Piotr Beczała: Akademii Muzycznej w Katowicach mogą nam zazdrościć metropolie na całym świecie. Rozmowa ze słynnym tenorem

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
Fot. Karolina Sałajczyk
Udostępnij:
Rozmowa z Piotrem Beczałą, wybitnym tenorem lirycznym, solistą operowym o międzynarodowej sławie. Śpiewak pochodzący z Czechowic-Dziedzic otrzymał 17 maja br. tytuł doktora honoris causa Akademii Muzycznej w Katowicach

Mogłoby się wydawać, że artysta, który wielokrotnie stał na największych, najsłynniejszych scenach operowych całego świata i przeżył ogromne emocje, jest już do nich przyzwyczajony. Tymczasem odbierając tytuł doktora honoris causa, przyznany przez swoją Alma Mater - Akademię Muzyczną im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, wzrusza się tak, że wszyscy widzą to na jego twarzy. Nie jest w stanie tego ukryć!

Tak, to prawda. Wzruszony i zaskoczony, bardzo przejęty tą sytuacją. To z pewnością wyjątkowy wieczór dla mnie, ale i wymagający. Dopiero co przyleciałem z Ameryki Południowej, więc walczyłem z jet lag, a śpiewałem jeszcze krótki recital przed uroczystością. Byłem ogromnie ciekawy, jak będzie wyglądało to wydarzenie. Zastanawiałem się, czy wystąpię w prywatnej odzieży, czy może w stroju ceremonialnym, czyli w todze z peleryną i biretem. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie organizacja uroczystości pod kierunkiem profesor dr hab. Ewy Biegas, dziekan Wydziału Wokalno-Aktorskiego, oraz prodziekan dr hab. Katarzyny Makowskiej. Cieszyłem się ceremonią, zwłaszcza, że nie brakowało na niej niespodzianek, a profesor Jan Ballarin wygłosił przepiękną laudację.

Oprawa artystyczna w Pana przygotowaniu wzbudziła zachwyt, a repertuar był nie tylko piękny, ale i... odważny, jak na obecne czasy. Zaśpiewał Pan m.in. pieśń Sergiusza Rachmaninowa „Wiosenne wody” w oryginalnej, rosyjskiej wersji językowej. Czyli, jak sam Pan powiedział, w języku, który nie jest obecnie popularny. Oczywiście przyczyną jest wojna i napaść Rosji na Ukrainę.

Sytuacja jest bardzo krytyczna i doskonale rozumiem ten ogólny bojkot muzyki czy literatury rosyjskiej. Uważam jednak, że kompozytorzy, których repertuar śpiewam, pisali muzykę w założeniu światową, która nie ma nic wspólnego z tzw. imperializmem rosyjskim. Dlatego ważne jest, by z niej nie rezygnować, bo to woda na młyn propagandy rosyjskiej, która „czuje się skrzywdzona”. Z drugiej strony akceptuję to, że instytucje mają prawo zaprotestować zmianami repertuarowymi. Oczywiście mam nadzieję, że to sytuacja przejściowa. I że wojna jak najszybciej się skończy. To słowo kluczowe, szczególnie ważne, zwłaszcza że moi koledzy artyści z Rosji nie mogą go użyć, bo grozi im za to 12 lat więzienia.

Czy wybór studiów i samej uczelni był przypadkiem, czy oczywistością?

Akademia Muzyczna w Katowicach lokalizacyjnie jest najbliżej moich rodzinnych Czechowic-Dziedzic, więc nawet nie brałem pod uwagę studiowania gdzieś dalej, zwłaszcza że jednocześnie składałem dokumenty na Politechnikę Śląską. Gdybym więc nie dostał się do AM, byłbym zapewne inżynierem. Zresztą, przy okazji, wiąże się z tym zabawna sytuacja. Otrzymując tytuł doktora honoris causa, dostałem wiele listów gratulacyjnych z uczelni w całej Polsce, a ze wspomnianej Politechniki nawet medal! Mówiąc żartem, gdybym skończył studia na tej uczelni, nawet z wyróżnieniem, to szanse, aby zostać tak uhonorowanym, byłyby nikłe... Czyli można uznać, że w jakimś stopniu związałem się także z Politechniką.

Jakim studentem był obecny maestro Piotr Beczała? Skoncentrowanym na nauce, brylującym, korzystającym z uroków życia studenckiego, prymusem, a może... leniwym?

Myślę, że jako student byłem dość przeciętny, przynajmniej na początku. Jednak bardzo szybko, z uwagi na uwarunkowania związane z kursami mistrzowskimi u takich osobowości muzycznych jak Pavel Lisitsian i Sena Jurinac, zrewidowałem swoją świadomość studencką i plany na przyszłość. Nie było łatwo. Dawał o sobie znać brak średniego wykształcenia muzycznego, czyli brak średniej szkoły muzycznej, a także biegłej umiejętności grania na instrumencie. Pierwsze dwa, trzy lata wymagały ode mnie ogromnej pracy i nadrabiania braków. Miałem jednak plan i w ostatnim roku się sprawdził.

Czyli jednak nauka? Żadnych imprez do białego rana?

Imprezy? Rzadko. Byłem skupiony na tym, co robię i chciałem maksymalnie wykorzystać każdy moment. Na studiach miałem wsparcie korepetytorki, profesor Ewy Jeruzal. Prowadziła zespoły operowe i mieliśmy fantastyczną szansę wykonywać role operowe. Już wtedy więc byłem Taminem w „Czarodziejskim flecie”. Także dyplom, czyli Leński w „Eugeniuszu Onieginie”, był dzięki pomocy profesor Jeruzal. To było już przygotowanie do życia śpiewaka operowego. Dlatego rzeczami okołostudenckimi mało się interesowałem, nie poświęcałem im czasu, było mi go na nie po prostu szkoda.

Studenci uczelni artystycznych są zazwyczaj mocno związani ze swoimi profesorami, bardziej niż na innych kierunkach, łączy ich szczególna więź. Czy i w Pana studenckim życiu, poza wspomnianymi, były takie osoby, tacy wykładowcy?

Z pewnością muszę wspomnieć o profesor Irenie Lewińskiej, która przygotowała mnie do egzaminu wstępnego i przez dwa pierwsze semestry byłem jej studentem. Jako młody człowiek bez przygotowania muzycznego, musiałem pokonać więcej etapów rozwoju przez zaledwie 6 miesięcy, myśląc o wstąpieniu w szeregi Akademii Muzycznej, aby osiągnąć odpowiedni poziom. I udało się to w dużej mierze właśnie dzięki pani profesor Lewińskiej. Ogromnie wdzięczny jestem także wspomnianemu profesorowi Janowi Ballarinowi, pod którego kierunkiem studiowałem przez pięć lat, a dziś słyszę w jego laudacji tak piękne słowa. Osób, które pomogły mi w rozwoju i przyczyniły się do tego, że jestem tu i teraz w tym miejscu, że tyle osiągnąłem, jest naprawdę sporo. Wśród nich profesor Urszula Musialska, dzięki której mogłem wziąć udział w pierwszym kursie mistrzowskim w Szwajcarii, u prof. Seny Jurinac, czy prof. Krystyna Bożek-Słobodnik, która prowadziła zajęcia z kameralistyki. U wielu pianistów śpiewałem na egzaminach pieśni Brahmsa, Schuberta czy Schumanna, a zajęcia z profesor Słobodnik były dla mnie pierwszym kontaktem z pieśnią artystyczną. Po studiach, kiedy zacząłem profesjonalną karierę, to oczywiście Dale Fundling , u którego przez 19 lat brałem lekcje śpiewu i który prowadził mnie przez cały repertuar.

Obecnie Pan sam prowadzi kursy mistrzowskie, także teraz, przy okazji odbioru tytułu, miał pod swoją opieką studentów. Jacy są ci młodzi artyści na początku swojej zawodowej drogi? Widać dużo zmian od czasów Pana studiów?

Czasy są ogólnie szybsze. Wszystko odbywa się w innym tempie. Mamy internet, podróżowanie jest łatwiejsze, chociaż... covid to nieco skomplikował. Spotkanie w Katowicach trwało krótko, ale z moich obserwacji wynika, że w większości studenci mają poważne podejście do tego zawodu i to napawa mnie optymizmem. Miałem kontakt z dziewiętnastką studentów przez dwa dni i wyjechałem podbudowany. Także tym, jaki obecnie poziom reprezentuje sama uczelnia. Akademia Muzyczna w Katowicach jest wyjątkowa pod wieloma względami - trudno nie zwrócić uwagi na warunki do muzycznego kształcenia, salę koncertową, architekturę budynków, która zapiera dech. Katowicom takiej uczelni artystycznej, muzycznej, może pozazdrościć każda metropolia na całym świecie.

Nawet te w najznamienitszych zagranicznych ośrodkach muzycznych?

Wytrzymuje każdą konkurencję. A jeszcze planowana jest budowa sali stricte operowej z orkiestronem, która jest fenomenalnym pomysłem. To bowiem daje nowe możliwości interakcji między wydziałami, kiedy np. orkiestra akademicka może grać spektakle operowe przygotowane przez wydział wokalno-aktorski. I to jest już ta kropka nad „i”, zwieńczenie projektu Akademii Muzycznej. Mocno kibicuję temu pomysłowi.

Kiedy rozmawiamy, jest Pan świeżo po wręczeniu tytułu, po spędzeniu czasu ze studentami AM i odpoczywa w swoich ukochanych górach… Ale to chyba nie potrwa zbyt długo?

Tak, mam teraz aż trzy dni wolnego, co jest dla mnie luksusem. Pod koniec tygodnia wyjeżdżam do Wiednia, do Staatsoper, gdzie mam recital solistyczny pieśni i arii. Potem kilka koncertów, również w Salzburgu, następnie Monachium i Opera Bawarska, gdzie śpiewam w „Balu maskowym”…

I wakacje?

Ależ skąd. Całe lato spędzam w Salzburgu na festiwalu, gdzie w końcu debiutuję jako Rademenes w „Aidzie”. Mówię „w końcu”, bo to miało być przed covidem i nie w Salzburgu, tylko na otwarciu sezonu w Metropolitan Opera. Ostatecznie, minęły dwa lata i debiut będzie w Austrii.

Ale w Metropolitan Opera też już ma Pan plany?

Tak. W przyszłym sezonie mam dwie produkcje. „Fedorę” Umberta Giordana z Sonią Yoncevą w wieczór sylwestrowy i nową produkcję „Lohengrina” Wagnera…

„Lohengrin”? To wywołuje przyspieszone bicie serca nie tylko u wytrawnych melomanów. Pięć lat temu, w 2018 roku, wszyscy pękaliśmy z dumy, kiedy właśnie w tej operze rolę tytułową na słynnym Festiwalu w Bayreuth zaśpiewał Piotr Beczała.

Dla mnie to też było wielkie wydarzenie. I chociaż nie przywiązuję wagi do statystyk, fakt jest taki, że byłem pierwszym Polakiem w historii tego festiwalu, który zaśpiewał rolę tytułową.

Maestro, czekamy więc na kolejne operowe role. Tym razem już w wykonaniu „najsłynniejszego tenora lirycznego” i... doktora honoris causa.

Piotr Beczała urodził się 28 grudnia 1966 roku w Czechowicach-Dziedzicach. Ukończył AM w Katowicach w klasie prof. Jana Ballarina. Po studiach wyjechał do austriackiego Linzu, gdzie na scenie operowej Landestheater stawiał pierwsze kroki. Od 1997 r. związany z Operą w Zurychu. Występował i występuje m.in. w Metropolitan Opera (debiut w operze Giuseppe Verdiego „Rigoletto” 19 grudnia 2006), Covent Garden Theatre, San Francisco Opera, w Hamburgu, Berlinie, Frankfurcie nad Menem, Monachium i mediolańskiej La Scali. Śpiewak, którego dyrektor Metropolitan Opera, Peter Gelb, nazwał „najwybitniejszym tenorem lirycznym świata”.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

LG

LG 50UP78003LB

2 604,00 zł1 599,00 zł-39%
miejsce #2

Samsung

Samsung QE55QN85A

6 391,00 zł3 948,00 zł-38%
miejsce #3

Philips

PHILIPS 43PFS5505

1 593,00 zł1 099,00 zł-31%
miejsce #4

Kruger & Matz

Kruger&Matz KM0224

732,00 zł540,00 zł-26%
miejsce #5

TCL

TCL 50P615

1 799,00 zł1 542,00 zł-14%
miejsce #6

Samsung

Samsung QE65Q64TA

2 990,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Polskie szanse na Oskary

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie