Likwidacja tramwajów to kompromitacja KZK GOP

Jakub Halor
ARC
Po nieprzemyślanej decyzji władz Chorzowa nie pojedziemy już dwunastką na Euro 2012

Wymuszona przez władze Chorzowa decyzja o likwidacji linii tramwajowej nr 12 może okazać się największą kompromitacją w dotychczasowej historii Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego (KZK GOP). W sylwestrową noc 2008 roku do historii ma przejść linia, będąca najpopularniejszym i najszybszym połączeniem komunikacyjnym Chorzowa i Siemianowic, a przy tym obsługująca zaplecze Stadionu Śląskiego, który aspiruje do roli jednej z aren Euro 2012.

Gdy ludzie zastanawiają się, dlaczego strzelamy sobie "samobója", prezydent Chorzowa odpowiada z rozbrajającą szczerością: "Puści się dwa dodatkowe autobusy i problem jak gdyby z głowy". Tragifarsa ta ma miejsce w dniach, kiedy Chorzów (w którym nawiasem mówiąc zbudowano większość tramwajów jeżdżących w Polsce) powinien w blasku fajerwerków świętować 110-lecie elektrycznej komunikacji tramwajowej i otwierać nowe przystanki przy modernizowanych liniach.

Miasta śląskie tracą

Niektórzy śląscy samorządowcy często tłumaczą mieszkańcom regionu, protestującym przeciwko likwidacji kolejnych linii tramwajowych, że komunikacja ta jest prawie dwa razy droższa w utrzymaniu od autobusowej. Przemilczają jednak fakt, że przychody z linii tramwajowej są dwukrotnie większe niż z linii autobusowej, zużycie energii przez pojazd dwukrotnie niższe i nie istnieje problem emisji spalin.

Koszt przewiezienia pasażera tramwajem jest z reguły niższy niż przewiezienia autobusem; w polskich miastach średnio o 10-30 proc., nie licząc kosztów zewnętrznych, czyli tych, które wynikają z negatywnego wpływu pojazdów na otoczenie.

Dzięki temu na komunikacji tramwajowej miasta zyskują i nie boją się w nią inwestować, bo efektywny transport przyczynia się do ich rozwoju.

We wszystkich aglomeracjach Polski w ostatnim czasie zbudowano nowe trasy tramwajowe i wyremontowano istniejące: w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie... Tylko nie na Śląsku.

W KZK GOP zapomniano, że warunkiem niezbędnym do tego, by komunikacja miejska była atrakcyjną alternatywą dla samochodu, jest jej wysoka jakość. Nie ułożono sieci połączeń tak, by system szynowy nie był dublowany liniami autobusowymi, nie stworzono punktów przesiadkowych i nie zintegrowano rozkładów jazdy. Regularnie natomiast podnoszone są ceny biletów, bez zważania na to, że spada liczba pasażerów, a wpływy nie wzrastają. Wzrasta za to zatłoczenie dróg samochodami, a w konsekwencji coraz mniej efektywnie pracują zatrzymywane w korkach autobusy.

Działalności tej towarzyszy demontaż systemu tramwajowego aglomeracji górnośląskiej, który stanowił w XX wieku ostoję lokalnego transportu, przewożąc ponad 50 proc. pasażerów.

Od 2000 roku KZK GOP dyktuje sposób obsługi linii komunikacyjnych i opłaca ich funkcjonowanie. Finansowanie ruchu tramwajów, które wcześniej pracowały na własny rachunek, wspomagane państwową dotacją, zależy obecnie niepodzielnie od łaski lub niełaski władz związku.

Wszystko wbrew logice

W transporcie obowiązuje prosta zasada: im więcej przewozów, tym mniejszy koszt jednostkowy przewozu. Zjawisko to szczególnie uwypukla się w szynowej trakcji elektrycznej, gdzie tylko 30 proc. kosztu przewozów wynika z ruchu liniowego. Resztę stanowią narzuty stałe: kosztów administracyjnych, prowadzenia gospodarki remontowej, utrzymania infrastruktury. Spadek przewozów powoduje, że koszty stałe muszą rozłożyć się na mniejszą liczbę tramwajów w ruchu, a ich jednostkowa eksploatacja staje się coraz droższa.

Niestety, wbrew tej logice w latach 2000-2006 KZK GOP ograniczył przewozy śląskich tramwajów aż o 26 proc. Dokonano tego, redukując długość składów, zatem zatrudnienie motorniczych musiało pozostać na stałym poziomie, a pasażerowie musieli upchnąć się w "solówkach" lub poszukać innego środka transportu. Przedsiębiorstwo tramwajowe, balansując na krawędzi bankructwa, próbowało więc oszczędzać na utrzymaniu wagonów i infrastruktury. Zlikwidowało linie nr 8 i 25. Tramwaje Śląskie zdołały jednak w 2006 r. uruchomić plan naprawczy.

W rok później KZK GOP został właścicielem tramwajowej spółki, a prezydenci największych śląskich miast, będący zarazem członkami zarządu KZK GOP, zasiedli w jej radzie nadzorczej.

Efekt? Zamiast sensownej polityki komunikacyjnej mamy zapowiedzi likwidacji kolejnych linii tramwajowych. Rzecz w tym, że wszystkie gminy tworzące związek powinny wspólnie zadbać o efektywne wykorzystanie infrastruktury szynowej i jej rozwój.

Opłakane efekty

Likwidacja linii nr 12, ważnego połączenia w spójnej sieci, spowoduje, zgodnie z rachunkiem ekonomicznym, że dodatkowe koszty stałe rozłożą się na pozostałe gminy korzystające z usług KZK GOP. One będą musiały dopłacić, a tylko Chorzów zyska, pozbywając się "kłopotu".

Przypomina to zachowanie mieszkańców zabudowy szeregowej, którzy chcąc ograniczyć własne opłaty za wywóz śmieci, wyrzucają je nocą za płot do sąsiada.
Koszt przewiezienia pasażera KZK GOP w 2007 roku był - zgodnie z krajowymi trendami - niższy w komunikacji tramwajowej (94 gr) niż w autobusowej (98 gr). Mowa o rachunku z najbardziej niekorzystnego dla komunikacji szynowej punktu widzenia, czyli bez uwzględnienia kosztów infrastruktury drogowo-przystankowej, dotacji miejskich w postaci podnoszenia kapitału zakładowego spółek autobusowych, bez kosztów emisji zanieczyszczeń (faktyczny koszt przejazdu autobusem z punktu widzenia społeczności lokalnej można szacować na ponad 1,30 zł).

Jeśli mimo to zarząd KZK GOP będzie próbował znów oszczędzić na zastępowaniu linii tramwajowych autobusami, efekty będą opłakane.

Przeznaczona do likwidacji linia tramwajowa nr 12 w rankingach efektywności ostatnio nie błyszczała, choć o tragedii nie było mowy. Z jednego kursu korzystało średnio ok. 30 pasażerów (w takiej średniej uwzględniamy wszystkie kursy tygodnia, od niemal pustych, nocnych, po pełne w szczycie), co nie jest wartością niską na liczącej tylko 6 km trasie. Gdyby każdy pasażer tramwaju nr 12 w 2007 roku wrzucał motorniczemu 1,50 zł do kapelusza, a motorniczy oddawał zebrane pieniądze KZK GOP (ok. 45 zł za każdy kurs), miasta nie tylko nie musiałyby dopłacać ani grosza do funkcjonowania tej linii, ale przynosiłaby ona niewielki zysk.

Nasze drogie autobusy

O tym, ile dokładnie statystyczny pasażer dwunastki płacił za przejazd nigdy się nie dowiemy, bo takimi informacjami KZK GOP nie dysponuje.

Na pewno jednak prywatni właściciele busików już zacierają ręce, bo zarobią na trasie linii 12, skoro powołany przez miasta i zatrudniający specjalistów związek komunikacyjny tego nie potrafi. Kuriozalną uchwałę, w której zasugerowano mikrobus jako optymalny sposób obsługi linii nr 12, chorzowska Rada Miejska podjęła już przed kilku laty. Pasażerów dwunastki mogłoby być więcej, gdyby nie linie autobusowe 663, 664, 665. Zamiast uzupełniać ofertę linii tramwajowej, autobusy jeżdżą wzdłuż torowiska i przejmują część pasażerów tramwaju. Gdyby wytyczyć te linie inaczej i zsynchronizować rozkłady jazdy, można by podnieść znacząco wykorzystanie zarówno tramwaju, jak i autobusów.
Układ linii autobusowych KZK GOP z biegiem lat nabrał wyglądu spaghetti. Niepotrzebnie wydłuża to czas podróży pasażerów i stwarza pozory wykorzystania pojazdów, co nie ma jednak przełożenia na przychody z biletów.

Zatłoczony autobus jest na Śląsku mniej efektywny od tramwaju wiozącego kilkanaście osób! W 2007 roku śląskie miasta finansowały grubo ponad setkę nierentownych linii autobusowych i nic nie zapowiada, by którąś z nich miano zlikwidować w poszukiwaniu oszczędności.

Piosenka dla prezydenta

Czas najwyższy, by KZK GOP zawrócił z drogi na manowce, którą konsekwentnie podąża, próbując zastąpić wydajną komunikację szynową pozornie tańszymi autobusami. Trzeba zmienić politykę transportową. Nie pomogą kolejne wydumane strategie i opracowania renomowanych firm konsulting- owych, gdy brak jest metodycznej pracy od podstaw. Potrzebna jest przede wszystkim weryfikacja siatki połączeń, synchronizacja rozkładów jazdy i stworzenie węzłów przesiadkowych, wówczas może zaczną się odnajdywać pieniądze, których tak brakuje po stronie przychodów KZK GOP.

Entuzjazm chorzowskiego prezydenta do "szczególnego" rozwiązywania problemów komunikacyjnych może ostudzą wyborcy, gdy przyjdzie pora rozliczenia zarządu miasta z jego dorobku. Zamiana tramwaju jadącego z Chorzowa do Siemianowic w kwadrans, na zimny, cuchnący spalinami autobus, pokonujący wydłużoną trasę w pół godziny, nie jest dla nikogo korzystna.

Linia tramwajowa to przy tym niezbywalny element własnej małej ojczyzny, który służył naszym dziadkom i ojcom, a w przyszłości powinien służyć dzieciom i wnukom. W wigilijny wieczór władzom Chorzowa warto więc zadedykować utwór zespołu Universe:

Choć chciałbym mieć więcej niż mam
Choć żal mi, że drwią z nas gdzieś tam
To widząc z dwunastki
Mój krajcok, mój dom
Mam pewność - nie ruszę się stąd!

Może jednak prezydent Chorzowa, Marek Kopel, spróbuje przez święta jeszcze raz przemyśleć podjętą wcześniej, szkodliwą dla mieszkańców i środowiska decyzję.

Jakub Halor jest siemianowiczaninem, absolwentem Akademii Ekonomicznej im. Karola Adamieckiego w Katowicach, a obecnie doktorantem w Katedrze Transportu tej uczelni. Zajmuje się naukowo efektywnością transportu szynowego w aglomeracji śląskiej.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Miki

Niestety, poszło tak, jak napisał autor. Minęło 5 lat, zniknął tramwaj z Gliwic, płacimy za komunikację coraz więcej. Prezydent Kopel wyleciał ze stanowiska, ale znalazł zatrudnienie w... KZK GOP. Jak w ruskiej komedii, tylko ze smutnym zakończeniem.

Dodaj ogłoszenie