18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Strasznie śmieszna komedia

Henryka Wach-Malicka
Scena ze spektaklu. Monika Radziwon w roli Katarzyny. W tle Andrzej Warcaba
Scena ze spektaklu. Monika Radziwon w roli Katarzyny. W tle Andrzej Warcaba fot. materiały prasowe
Udostępnij:
W teatralnych lożach zwykle zasiadają współcześni widzowie, śledzący na scenie historyczne wydarzenia. W najnowszej inscenizacji Teatru Śląskiego jest inaczej - to historyczne postacie w milczeniu spoglądają z lóż na bohaterów "Poskromienia złośnicy" Williama Szekspira.

I cóż widzą? Włochów, żywcem wyjętych z filmów Felliniego, skutery z "Rzymskich wakacji", mafiosów z "Ojca chrzestnego". I scenografię Urszuli Kenar, utkaną z turystycznych stereotypów Italii: z prawej rzymskie "usta prawdy", z lewej przechyloną wieżę z Pizy, a w charakterze horyzontu perłę Muzeum Uffizi, czyli "Narodziny Wenus" Botticellego. Lekki zez w oku bogini sygnalizuje od razu, że to przedstawienie nie będzie całkiem serio, że to taki sceniczny żart, utkany z gry konwencjami i cytatami z popkultury.
Tadeusz Bradecki - reżyser, ale także autor opracowania tekstu, w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka - trzyma się obranej poetyki z żelazną dyscypliną, która momentami czyni z "Poskromienia złośnicy" najprawdziwszą farsę. Petrucchio biega w majtkach w serduszka, Kasia przywiązuje Biankę do dystrybutora paliw, a wszystkie postacie bez przerwy krzyczą, co szybko skutkuje niedyspozycją głosową połowy aktorów. Momentami jest naprawdę śmiesznie, bo w tak karkołomnej interpretacji nie ma znaczenia nielogiczność faktu, że w latach 60. XX wieku nawet w konserwatywnych rodzinach włoskich handel córkami raczej trudno wytłumaczyć.

Znacznie poważniejszym mankamentem tej inscenizacji jest spłycenie jednej z najbardziej gorzkich i wieloznacznych komedii Szekspira. "Poskromienie złośnicy" to nie tylko przebieranki i podchody kilku zakochanych par, lecz opowieść, przewrotnie śmieszna - fakt, o społecznym i towarzyskim uzależnieniu kobiety. I o tym, że musi się ona uciekać do upokarzających gierek, w wyniku których partner zrobi co ona zechce, pozostając w przekonaniu, że to on dominuje w związku. Tymczasem katowicka inscenizacja, pełna radosnego wigoru i sytuacji rodem z "Kiepskich", ślizga się po powierzchni zdarzeń, bez zaglądania pod podszewkę prawdziwych mechanizmów zachowań postaci.

Na szczęście Monika Radziwon w roli Katarzyny w swoim finałowym monologu sygnalizuje, że jej bohaterka wie już dobrze jak okiełznać "męża-wychowawcę". Tak pomyślana pointa bardzo przydaje się spektaklowi. Paradoksalnie, katowickie przedstawienie jest zresztą świetne aktorsko. Naprawdę świetne! W ramach narzuconej przez reżysera konwencji aktorzy grają koncertowo, tworząc zróżnicowane, krwiste postacie. A w takim wykonaniu widzowie łatwiej przełykają nie zawsze szczęśliwe pomysły inscenizacyjne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie