Powódź na Podbeskidziu 1997. Byliśmy przygotowani, ale... - mówi były wojewoda bielski ZDJĘCIA

Łukasz Klimaniec
Powódź na Podbeskidziu 1997
Powódź na Podbeskidziu 1997 ARC/Jacek Rojkowski
Udostępnij:
Mieszkańcy Podbeskidzia z powodziami mieli do czynienia już wcześniej, ale wielka woda z 1997 roku była dla nich gorzką lekcją. Okazało się, że brakuje sprzętu do odwadniania domów i pól, brakowało rąk do pomocy, bo wojsko rozesłało ludzi do rezerwy. Te niedostatki najbardziej odczuli mieszkańcy Żywiecczyzny oraz Ziemi Oświęcimskiej - podkreśla prof. Marek Trombski, były wojewoda bielski.

Równo 20 lat temu wielka woda wystąpiła z brzegów, zalewała pola, wdzierała się do domów, a w wielu przypadkach doszczętnie je zniszczyła. Powódź spowodowała w całej Polsce ogromne straty. 56 ofiar śmiertelnych, 40 tys. mieszkańców bez dachu nad głową i 140 tys. ewakuowanych. 86 miast i 875 wsi zalanych i zniszczonych. Klęska. Ówczesne województwo bielskie zostało dotknięte tą tragedią.

- Muszę powiedzieć, że dla mnie to była dobra lekcja. Dlaczego? Bo teoretycznie byliśmy przygotowani do powodzi - wspomina to wydarzenie prof. Marek Trombski, wojewoda bielski w latach 1994-97. - Powodzie nawiedzały nasz region co pewien czas. Ale właśnie przez to, że byliśmy z tym tak „otrzaskani”, u nas w województwie bielskim, było najwięcej strat ludzkich. Zginęło pięć osób. W niektórych przypadkach ludzie zlekceważyli zagrożenie. Większość wypadków była zawiniona przez ludzi. I to utkwiło mi w pamięci, że lekceważenie żywiołu powoduje takie straszne rzeczy - dodaje Marek Trombski.

Były wojewoda bielski zwraca uwagę, że na skutek powodzi samo miasto Bielsko-Biała nie ucierpiało tak bardzo. Najbardziej zagrożone było dorzecze Soły.

- Najbardziej ucierpiało południe Polski, pod górami, powyżej Żywca. W Ujsołach powódź zniosła dwa domy. Były też takie sytuacje, niedaleko Bielska-Białej, gdzie ludzie wyglądali ze skarpy i spadli do wody - przypomina.

Prof. Trombski podkreśla, że powódź nie zaskoczyła władz, ale problem leżał gdzie indziej.

- Byliśmy przygotowani, ale największym problemem było późniejsze ratowanie. Nam zawsze pomagało wojsko. A w tamtym czasie wojsko do rezerwy wysłało wielu żołnierzy. Dlatego specjalnie z rezerwy trzeba było powoływać ludzi, żeby usuwać szkody popowodziowe, żeby ratować, co się da. Trzeba było wezwać saperów do budowania mostów itd. To dla nas było nową szkołą. Powódź pokazała też, że były budynki, które wybudowano w takich miejscach, w których nie można było stawiać - zwraca uwagę.

Wspomina też sytuację, gdy pojechał do Warszawy na spotkanie wojewodów. Premier Cimoszewicz poprosił wtedy wojewodę bielskiego i krakowskiego, żeby polecieli śmigłowcem nad tereny powodziowe.

- Zanim wystartowaliśmy, w naszym województwie woda właściwie już spłynęła, ale gdzie indziej była zagrożeniem. Pamiętam jak wojewoda wrocławski, który nie spodziewał się, że do ich regionu powódź w ogóle dotrze, powiedział mi: „Wiesz Marek, u nas nie ma problemu. Ale u was macie rzeczywiście problem”. Nie minął tydzień, a on miał naprawdę duże problemy z powodzią. Całe dzielnice Wrocławia były przecież zalane - wspomina prof. Trombski.

Pytany o doświadczenie i lekcję, jaką można było wyciągnąć z tamtej powodzi przyznaje, że „Polak jest mądry po szkodzie, ale nie do końca”.

- Nie nauczyliśmy się wszystkiego. Jednostki saperskie, które powinny być przygotowane do akcji podczas powodzi, zostały rozwiązane. Praktycznie ich nie ma. Wybudowano wprawdzie trochę wałów przeciwpowodziowych, ale pamiętam, że były problemy z pompami do odwadniania terenów. Przecież w 1997 roku ściągaliśmy takie pompy z zagranicy. A powinniśmy je mieć na stanie, na wypadek awaryjny - uważa.

Zwraca też uwagę, że nawet dziś nie zawsze są do końca przestrzegane reguły przeciwpowodziowe - zdarza się, że domy są budowane w niedalekiej odległości od rzek i niewielkich zbiorników wodnych.

- Ludzie rzeczywiście trochę zmądrzeli, ale wystarczy wspomnieć niedawne powodzie, czy choćby skutki, jakie spowodowała dzisiejsza ulewa w Warszawie (rozmawialiśmy 29 czerwca - red.). Takie sytuacje powtarzają się i - moim zdaniem - powinniśmy coś z tym zrobić. Tymczasem albo nam szkoda pieniędzy, albo sądzimy, że to się już nie zdarzy. Nie wiem. Do tego dochodzi sprawa wycinania lasów, które zatrzymywały wodę, a w ostatnim czasie wycięto sporą cześć drzew. Polak mądry po szkodzie, ale nie do końca - kwituje były wojewoda bielski.

Wielka woda 1997. Zobacz niezwykły dokument multimedialny, który przygotowaliśmy z okazji 20-rocznicy wydarzeń z lipca 1997 roku. Archiwalne filmy, zdjęcie i teksty. Zachęcamy, by oglądać w trybie pełnoekranowym komputera.

ZOBACZCIE FILM: Mija 20 lat od powodzi tysiąclecia:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie