kingi Paruzel, którą stara się też zaszczepić w swojej małej córeczce.

- Ja dalej gotuję tak samo. Czyli jemy bardzo mało mięsa, stawiamy na warzywa i owoce. Nasza Jagna jest dzieckiem, które je wszystko to, co my. Nie bawię się w to, że moje dziecko ma jeść mamałygę, a ja coś lepszego. Ona jest takim samym człowiekiem, ma prawo czegoś nie lubić i mieć ochotę na jakieś jedzenie. W tej kwestii to naprawdę złote dziecko, ona wręcz faworyzuje warzywa i owoce nad słodyczami, choć ma też do nich dostęp. Nie zabraniam jej jeść lizaka czy loda. Ale w sklepie woli rzucić się na jabłko niż na słodycze. Cieszę się bardzo, że na razie tak to działa – podkreśla Kinga.

Zawodowo dużo w życiu Kingi się dzieje, realizuje kolejne projekty i stopniowo stawia kolejne kroki do celu, jakim jest wymarzona restauracja. Buduje też swoją pozycję w sieci.

- Postawiłam na Instagram. To medium, które pozwala mi trafić do większej liczby osób. Blog cały czas, ale nie mam czasu, wrzucać na niego nowe przepisy, bo mam tak wiele pracy względem innych klientów. Cały czas współpracuję z Kuchnią Lidla, dla której tworzę przepisy – mówi Kinga.

Czas dla siebie? Odkąd urodziła się córeczka, nie było to łatwe.

- Dopiero kiedy Jagna skończyła dwa lata, to trochę sytuacja się zmieniła. Ja zawsze mówię, że jesteśmy dla siebie największą inwestycją. Staram się rozwijać. W tym roku postawiłam na naukę jazdy na rolkach, naukę gry w tenisa. Układam czas w ten sposób, aby dwa razy w tygodniu zaangażować się w te dyscypliny. Dodaje mi nowej motywacji i energii – podsumowuje Kinga Paruzel.

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Polacy łysieją. Coraz większy problem młodych mężczyzn.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie