Tajniak nie ma już niczego do ukrycia

Michał Wroński
Można nie tylko obejrzeć sprzęt, ale usłyszeć podsłuchane w celi rozmowy
Można nie tylko obejrzeć sprzęt, ale usłyszeć podsłuchane w celi rozmowy Arkadiusz Gola
Udostępnij:
Ukryty w pasku od damskiej torebki radiotelefon, zamaskowany guzikiem od płaszcza aparat fotograficzny, czy schowany w długopisie aparat podsłuchowy - to nie gadżety z filmu o przygodach Jamesa Bonda.

To elementy wyposażenia funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa PRL. Od wczoraj można je oglądać w podziemiach katowickiej siedziby Instytutu Pamięci Narodowej.

W scenerii dawnego milicyjnego aresztu otwarto wystawę "Oczy i uszy bezpieki". Wśród pierwszych gości byli między innymi ci, wobec których pracownicy bezpieki stosowali te "wynalazki".

- Aparat bezpieki często pokazywany jest jako niemal formacja zbrojna. My natomiast chcemy pokazać służby, które miały za zadanie kontrolować i zbierać informacje - tłumaczył dr Adam Dziurok, naczelnik oddziałowego Biura Edukacji Publicznej.

Zaprezentowana aparatura pochodzi ze zbiorów niemal wszystkich oddziałów IPN w kraju, a także z zasobów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W jednym z pomieszczeń dawnego aresztu urządzono salę podsłuchów, gdzie można nie tylko obejrzeć stosowaną przez bezpiekę aparaturę podsłuchową, ale też wysłuchać zarejestrowane za jej pomocą nagrania - pochodzą one z urządzeń zamontowanych w celach przetrzymywanych tutaj więźniów (można na nich rozpoznać m.in. głos Leszka Moczulskiego).

Goście mogą zobaczyć wykorzystywane przez wywiadowców aparaty fotograficzne, wykonane za ich pomocą zdjęcia, a także dowiedzieć się, jak funkcjonariusze organizowali sobie zaplecze logistyczne dla swoich poczynań, jakie stosowali metody kamuflażu, jak niepostrzeżenie przeglądali korespondencję (zdaniem historyków w latach 70. SB skontrolowała ponad 6 milionów przesyłek) oraz w jaki sposób śledzili "figuranta" (tak w oficjalnej terminologii nazywano śledzoną osobę).

- Cała ta technika była na służbie nie społeczeństwa, ale sił, które te społeczeństwo chciały kontrolować. Ich działania miały przecież określone konsekwencje. Jedna z osób, która w prywatnym liście skrytykowała interwencję w Czechosłowacji, trafiła za to na półtora roku do więzienia - podkreślał dr Adam Dziurok.

Zaprezentowanym eksponatom z zainteresowaniem przyglądał się wieloletni działacz Solidarności, Stanisław Płatek. Jak przyznaje, ze stosowanych przez bezpiekę metod miał okazję poznać tylko pracę wywiadowców.

- Trudno było tego nie zauważyć. Jeśli codziennie idąc do pracy spotykałem w Katowicach tę samą osobę, która jechała ze mną tramwajem do Chorzowa i szła za mną aż pod sam zakład, po czym popołudniu "odprowadzała" mnie do domu, to wniosek mógł być tylko jeden - wspomina Płatek.

Współautor wystawy, Robert Ciupa, podkreśla jednak, że tego typu zachowania wcale nie muszą świadczyć o kiepskim wyszkoleniu funkcjonariuszy bezpieki.

- Czasem stosowali tzw. jawną obserwację. Chodziło o to, by kogoś zastraszyć. Jeśli jednak chcieli być niewidoczni, to potrafili się takimi stać - ocenia historyk.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie