MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Uchodźcy z Syrii mieszkają w Katowicach i Chorzowie. Musieli wykazać, że są chrześcijanami

Kamila Rożnowska, Justyna Przybytek
Uchodźcy z Syrii i inych krajów Bliskiego Wschodu napływają do Europy każdego dnia. Część z nich trafia do Polski. Komisja Europejska wyznaczyła Polsce limit ponad 12 tys. uchodźców do przyjęcia. Na razie jest ich kilkuset. Są także w woj. śląskim
Uchodźcy z Syrii i inych krajów Bliskiego Wschodu napływają do Europy każdego dnia. Część z nich trafia do Polski. Komisja Europejska wyznaczyła Polsce limit ponad 12 tys. uchodźców do przyjęcia. Na razie jest ich kilkuset. Są także w woj. śląskim Kerstin Joensson
Uchodźcy z Syrii już na Śląsku. Konkretne w Chorzowie i Katowicach. Na Śląsk trafiły tylko chrześcijańskie rodziny. Musiały przedstawić dokument, potwierdzający, że nie są nawróconymi "od wczoraj".

Uchodźcy z Syrii mieszkają na Śląsku. Siedem osób, w tym dwójka małych dzieci - pochodzące z Syrii dwie chrześcijańskie rodziny od niedawna mieszkają w Chorzowie. Wkrótce mają odebrać w Warszawie dokumenty o przyznaniu im statusu uchodźcy.

Gdy to się stanie, Syryjczycy będzie mogło wspierać miasto. Magistrat przyzna im mieszkania, będzie im też przez pół roku wypłacał zasiłek. Miesiecznie to kwota 2,5 tys. złotych dla jednej rodziny. Oczywiście miasto zapewni Syryjczykom także pomoc w nauce języka polskiego.

A tymczasem w Częstochowie w sobotę przeszedł Marsz Antyimigracyjny
PRECZ Z ISLAMEM! ARABY PRECZ - SKANDOWANO OKRZYKI W CZĘSTOCHOWIE ZDJĘCIA I WIDEO

Na razie jednak uchodźcy są pod opieką fundacji Estera z Warszawy, dzięki której zostali sprowadzeni do naszego kraju, na miejscu pomaga im natomiast Chrześcijańska Fundacja Wiara, Nadzieja, Miłość z Chorzowa.

Syryjczycy przyjechali do Chorzowa niedługo po tym, jak na czerwcowej sesji radni podjęli uchwałę intencyjną, wyrażającą zgodę na przyjęcie dwóch rodzin. Iwona Andruszkiewicz, zastępca dyrektora wydziału nadzoru prawnego Urzędu Wojewódzkiego mówi, że dotąd to jedyna taka uchwała, jaka została podjęta na Śląsku i trafiła do wydziału.

Każdego dnia otrzymujemy średnio dwa zgłoszenia od syryjskich rodzin, które chciałaby opuścić swój kraj. Ale zdarzają się dni, kiedy otrzymujemy nawet i pięć takich zgłoszeń - mówi Przemysław Kawalec z warszawskiej Fundacji Estera, która zajmuje się sprowadzaniem rodzin chrześcijańskich z ogarniętej wojną Syrii.

CZY UCHODŹCY POWINNI TRAFIĆ DO POLSKI?

Właśnie dzięki jej inicjatywie na Śląsku osiedliło się dziewięciu imigrantów: dwie rodziny w Chorzowie oraz jedna, dwuosobowa, w Katowicach. Dwie rodziny przebywały też przez krótki czas w Święto-chłowicach, ale już opuściły nasz kraj i wyjechały do rodziny za granicę.

Pomoc ograniczona

Syryjczykami w Chorzowie opiekuje się na miejscu Chrześcijańska Fundacja Wiara, Nadzieja, Miłość.

- To rodziny z małymi dziećmi. Bez nas byłby bezradne - mówi Krzysztof Frankowski, prezes tej organizacji. Dodaje również, że celem jego fundacji jest pomoc ludziom w potrzebie, bez względu na ich pochodzenie. - Chcemy wspierać ludzi, którzy są pokorni, potrzebują pomocy i nie są roszczeniowi. A tak jest w przypadku naszych rodzin. Z ich serc płynie konkretna wdzięczność - tłumaczy Frankowski.

Na razie pieniądze na utrzymanie np. mieszkania przesyłane są z Estery, zaś o bieżące potrzeby troszczą się w Wierze, Nadziei, Miłości.

Kawalec mówi, że sprowadzenie i utrzymanie jednej osoby kosztuje nawet 25 tys. złotych. Warszawska fundacja jak dotąd radzi sobie dzięki wsparciu sponsorów i prywatnych darczyńców. Każdy, kto chciałby wesprzeć ich działalność, znajdzie numery kont, na które można przekazywać datki, na ich stronie internetowej www.fundacjaestera.pl.

Jednak wiele może się zmienić, gdy Syryjczycy otrzymają już status uchodźcy. Jak udało się nam dowiedzieć, imigranci z Chorzowa dokument to potwierdzający mają odebrać lada moment. Wówczas w pomoc im będzie mogło się aktywniej włączyć miasto. Chodzi np. o przyznanie mieszkania lub wypłacanie specjalnego zasiłku w wysokości 2,5 tys. złotych dla rodziny.

CZY UCHODŹCY POWINNI TRAFIĆ DO POLSKI?

Tylko chrześcijanie

To, co szczególnie podkreślają zarówno Krzysztof Karaś z UM, jak i przedstawiciele obu fundacji, to to, że rodziny syryjskie, zanim trafiły do naszego kraju, musiały udokumentować, że rzeczywiście są chrześcijanami. Przemysław Kawalec mówi, że może to być np. akt chrztu, albo zaświadczenie, o przynależności do danej wspólnoty w Syrii.
Ale istotne jest też to, od kiedy ktoś jest chrześcijaninem. Wnioski nawróconych "od wczoraj" nie są brane pod uwagę. - To jest bardzo delikatna sprawa. Wystarczy jeden terrorysta, aby zagrozić naszemu społeczeństwu. Bardzo na to uważamy - zaznacza Przemysław Kawalec.

W Załężu dawali po gębie wszystkim

Doświadczenia z ośrodkiem dla uchodźców, który przed laty powstał w katowickim Załężu i który zamknięto w 2009 roku, pokazują, że decyzje trzeba podejmować z głową

- To była od początku nietrafiona decyzja, aby ośrodek otwierać w Załężu. W założeniu osadzanie ludzi z zewnątrz, o odmiennej kulturze w dzielnicach z patologiami, hermetycznych, zamkniętych dla innych, jest błędem - ocenia Monika Bajka ze Stowarzyszenia Dom Aniołów Stróżów, które od kilkunastu lat działa w Załężu.

U Aniołów dzieci uchodźców bywały na zajęciach w świetlicy. - Niektórzy rodzice włączali się do pracy, ale to były jednostki - dodaje. Bajka pamięta wczesne lata działalności Aniołów w tym miejscu. - Przyjeżdżała do nas młodzież z centrum pomagać i dostawała po gębach, bo dla ekipy z Załęża obcy, to ten z innej dzielnicy, a co dopiero człowiek o innym kolorze skóry, innym wyznaniu czy kulturze - wspomina. Decyzja o powstaniu ośrodka w Załężu zapadła odgórnie.

Nikt nie pytał władz miasta o zgodę i opinię. Miasta nie poinformowano też, że Czeczeni w Załężu już są. To mieszkańcy dzielnicy dzwonili do magistratu i alarmowali, że w okolicy są dziwnie ubrani ludzie. Ośrodek utworzono przy ul. Klimczoka, w dawnym hotelu robotniczym. Ta lokalizacja izolowała uchodźców już na początku.

- Te hotele zawsze były na uboczu - przypomina Jerzy Dolinkiewicz, wieloletni radny z Załęża. Pamięta okoliczności powstanie ośrodka. - Decyzja narzucona bez konsultacji z radnymi, bez przygotowania mieszkańców - wspomina. Próby zasymilowania uchodźców podejmowali lokalni aktywiści i parafia, ale początki były bardzo trudne. I lepiej już nigdy nie było, bo zabrakło czasu. Katowicki magistrat wciąż sprzeciwiał się lokalizacji ośrodka w Załężu, Czeczenów w sąsiedztwie nie chcieli mieszkańcy. W końcu zapadła decyzja o likwidacji ośrodka. Przetrwał niespełna rok. (LOTA)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni