MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Konfederacja chce być na Śląsku języczkiem u wagi. Michał Markiewka: "musi być wykonany audyt wszystkich aktualnych inwestycji"

Mateusz Czajka
Mateusz Czajka
Michał Markiewka - kandydat Konfederacji do Sejmiku Śląskiego w okręgu numer 2
Michał Markiewka - kandydat Konfederacji do Sejmiku Śląskiego w okręgu numer 2 Archiwum rozmówcy
Michał Markiewka - jedynka listy Konfederacji w okręgu katowickim wskazuje, że chce ona być swego rodzaju języczkiem u wagi w sejmiku śląskim. Wskazuje, że pierwsze, co trzeba zrobić w województwie, to wykonanie audytu. Mówi także, że rozwiązaniem problemów transportowych Katowic mogłaby być Katobana. Twierdzi, że w tym mieście "ekoterroryści" mają wpływ m.in. na niekorzystną politykę parkingową.

Polacy mniej więcej wiedzą, po co mamy wybory sejmu, po co na prezydenta miasta, rady gminy. Te ostatnie dotyczą miejscowości, gdzie żyją. Czy wybory do sejmiku wojewódzkiego są tak samo ważne? Na ile potrafią coś zmienić w życiu mieszkańców?

Nie mogę się wypowiadać w kontekście innych województw, natomiast w województwie śląskim na pewno tak. Proszę pamiętać, że bardzo wiele części (również Katowic) znajduje się w zarządzie wojewódzkim. Na przykład Park Śląski - teren należy do miasta Chorzowa, ale zarządza nim województwo. Szczególnie w naszej konurbacji gdzie na poziomie województwa decyduje się o tym, jak będą przebiegać główne szlaki komunikacyjne, jakie będzie dofinansowywanie poszczególnych gmin w zakresie realizacji zadań ogólnowojewódzkich. To także kwestia Kolei Śląskich, transportu masowego GZM. Liczę, że uda się doprowadzić do powstania metropolii.

Konfederacja duży nacisk w swoim programie kładzie na kwestie gospodarcze. Wymienił pan kilka kluczowych elementów dla funkcjonowania centrum województwa śląskiego. Jakie Pan widzi najważniejsze zadania dla sejmiku śląskiego?

Jesteśmy zwolennikami jak najmniejszej roli państwa w pewnych zakresach działań, oraz opowiadamy się za tym, żeby samorządy jak najmniej uczestniczyły w działalności firm i jak najmniej posiadały swoich. Dziś miasto ma podległe mu spółki zależne. Wygląda to tak, że straty pokazuje się jako straty całego społeczeństwa, a zyski są już partykularnych osób. To nie jest dobre rozwiązanie, ponieważ spółki należącej do miasta nie da się w żaden sposób skutecznie ukarać. Miasto nie będzie przecież karać samo siebie. Mandat wystawiony spółce miejskiej wprowadza pieniądze do miasta, nic innego jak przekładanie pieniędzy z kieszeni do kieszeni. Naszym zdaniem spółki obsługujące miasto powinny być całkowicie prywatnymi spółkami wyłonionymi w jawnych przetargach nie mających szczegółowych opisów wskazujących na jedną konkretną firmę. Wtedy będziemy w stanie od tych firm egzekwować prawidłowe działanie. Jeżeli ich działania nie będą prawidłowe, możemy domagać się kar finansowych.

Jak chce Pan to wprowadzić na poziomie wojewódzkim? Czy to nie jest w pewnej części domena parlamentu i ustroju lub samych miast?

Nie spodziewam się, że my jako Konfederacja będziemy mieć w Sejmiku powyżej 50 proc. Wtedy byłoby to proste, ale gdyby weszłyby choćby nasze jedynki sejmikowe, to w dzisiejszym układzie duopolu głównych partii politycznych, (PiS, a z drugiej strony KO z wszystkimi przydawkami typu Polska 2050, Lewica czy PSL) ta równowaga byłaby utrzymywana przez nas. To oznacza, że jest duża szansa by wiele naszych postulatów mogło być realizowanych, a jednocześnie my bylibyśmy w stanie popierać dobre postulaty pozostałych radnych z innych opcji politycznych, bo nigdy nie sprzeciwiamy się czemuś, co jest dobre i może dobrze społeczeństwu służyć.

Jakie konkretne projekty mają wzmocnić wolność gospodarczą na Śląsku i w Zagłębiu?

Zanim wniesiemy jakikolwiek projekt do województwa, musi być wykonany audyt wszystkich aktualnych inwestycji prowadzonych na tym poziomie. Audyt ich opłacalności, celowości i przydatności dla społeczeństwa. Dlaczego? Przede wszystkim naszym zadaniem jest nietworzenie deficytu budżetowego. To jest najgorsze, co nas może spotkać w tej chwili. Zadłużenie będzie powodowało wyłącznie wzrost kosztów obsługi długu województwa. Bądźmy szczerzy – w tej chwili jest bardzo wiele projektów uruchomionych za rządów PiS w swego rodzaju „trybie pozabudżetowym" z oczekiwaniem na aneksy i dofinansowania. Przy aktualnym bałaganie trudno powiedzieć, czy rozpoczęte i zatwierdzone inwestycje są dobre czy może szkodliwe.

Krótko mówiąc: zanim zaczniecie wydawać, chcecie zobaczyć, co macie w portfelu. Jaki pomysł konfederacja ma na przyszłość takich miast jak Świętochłowice, Ruda Śląska, Bytom. Nie ukrywajmy – jest tam sporo biednych, „kamienicznych" dzielnic. Gdy upadały kopalnie, górnicy dostali wysokie odprawy, ale ich nie zainwestowali.

Na poziomie samorządów regulacja wolności gospodarczej jest ograniczona. Wiele zależy od rządu – my możemy dokonywać drobnych korekt. Byłem mocno związany z Lipinami - obsługiwałem tam bardzo dużą firmę. Kiedy prowadziłem poprzednią kampanię samorządową rozmawiałem z ludźmi tam mieszkającymi. Byli w większości na zasiłkach. Mówili jedno - oni nie chcą tych zasiłków, oni by woleli robotę bo nie lubią tych wszystkich kontroli, kiedy do nich przychodzą urzędnicy. Oczywiście miejsc pracy nie było i nie ma z bardzo konkretnego powodu: z powodu ogólnopaństwowych regulacji, które dotyczą wszystkich pracujących, a zwyczajnie nie dotyczą na przykład osób przyjezdnych z zagranicy. To nie jest uczciwe w stosunku do własnych obywateli. Bardzo wiele osób, które w tej chwili nie pracuje, nie ma też kwalifikacji. Dziś z bardzo wysoką minimalną krajową nikt nie będzie chciał ich zatrudnić. Z drugiej strony hojnie sypie się pieniędzmi z MOPS jednocześnie upokarzając małych przedsiębiorców tonami niepotrzebnych przepisów, toteż mało który z nich chce cokolwiek robić, by nie wpaść w sidła biurokracji.

Urzędy pracy mają sporo różnego rodzaju ofert szkoleń i staży.

Kursy wykorzystywane są tylko po to, żeby przedłużać sobie okres na zasiłku.

Czyli jednak te osoby nie chcą pracować?

To nawet nie to, że nie chcą tylko, tylko, że te kursy są mało przydatne. Co oferują? Wózek widłowy. Co jeszcze?

Albo prawo jazdy. Branża potrzebuje jak gąbka wchłonąć sporą liczbę kierowców.

Oczywiście. Katowicki PKM ma problem z kierowcami. Nawet ogłoszenie, że zatrudnią kobiety do pracy nie przyniosły dobrego skutku. Dalej brakuje kierowców. Problem nie jest liczba kierowców, tylko to, z jakimi problemami ci kierowcy się borykają – np. z traktowaniem kierowców przez zarząd. Ostatnio była słynna to sprawa kierowcy, którego publicznie, w tym na mediach społecznościowych, zbluzgała pasażerka, a zarząd przeprosił za jego zachowanie, choć kierowca był bardzo uprzejmy i niczemu nie winien jak wykazały późniejsze publikacje. Druga sprawa dotyczy odpowiedzialności kierowców za pojazdy. Kiedy na weekend do pracy przychodzą osoby wynajęte przez firmy zewnętrzne, to nie mają żadnej odpowiedzialności za pojazdy, a autobus niestety nie jest tanim sprzętem. Stali kierowcy bardzo często są obciążani za uszkodzenia powstały, gdy jeździł ktoś inny.

Skoro naturalnie przeszliśmy do transportu to z punktu widzenia województwa, które inwestycje trzeba jak najprędzej przyspieszyć, rozwinąć, czy w ogóle zacząć?

Jeden z głównych punktów programu naszego komitetu wyborczego w województwie śląskim dotyczy transportu. Dziś jest on coraz bardziej ograniczany. Są próby wprowadzania stref czystego transportu, w Katowicach jest ta nieszczęsna „słupkoza". Miasto zlikwidowało trzy tysiące miejsc parkingowych – stwierdziło, że za dużo i teraz trzeba teraz pięćset miejsc przywrócić. Należy przywrócić je wszystkie! Nie ma najmniejszego sensu to, co robi w tej chwili miasto, a robi tylko dlatego, że jest oblegane zewsząd przez ekoterrorystów. Radni miejscy, żeby mieć spokój i "robić swoje" zgadzają się na to, co proponują ci ekoterroryści. Katowice (choć także zapewne i inne miasta) muszą przebudować cały układ komunikacyjny - począwszy od komunikacji miejskiej poprzez drogi dla samochodów oraz rowerów. Ścieżki rowerowe dzisiaj zaczynają się i kończą w nicości. One muszą być zintegrowane z ulicami, dzięki czemu będziemy w stanie normalnie utrzymywać je w czystości – nie mają być częścią chodników.

A kwestia tzw. „wielkich inwestycji"?

W naszym projekcie jest również coś, co nazywaliśmy „KatoBaną". To kolej krążąca wokół Katowic, przejeżdżająca między innymi przez Szopienice, Janów, Nikiszowiec, Kolonię Wysockiego (Korea), Giszowiec, Muchowiec, Ochojec i Ligotę. Dojechanie na świąteczny targ na Nikiszowcu graniczy z cudem – zaparkowanie także. Ten ruch można by rozładować właśnie poprzez tzw. kolej okrężną, opisaną powyżej. Wystarczy dobudować dosłownie 400-600m torowiska na odcinku Szopienice-Janów po istniejącym nasypie kolejowym. Inną taka inwestycją może być przedłużenie DTŚ od ulicy Bagiennej do Obrzeżnej Zachodniej obiecywanej już od dawien dawna na terenie Mysłowic - mocne odciążenie zakorkowanych ulic w dzielnicy Janów.

Wróćmy do wspomnianych „ekoterrorystów". Jednym ze szczególnych miejsc dla Śląska jest Park Śląski, o którym mówił Pan wcześniej. Czy nazwałby pan tych społeczników i mieszkańców, którzy sprzeciwiali się budowie osiedli na terenie dawnego OPT za ekoterrorystów? Ostatnio mamy sporo inicjatyw lokalnych związanych ze sprzeciwem wobec działań deweloperów. Jeden z ważniejszych to te dotyczące np. Burowca, czy zgody na wjazd ciężkiego sprzętu na Żabie Doły w celu rozebrania nasypów i pobrania kruszywa.

Jeśli chodzi o Park Śląski, to jest to moja miłość. Urodziłem się prawie że na granicy parku, przez spory kawałek życia przemierzałem go wzdłuż i wszerz. Park od tych 50 lat, czyli tyle, ile go znam prawie się nie zmienia. Teraz ruszyła dopiero inwestycja przebudowy kanału regatowego. Na pewno musi zostać podjęta uchwała na poziomie wojewódzkim, że w granicach parku nie mogą być sprzedawane żadne działki deweloperskie. Mamy poza parkiem całe mnóstwo miejsca. Nie powinna być również zmieniana funkcjonalność poszczególnych części parku. Teren OPT miał typowo cele wystawiennicze i takie powinny pozostać. To jest fantastyczny teren na wszelkie wystawy. Żabie Doły to zupełnie inny temat. Wspaniałe miejsce poprzemysłowe odzyskane przez naturę. Nie, nie powinniśmy tego miejsca ruszać. Jest to niestety teren prywatny. Dlatego najlepszym wyjściem było by zaproponowanie właścicielowi zamianę na inny, równie wartościowy teren, natomiast Żabie Doły pozostawić naturze i mieszkańcom.

Nie samą gospodarką człowiek żyje. Niedawno przez Polskę przetoczyła się fala dyskusji o kulturze śląskiej. Jak pan patrzy na rolę kultury w kontekście wyborów i decyzji na poziomie samorządowym.

Wyciągnięcie w tej chwili ustawy o języku śląskim jest niczym innym, jak próbą przypodobania się wyborcom. To nie jest przecież pierwszy raz, kiedy kandydaci wyciągają takie postulaty. Donald Tusk wiele lat temu twierdził, że będzie walczył o Śląsk i żeby język śląski był nauczany na Śląsku. Gdy tylko PO po raz pierwszy dostało władzę w swoje ręce zostawili nas na pastwę losu. Niestety to samo zrobiło PiS. Zawsze przed wyborami wyciągają śląskość, język Śląski, gwarę śląską, obiecując dużo, a potem nie robiąc nic. Tutaj najlepszym przykładem jest nasz europoseł Kohut, któremu właśnie kończy się kadencja i nagle znów walczy o język śląski. Jedyne, co zrobił dla Śląska w PE, to żeby Ślązaków nie było stać na życie dzięki Zielonemu Ładowi i innym ekoterrorystycznym programom.

Tyle o przeciwnikach politycznych. Jakie są jednak pana poglądy w tej sprawie.

Śląsk ma swoją kulturę od wielu, wielu lat. Jest dobrze pielęgnowana, jest sporo instytucji kultury i one są dobrze prowadzone. Urząd miasta, jeśli się na to zdecyduje, to ma również obsługę w języku śląskim. Mogą być również tablice z podwójnymi nazwami. Kultura Śląska dobrze pielęgnowana może być tylko na poziomie prywatnym...

... pozwolę sobie przerwać. Mówi pan, przecież, że kultura dobrze funkcjonuje, a jednak większość podmiotów to podmioty miejskie bądź to z udziałem sejmiku.

Czy jest pan dzisiaj w stanie pokazać jakąkolwiek dziedzinę życia publicznego trochę bardziej rozwiniętą, gdzie da się coś zrobić bez udziału miasta, albo województwa? Nie znajdzie pan dlatego, że wszystko, co jest na poziomie publicznym i jest rozwinięte, jest obwarowane dosyć dużą liczbą przepisów. Te sprawy wymagają i dużego wsparcia finansowego, i dużego wsparcia prawnego. Ja bym wolał, żeby dzieci uczyły się śląskiego na tajnych kompletach niż w szkole. Wie pan dlaczego? Bo w szkole one go znienawidzą. Wraz ze znajomymi od lat mamy takie nasze małe „stowarzyszenie". Co roku jedziemy na Mazury i mówimy wyłącznie po Śląsku. Ludzie, którzy nie są Ślązakami i przyjeżdżają do nas już po tygodniu sami zaczynają nieświadomie „godać". Śląskość to nie jest język w szkole, ani ustawa o języku śląskim. Śląskość znajduje się w sercu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Eurowybory 2024. Najważniejsze "jedynki" na listach

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera