Ogłosisz upadłość tylko raz na dziesięć lat

Beata Sypuła
fot. Materiały prasowe
Ustawa o upadłości konsumenckiej nie jest prawem dla każdego, kto tylko ma długi. Z mec. Mirosławą Szakun, ekspertem Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w pracach nad projektem ustawy o upadłości konsumenckiej, rozmawia Beata Sypuła

Od 1 kwietnia ludzie, których przygniata ciężar długów, mogą się od nich uwolnić. Czy jednak wszyscy będą mogli skorzystać z długo oczekiwanej ustawy o upadłości konsumenckiej?

Nie wszyscy. Jedynie ci, którzy popadli w długi w wyjątkowych i nie-zależnych od siebie okolicznościach, np. ciężko zachorowali lub poważna choroba zdarzyła się w ich rodzinie, utracili pracę nie ze swej winy ani nie odeszli z niej za porozumieniem z pracodawcą, stracili mienie w wyniku takich nieszczęść, jak pożar albo kradzież.

Od czego trzeba zacząć?

Należy złożyć wniosek w sądzie, w którym znajduje się wydział dla spraw upadłościowych. Siedziby sądów wskazane są w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości. Starający się o ogłoszenie upadłości będą musieli przekonać sąd o splocie wyjątkowych i niezależnych od nich okoliczności, które spowodowały zadłużenie i uniemożliwiły jego spłatę.

Trzeba do takiego sądu dotrzeć, co oznacza koszty. Czy to jedyne wydatki?

Złożenie wniosku oznacza konieczność wniesienia opłaty w wysokości 200 zł.

Czyli żeby upaść, trzeba mieć pieniądze... Składamy zatem wniosek w sądzie i co dalej?

Sąd zbada sprawę dość szybko. Co prawda ustawa nie mówi, w jakim czasie ma się to stać, ale rozpoznanie wniosku o upadłość nie powinno ciągnąć się latami. Jeśli wniosek zostanie oddalony, bo sąd uzna, że nie podlegamy ustawie lub nie spełniamy warunków do ogłoszenia upadłości, mamy nadal dotychczasowe problemy z długami i wierzycielami. Jeśli jednak wniosek zostanie przyjęty i rozpatrzony pozytywnie, sąd wyda postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Obwieszczenie o tym zostanie wywieszone w sądzie, ukaże się także w dzienniku ogólnopolskim.

Pani uczestniczyła w pracach legislacyjnych i zauważyła jako jedyna, że kłopot z upadłością będą mieli małżonkowie. Dlaczego?

Jeśli na podstawie tej ustawy małżonkowie będą chcieli w tym samym czasie rozwiązać problem swej niewypłacalności, muszą złożyć dwa odrębne wnioski i poddać je rozpatrzeniu. Do tego oczywiście potrzeba dwóch opłat etc. Nie będzie innego wyjścia. Złożenie wniosku przez jednego z małżonków może nie doprowadzić do rozwiązania problemów gospodarstwa domowego, gdyż za wiele zobowiązań małżonkowie odpowiadają solidarnie i pozostaną te same problemy ze spłatą długów, tylko w trochę mniejszej skali. Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych próbowała podnieść tę kwestię w czasie prac nad ustawą, ale nie udało się wprowadzić zmian.
Jeśli sąd obwieści naszą upadłość, czy to zakończy nasze problemy ze ścigającymi nas wierzycielami?

To dopiero początek naszej pracy nad ich zaspokojeniem. Sąd powoła syndyka, który zajmie się likwidacją naszego mienia. Ustawa wprowadza bowiem upadłość o charakterze likwidacyjnym. Syndyk ustali masę upadłościową, czyli spisze cały nasz majątek i wystawi go na sprzedaż. Możemy też za zgodą sądu znaleźć na niego kupców sami. Ponieważ sąd ustali listę wierzycieli i wierzytelności, będą one spłacane ze sprzedanego mienia.

Według jakiej kolejności?

Ze sprzedaży przedmiotów, na których było ustanowione zabezpieczenie rzeczowe. Najpierw pieniądze dostaną ci, na których rzecz było ono ustanowione, np. banki, które posiadały zastaw na samochodzie lub hipotekę na mieszkaniu. Potem kolejni wierzyciele, przy czym pierwszeństwo mają tzw. daniny publiczne, czyli zobowiązania wobec państwa, np. podatki. Na końcu zostaną zaspokojeni inni wierzyciele.

Gdy syndyk wyprzeda całe nasze mienie, co mamy począć?

Dostaniemy od niego pieniądze na wynajęcie mieszkania w wysokości 12-krotności przeciętnego czynszu. Chodzi o to, by w tym czasie człowiek nie stał się bezdomnym i by mógł zacząć nowe życie. Ponieważ sprzedaż mieszkania czy domu potrwa nawet parę miesięcy, syndyk może przyznać zaliczkę na poczet kwoty na czynsz. Z niej opłacimy wynajęcie lokalu.

A jeśli nie mamy praw własności do mieszkania?

Niezależnie od tego, czy mamy, czy nie mamy własnościowego mieszkania lub domu, syndyk wyprzedaje nasze mienie i zaspokaja wierzycieli. Jeśli kwota uzyskana ze spieniężenia naszego majątku będzie mniejsza niż wynoszą długi, sąd ustali plan spłaty. Określi, w jakich kwotach i w jakim czasie (nie dłuższym niż 5 lat) będziemy spłacać wierzycielom długi niezaspokojone i jaka kwota naszych długów będzie umorzona. Długi umorzone przestaną istnieć. Dlatego uważam, że upadłość nie będzie dla każdego.

Komu by ją pani doradzała?

Będzie dobrym rozwiązaniem dla dwóch grup ludzi. Pierwsza to ci, którzy mieszkają w lokalu komunalnym, nie mają własnego mieszkania, a ich zadłużenie jest niewielkie obiektywnie, ale znaczące dla dłużnika, rzędu 15 tys. zł, bo oni stracą niewiele dorobku życiowego i mogą go odbudować po umorzeniu części długów. Druga grupa to posiadacze mieszkań kupionych za kredyt hipoteczny, zwłaszcza denominowany we frankach szwajcarskich. Przy niedawnym kursie franka dług urósł, a mieszkanie straciło dawną rynkową wartość. W dodatku samochód kupiony kilka lat temu na kredyt zestarzał się i jest mniej wart niż niegdysiejszy kredyt do spłacenia. Do tego urosły długi na kartach kredytowych... Wyjściem przy długach przekraczających kilkaset tysięcy złotych mogłaby więc być upadłość konsumencka. Jeśli zabraknie aktywów na spłatę wierzytelności, to po wykonaniu przez upadłego planu spłaty wierzycieli, sąd może umorzyć pozostałą kwotę.

A co pani radzi tym, których majątek jest większy niż długi?

W mojej opinii, upadłość konsumencka nie jest dla nich. Oni raczej powinni sami sprzedać mienie, spłacić wierzycieli, zachować resztę pieniędzy i nie podlegać obowiązkom, jakie wobec prawa będzie miał upadły w trakcie postępowania upadłościowego.

Jak długo może trwać cała ta procedura z planem spłaty?

Ustawa pozwala, by plan spłaty trwał nawet do 5 lat. Przestrzegam jednak przed przekonywaniem sądu, że damy radę spłacić wierzycieli (w zakresie ustalonym planem spłaty) w 3 lata. Jeśli tego nie wykonamy, sąd umorzy postępowanie. Nasze mienie zostało jednak już przez syndyka sprzedane, a długi, przynajmniej w części, pozostaną nam i nie będą umorzone. Wrócimy więc do punktu wyjścia, tyle że już bez trwałego majątku.

A jeśli poprawi nam się w tym czasie sytuacja materialna?

Sąd może zmienić plan spłaty. Nie będzie karał za przedsiębiorczość. Przy wyższej pensji osiągniętej dzięki naszemu wysiłkowi plan spłaty się nie zmieni, ale może tak się stać po otrzymaniu przez nas spadku lub wygranej w lotto.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie