Rodzi się terror!

Henryka Wach-Malicka
"Sprawa Dantona" w  reżyserii Jana Klaty to mądre i precyzyjnie zrealizowane przedstawienie
"Sprawa Dantona" w reżyserii Jana Klaty to mądre i precyzyjnie zrealizowane przedstawienie fot. materiały prasowe
Na tekturowym pudle, pośród odrapanych bud i sterty śmieci, siedzi Robespierre i próbuje rozwiązać kwadraturę koła. Jeśli jego stronnictwo przegra tę rewolucję, to będzie klapa, ale jeśli ją wygra - klapa będzie... jeszcze większa.

Wielki Robespierre to wie, ale zrobi wszystko, żeby choć przez chwilę nasycić się władzą, dokopać przeciwnikom, zagłuszyć argumenty i sumienie. Stop - sumienia ani on, ani jego zausznicy już nie mają. W takim razie zagłuszyć trzeba argumenty zwolenników Dantona. Najlepiej potwornym zgrzytem pił mechanicznych, które w rękach postaci odzianych w stylowe stroje i peruki wydają się absolutnie na swoim miejscu.

"Sprawa Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej w reżyserii Jana Klaty , walczącego po raz czwarty o Laur Konrada w czasie trwającego w Katowicach Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" (sztuka wystawiana była w środę, 11 marca), to przedstawienie niemal bez skazy.
Nie ma w nim szczeliny, wszystkie elementy uzupełniają się i na siebie pracują - zaskakujące potraktowanie tekstu i jego interpretacja, forma sceniczna, znakomite aktorstwo.

Dramat Przybyszewskiej stanowi spore wyzwanie dla inscenizatorów. Długie tyrady postaci, zawarte w nich rozważania historiozoficzne i publicystyczny ton z trudem znoszą próbę sceny. Klata wywraca wpisaną w tekst konwencję na lewą stronę - z politycznej dysputy robi wręcz polityczny kabaret, dopisuje skecze, nie cofa się przed karykaturą. A my co? A my idziemy za nim jak po sznurku, zrywając boki ze śmiechu. I wtedy Klata daje nam, przepraszam za określenie, w łeb. Trzeźwiejemy w niemiłym przekonaniu, że sekundę temu śmialiśmy się z samych siebie. Że to nie tylko opowieść o upojonych zwycięstwem przywódcach, ale i o ogłupiałym społeczeństwie, wykorzystywanym przez wodzów, którzy publicznie nazywają nas "kochanym ludem", a poza plecami "motłochem bez wyobraźni".

Czy Klata nachalnie uaktualnia dramat Przybyszewskiej? Nie, Klata wydobywa z tekstu całą mądrość autorki, którą nie tyle zajmowała rewolucja francuska co mechanizm degrengolady władzy i spustoszenie, jakie daje poczucie wyższości nad innymi.

Z komediowego nastroju, tak prowokacyjnie dominującego nad całością spektaklu, wyłamuje się tylko kilka scen, granych totalnie serio. Dlatego że jest ich tak mało, robią piorunujące wrażenie. To przede wszystkim pojedynek na słowa, jaki Danton i Robespierre toczą przed zasadniczym starciem. Zaczyna się zabawnie, wielkie postacie historyczne stoją na dachach jakichś bud czy blaszanych garaży. Są groteskowe, wyglądają jak koguty przed walką. A potem zaczynają mówić. I staje się groźnie. Szantaż, przekupstwo, targi o poparcie, groźby. Tak rodzi się terror, nazywany sprawiedliwością. Wstrząsająca scena.

Klata ubiera postacie dramatu w stylowe kostiumy, ale akcję sytuuje na jakimś wysypisku śmieci, co jest alegorią prostą, ale jedyną możliwą w tej interpretacji dramatu. Bohaterowie są po prostu na swoim miejscu - historia lubi takich jak oni wyrzucać na śmietnik.

"Sprawę Dantona" zaprezentował na "Interpretacjach" Teatr Polski z Wrocławia i to jego zespół przyczynia się do sukcesu przedstawienia.

Ryzykowne pomysły inscenizacyjne Jana Klaty mogły przerodzić się w rewelacyjny teatr tylko pod warunkiem idealnego porozumienia z aktorami. Są świetni, bez wyjątku. Od Wiesława Cichego (Danton), Marcina Czarnika (Robespierre) i Bartosza Porczyka (Desmoulins) poczynając, na Kindze Preis w symbolicznie niemej roli Marianny kończąc.

Ważne, mądre i precyzyjnie zrealizowane przedstawienie.
Jutro finał "Interpretacji"

XI Ogólnopolski Festiwal Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" trwa w Katowicach od soboty, 7 marca.
Dzisiaj o godz. 17.00 i 20.00 na scenie Teatru Śląskiego obejrzymy ostatnie przedstawienie konkursowe - "Drugie zabicie psa" Marka Hłaski w reżyserii Wiktora Rubina, w wykonaniu Teatru Polskiego im. H. Konieczki z Bydgoszczy.

Impreza zakończy się jutro ogłoszeniem wyników, wręczeniem zwycięskiemu reżyserowi Lauru Konrada oraz przedstawieniem mistrzowskim "Król umiera, czyli ceremonie" autorstwa Eugene Ionesco w reżyserii Piotra Cieplaka, w wykonaniu Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie (godz. 19.00).

"Interpretacje" zostały sfinansowane przez miasto Katowice przy współudziale Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Organizatorem festiwalu jest Instytucja Kultury "Estrada Śląska", a współorganizatorem - Teatr Śląski.Strona internetowa - www.festiwal-interpretacje.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie