Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Król Podbeskidzia został zamordowany strzałem w plecy. Dzisiaj przypada 76. rocznica śmierci mjr. Henryka Flame, ps. Bartek

Jacek Drost
Jacek Drost
Mjr Henryk Flame, ps. Bartek po amnestii w 1947 roku
Mjr Henryk Flame, ps. Bartek po amnestii w 1947 roku IPN
Dzisiaj mija 76 lat od śmierci mjr. Henryka Flamego, ps. „Bartek”, dowódcy największego zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych w Beskidach. Zginął w skrytobójczym zamachu.

Czas śmierci

Był poniedziałek 1 grudnia 1947 roku. Po południu 29-letni Henryk Flame ps. „Bartek”, pilot Wojska Polskiego, oficer Narodowych Sił Zbrojnych, komendant zgrupowania oddziałów leśnych Okręgu VII Śląskiego NSZ, odwiedził znajomego w warsztacie - zamówił u niego drzwi do kościoła św. Katarzyny.

Po godz. 18 wspólnie poszli na piwo. Najpierw odwiedzili jeden lokal, następnie przenieśli się do baru U Czyloka w Zabrzegu (później znanego jako bar Pod Zaporą, a obecnie funkcjonującego pod nazwą Kredensik).

Biesiadowali tam już funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Jeden z nich - Rudolf Dadak - zaczepił Flamego, pytając czy pamięta go z 1944 r. „Bartek” nie kojarzył człowieka, ale odparł, że jeśli był w partyzantce, to pewnie razem walczyli przeciwko okupantowi. Między mężczyznami zaiskrzyło.

Około godz. 23 w barze padł strzał. Jeden. Oddał go Rudolf Dadak, który z bliskiej odległości strzelił „Bartkowi” w plecy. Flame osunął się z krzesła na podłogę, wokół niego powstała kałuża krwi. Kula przeszła tuż obok kręgosłupa. „Bartek” zmarł na miejscu.

Czas walki

Urodzony we Frysztacie na Zaolziu Henryk Flame (w 1919 r. wraz z rodzicami przeprowadził się do Czechowic-Dziedzic) jako pilot 123. eskadry myśliwskiej brał udział w wojnie obronnej w 1939 roku - walczył z Niemcami, z Sowietami, zaliczył internowanie na Węgry, skąd w 1940 r. wrócił do okupowanego kraju, by oddać się działalności konspiracyjnej w założonej przez siebie organizacji HAK podległej Armii Krajowej.

Zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi uciekł na przełomie 1943 i 1944 r. do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki. Zauważony przez dowództwo NSZ, otrzymał propozycję wejścia w szeregi tej organizacji. Z propozycji skorzystał - w październiku 1944 r. został zaprzysiężony na żołnierza NSZ. Po wejściu Armii Czerwonej do Polski, realizując zalecenia dowództwa NSZ, ujawnił się wraz z odziałem, ale niedługo później znowu uciekł ze swoimi ludźmi do lasu.
Przyjął pseudonim „Bartek” i od maja 1945 do lutego 1947 r. stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność w szczytowym okresie wynosiła ponad 300 dobrze uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy.

Zgrupowanie przeprowadziło około 340 akcji zbrojnych. Ukoronowaniem tych działań były wydarzenia w Wiśle 3 maja 1946 r., gdzie na oczach sterroryzowanych komunistów odbyła się defilada w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było ewenementem w państwach „władzy ludowej”.

Parada była dla władzy szokiem. Takie rzeczy nie mogły „Bartkowi”, zwanemu także „Królem Podbeskidzia”, ujść na sucho. Do likwidacji zgrupowania UB posłużyło się grą operacyjną. We wrześniu 1946 r., w ramach operacji „Lawina”, w trzech transportach przewieziono na Śląsk Opolski i tam zamordowano ponad 100 podkomendnych „Bartka”.
Sam kpt. Flame ujawnił się w marcu 1947 r. w ramach ogłoszonej przez komunistów amnestii. Kilka miesięcy później zginął w skrytobójczym zamachu w Zabrzegu.

Zabójcą był miejscowy milicjant Rudolf Dadak. Pytany podczas śledztwa, dlaczego zabił Flamego, stwierdził, że nie mógł znieść, by wrogowie demokracji, którzy niedawno strzelali do milicjantów, chodzili bezkarnie. Według jednej z wersji, Dadak zemścił się w ten sposób za śmierć swojego brata, również milicjanta, który zginął z rąk ludzi Flamego. Inna mówi, że działał na zlecenie UB. Podczas śledztwa stwierdzono u niego chorobę psychiczną, trafił do zakładu psychiatrycznego w Branicach pod Głubczycami. Nie był tam długo. Po wyjściu z psychiatryka wrócił do pracy w milicji. W latach 60. ub. wieku Dadak zginął pod kołami pociągu...

Czas pamięci

Henryk Flame spoczął na cmentarzu w Czechowicach. Co roku na jego grobie przedstawiciele NSZ w rocznicę śmierci składają kwiaty. Tak też będzie zapewne dzisiaj.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera