Bytom: "Romeo i Julia: Miłość ponad konfliktami

    Bytom: "Romeo i Julia: Miłość ponad konfliktami

    Magdalena Nowacka-Goik

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Bytom: "Romeo i Julia: Miłość ponad konfliktami

    ©Paweł Szałankiewicz

    Bytom: "Romeo i Julia": Miłość ponad konfliktami. Premiera 21 października w Operze Śląskiej.
    Bytom: "Romeo i Julia: Miłość ponad konfliktami

    ©Paweł Szałankiewicz

    Bytom: "Romeo i Julia". Premiera 21 października w Operze Śląskiej. W sobotę, na deskach teatru w Bytomiu premiera opery „Romeo i Julia” w reż. Michała Znanieckiego.

    Najbardziej znana historia miłosna na świecie. Jutro, 21 października, na deskach Opery Śląskiej w Bytomiu zobaczymy premierę arcydzieła francuskiego romantyzmu - operę „Romeo i Julia” Charles’a Gounoda - powstałą na kanwie historii jednego z najbardziej inspirujących kulturowo duetów miłosnych Williama Szekspira. Wybór tego tytułu ma swoje uzasadnienie - w tym roku mija bowiem 150 lat od paryskiej prapremiery opery Gounoda.

    Muzyczną interpretację tej sztuki na bytomską scenę wprowadzają , międzynarodowej rangi realizatorzy: dyrygent Bassem Akiki (kierownictwo muzyczne), który został też mianowany właśnie dyrektorem artystycznym bytomskiej sceny operowej, reżyser teatralny i operowy Michał Znaniecki (reżyseria i kostiumy) oraz scenograf Luigi Scoglio.



    Konflikty rodzą tragedie. Do dzisiaj



    Michał Znaniecki, znany z rozmachu tworzenia wielkich, także plenerowych dzieł operowych, przygotował trzy wersje scenograficzne tej opery. Co ciekawe, jak zdradza w książce, która właśnie się ukazała - „Złota klatka”, mimo iż wybrano jedną, jest szansa, że za dwa lata spektakl w innej wersji, zobaczymy tu ponownie. Tym razem przy wyborze musiano wziąć pod uwagę względy techniczne, szykującą się przebudowę i remont. Nie bez znaczenia był fakt, że spektakl ma być pokazywany także w innych teatrach, nie tylko na deskach Opery Śląskiej. Ale i tak, wersja, która została wybrana, z pewnością zachwyci publiczność.

    - Idziemy dokładnie po linii Gounoda, czyli cytujemy Szekspira, szekspirowskie zabiegi teatralne - mówi Michał Znaniecki. - Mamy więc prolog, w którym chór mówi, że opowie nam historię z przeszłości, jednak nadal aktualną. Ten „teatr w teatrze”, będzie więc bardzo obecny. Także w kostiumach nawiązujemy do świata szekspirowskiego, są kryzy, piękne peruki i wszystko to, czego spodziewa się widz po historii „Romea i Julii”, najbardziej chyba znanej historii miłosnej, jaka istnieje w historii teatru i opery - mówi reżyser.

    Dodaje jednak, że będzie tu także - a może nawet przede wszystkim - mowa o codziennych konfliktach, w które zostają włączeni Romeo i Julia, jako przedstawiciele dwóch zwaśnionych rodów, Montekich i Kapuletich. Konsekwentnie, wbrew wszystkim, Julia i Romeo wybierają miłość, bycie razem. Pomimo tego, że słyszą, iż mają się nienawidzić.

    - Od dziecka na siebie patrzyli, ze sobą się bawili i pozostała w nich wciąż pewna niewinność. Pamiętajmy, że Romeo i Julia to są 13, 14-letnie dzieci. Chciałbym to utrzymać, pokazać, że można przetrwać konflikty polityczne, wojenne, a nawet domowe, z pewną dozą niewinności - mówi Znaniecki. A można je przetrwać dzięki miłości - i co mocno podkreśla w swojej wersji Gounod, a czego trzyma się także reżyser, dzięki pomocy Boga.

    - Nie trywializujemy tego tematu, idziemy konsekwentnie za historią Gounoda, muzycznie przepięknie przeprowadzoną, pełną niuansów. Mam nadzieję, że to będzie bardzo czytelne - mówi Znaniecki.

    Podkreśla też, że ta konwencja „teatru w teatrze”, pozwala mocno zbliżyć się do publiczności. Czy w tym dziele reżysera, który znany jest z sięgania po współczesne analogie, do filmów czy innych elementów popkultury, też to zobaczymy?

    - Szekspir i Gounod dają nam historię bardzo uniwersalną, nie ma więc co unowocześniać, bo wszystko jest tu jasno opowiedziane. Jest to historia o nas. Konflikty, o których się mówi na scenie , są czytelne do dzisiaj dla każdego. Oczywiście są tutaj cytaty z pewnych sytuacji politycznych, obyczajowych czy kina, które się narzucają , chociaż nie są tak bezpośrednie. Myślę , że publiczność będzie musiała poszukać i znajdzie te odnośniki - zapewnia reżyser.

    Oni musieli się w sobie zakochać



    W rolę Romeo wciela się dwóch śpiewaków : Andrzej Lampert i Sang-Jun Lee, a w roli Julii zobaczymy na scenie aż trzy artystki: Dorotę Gibiec-Kurowską, Ewę Majcherczyk i Ewelinę Szybilską.

    Na premierze w roli szekspirowskich kochanków wystąpią Andrzej Lampert i Ewa Majcherczyk. Wszystkie postaci zostały dopracowane w detalach, także jeśli chodzi np. o symbolikę zawartą w kostiumach. Jakie kostiumy zobaczymy w scenie finałowej, kiedy Julia popełnia samobójstwo? Bohaterka dojrzewa, chociaż tragedia nie zmienia jej życiowych wartości.

    - Nigdy nie marzyłam, że wcielę się właśnie w postać Julii, ale zapewne też dlatego, że nigdy nie przypuszczałam, iż „Romeo i Julia”, będzie możliwe do zagrania w tym teatrze - mówi Ewa Majcherczyk. - Dzięki dyrekcji i wspaniałym realizatorom, może się to odbyć. Oczywiście spełnienie się artystyczne w tej roli to fantastyczna sprawa. Bo to przecież wiecznie żywa historia, która uczy nas i pozwala się rozwijać - mówi artystka, podkreślając, że daje ona także możliwości głębszego poznania się, szukania odpowiedzi, ile sami poświęcilibyśmy dla takiej miłości.

    - Myślę, że Julia nie zakochałaby się, nie mogłaby się zakochać w kimś innym. I to jest genialność tej historii. Ta miłość jest skazana na nieszczęście, chociaż jest bardzo piękna. Jestem szczęśliwa, że dzięki tej roli mogę dotknąć tego szekspirowskiego, genialnego świata i być jego częścią - podkreśla.

    Nie ukrywa, że najbardziej przeżywa scenę finałową, kiedy kochankowie, wyznawszy sobie raz jeszcze miłość , proszą Boga o przebaczenie, co ma podkreślić czystość ich uczuć.

    - Umierają razem. Ona śpiewa, że jest szczęśliwa, mogąc umrzeć obok ukochanego. To jest bardzo wzruszające, prawdziwe, głębokie. Przygotowując się na próbach do grania tej sceny, trzeba jednak trochę schować emocje na początku, żeby w pełni je potem oddać i wzruszyć publiczność - zdradza Ewa Majcherczyk.

    Partnerujący jej Andrzej Lampert, czyli Romeo, przyznaje, że ta rola to dla niego duże wyzwanie.

    - W tej inscenizacji zaskoczyła mnie koncepcja reżysera. Oczywiście wiedziałem, że historia Romea i Julii to opowieść o młodych ludziach, ale zawsze wydawało mi się, że to była taka wielka, ale dojrzała miłość. A ona rodzi się od ...zauroczenia, zakochania, które jest młodzieńcze, dziecięce, zwariowane. I na początku trudno było mi się w tym odnaleźć, zwłaszcza, że wykonuję także różne akrobacje na scenie. Powoli przekonałem się do tej wersji - przyznaje.

    I dodaje: - Romeo jest cały czas zbuntowany, do samego końca. Ale na pewno kieruje się zawsze miłością, to jego domena. I ten jego bunt pomaga mu w zdobyciu ukochanej Julii - podkreśla Andrzej Lampert.

    Żadne inne dzieło literackie nie doczekało się tylu nowych opracowań i wersji, co historia Romea i Julii w nawiązaniu do najsłynniejszego dramatu Szekspira. Tylko do czasu powstania opery Charles’a Gounoda pod tym tytułem (prapremiera w Paryżu w 1867 roku) zostało skomponowanych 17 oper osnutych na kanwie dramatu Szekspira.

    Pierwszy raz ta wersja w Bytomiu



    W repertuarze Opery Śląskiej nie odnotowano wcześniej realizacji tego dzieła Gounoda.

    Tragiczną historię kochanków z Werony widzowie Opery Śląskiej mogli oglądać natomiast w odsłonie baletowej - w roku 2009 miała miejsce premiera baletu do symfonii dramatycznej Hectora Berlioza w inscenizacji Henryka Konwińskiego.

    Wcześniej - w roku 1973 - poemat choreograficzny do muzyki Piotra Czajkowskiego wprowadziła na bytomską scenę Barbara Kasprowicz; w roku 1962 odbyła się również premiera baletu Sergiusza Prokofiewa stworzonego na kanwie arcydzieła Szekspira, w choreografii Zbigniewa Koryckiego.

    Na deskach Opery Śląskiej premierę zobaczymy 21 października o godz. 18. Kolejne spektakle: 22, 27, 28, 29 października oraz 19 listopada.

    Natomiast trzynastego listopada zespół zagra na wyjeździe i zobaczymy „Romea i Julię” w Katowicach na scenie Teatru Śląskiego.

    Kto wystąpi?

    Historię kochanków z Werony zna cały świat. Ale zobaczyć ją na scenie teatru operowego to nie takie proste i częste. - Mimo swojego niezwykłego piękna, opera ta nieczęsto pojawia się w repertuarach - potwierdza Łukasz Goik, dyrektor Opery Śląskiej. Przyznaje, że przy wyborze stara się brać pod uwagę te znakomite tytuły, których nigdzie indziej zobaczyć nie można. „Romea i Julię” wybrał wspólnie z reżyserem Michałem Znanieckim i Bassemem Akiki, nowym dyrektorem artystycznym opery, odpowiedzialnym za kierownictwo muzyczne premiery. Chociaż nie ukrywa, że były rozważane jeszcze inne propozycje. Wybór historii kochanków z Werony został zaakceptowany jednogłośnie.

    - Z mojej perspektywy, zarządzającego teatrem, poza oczywiście względami artystycznymi, muszę się też kierować tymi organizacyjnymi i finansowymi. Część tych decyzji ma wspólny mianownik - potwierdza dyrektor Goik.

    W spektaklu premierowym jako Romeo wystąpi Andrzej Lampert, a w roli Julii Ewa Majcherczyk. Dyrektor Opery Śląskiej podkreśla, że „Romeo i Julia” jest dziełem, które - dzięki rozbudowanej obsadzie - pozwala na zaprezentowanie możliwie całego zespołu, pokazując pełnię ich możliwości artystycznych. - Jednocześnie wybraliśmy taki tytuł, w którym wystąpi też obsada młodego pokolenia śpiewaków. Szczególnie zależało mi na tym, by nasz zespół miał możliwość pracy z Michałem Znanieckim, reżyserem świetnie znanym nie tylko w naszym kraju, ale przede wszystkim z wielkich produkcji zagranicznych - dodaje dyrektor. Michał Znaniecki świętuje w tym roku jubileusz 25-lecia pracy artystycznej, a bytomska premiera „Romea i Julii” jest zwieńczeniem jego obchodów jubileuszowych w Polsce.

    W premierowej obsadzie, poza wspomnianymi już Ewą Majcherczyk i Andrzejem Lampertem, wystąpią również: Ojciec Laurenty - Bogdan Kurowski, Mercutio - Paweł Konik, Stefano - Michał Sławecki, Kapulet - Zbigniew Wunsch, Tybalt - Maciej Komandera, Gertruda - Iwona Noszczyk, Parys - Łukasz Klimczak, Gregorio - Włodzimierz Skalski, Benvolio - Grzegorz Biernacki oraz chór, balet i orkiestra Opery Śląskiej pod dyrekcją Bassema Akiki.



    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dokładnie ponad konfliktami...

    Zaniepokojony (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

    Jeden drugiego utopil by w łyżce wody, podlizywanie się dla roli, nie jesteś pupilkiem dyrekcji nie śpiewasz. Nie donosisz? Oj to masz problem. Jawna dyskryminacja, kolesiostwo i poniżanie...rozwiń całość

    Jeden drugiego utopil by w łyżce wody, podlizywanie się dla roli, nie jesteś pupilkiem dyrekcji nie śpiewasz. Nie donosisz? Oj to masz problem. Jawna dyskryminacja, kolesiostwo i poniżanie pracowników oto prawda o operze. W takiej atmosferze powstaje ten spektakl. Zresztą...większość obsady to goście. Czy idzie to w stronę teatru impresaryjnego?zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo