Czesław Michniewicz specjalnie dla nas: Nie liczę godzin i lat, ale nie odleciałem. Mocno stąpam po ziemi, w kosmos się nie wybieram

Adam Godlewski
Adam Godlewski
- W Stanach Zjednoczonych złapałem kontakt z trenerami i dyrektorami sportowymi klubów, w których grają nasi reprezentanci. Niezbędny do tego, aby - tak po koleżeńsku - zwolnić kadrowiczów z ostatniej przedmundialowej kolejki w MLS  - twierdzi selekcjoner Czesław Michniewicz
- W Stanach Zjednoczonych złapałem kontakt z trenerami i dyrektorami sportowymi klubów, w których grają nasi reprezentanci. Niezbędny do tego, aby - tak po koleżeńsku - zwolnić kadrowiczów z ostatniej przedmundialowej kolejki w MLS - twierdzi selekcjoner Czesław Michniewicz
Udostępnij:
We wtorek selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Czesław Michniewicz ogłosi szeroką kadrę na 4 czerwcowe spotkania Ligi Narodów. I poszerzy sztab o co najmniej dwóch dodatkowych trenerów. W rozmowie ze "Sportowym24" opowiedział o planach na miesiące poprzedzające mundial, celach na Ligę Narodów, sposobach na budowanie relacji z zawodnikami, żmudnych analizach na Kaszubach. Także o tym, kogo nie będzie miał do dyspozycji w czerwcu i jakie są opcje rezerwowe. Przede wszystkim jednak - czy już na dobre wszedł w buty trenera najważniejszej polskiej drużyny.

O co reprezentacja Polski będzie walczyła w Lidze Narodów?
Wiadomo, że musimy się utrzymać w Lidze Narodów, ale też umiejętnie połączyć tę grę o punkty z przygotowaniem zespołu do mistrzostw świata. A przede wszystkim - musimy także robić selekcję pod kątem mundialu. Jeśli teraz do tego się nie przymierzymy, to później w listopadzie nie będzie z kogo wybierać.

Rozumiem, że kadra, którą powoła pan we wtorek będzie szeroka?
Tak zaplanowałem. I będziemy ją na każdym kolejnym zgrupowaniu zmniejszać, bo następna tura Ligi Narodów jest we wrześniu, i już wtedy zaprosimy mniejszą liczbę zawodników. No a potem w listopadzie - już docelową grupę na mistrzostwa świata. Teraz na pewno powołam 5 bramkarzy i około 30 zawodników z pola, czyli na każdą pozycję po trzech. Muszę brać pod uwagę, że jeszcze są do rozegrania ostatnie kolejki w niektórych ligach i mogą przytrafić się kontuzje. Dlatego z góry chcę się zaasekurować, bo później nie chcę już nikogo dowoływać. Tym bardziej, że rozważamy - jak będzie taka konieczność i okazja, gdyby Izrael nie wygrał z Łotwą, a nasza drużyna w kategorii U-21 wygrała swój pierwszy mecz i w drugim walczyłaby o awans do baraży – zwolnienie 4 powołanych młodych zawodników, którzy w takich okolicznościach będą potrzebni w Łodzi z Niemcami.

Czyli Jakub Kiwior, Nicola Zalewski, Sebastian Walukiewicz i Jakub Kamiński dostaną od pana zaproszenia na majowe zgrupowanie. Podobnie jak pierwszoligowiec Hubert Adamczyk z Arki Gdynia?
To oczywiście nie jest przypadek, że czwórka wspomnianych młodzieżowców nie dostała powołań do kadry U-21, tylko moja świadoma decyzja. Natomiast Adamczyka rzeczywiście obserwujemy, ale ten pierwszoligowiec za chwilę może być też graczem ekstraklasowym. Arka prawdopodobnie będzie grała baraże, także spokojnie z tym powołaniem dla pierwszoligowca… Patrzymy na niego, patrzymy na wielu jeszcze innych młodych chłopaków, którzy też nie będą teraz powołani, ale pozostają w kręgu zainteresowań.

Ma pan kłopot z tym, że Sebastian Szymański występuje na co dzień w Rosji?
Nie, to temat, do którego podchodzę spokojnie, wiem co się dzieje u nich i jest w stałym kontakcie. Teraz miał urodziny, grał też o finał Pucharu Rosji. Wiem, jaka jest sytuacja u niego. Wiem także, że jego menedżer Mariusz Piekarski robi wszystko, żeby go wytransferować do innego kraju, do innej ligi. To nie będzie takie proste, bo dziś jest embargo na wszystko co związane z Rosją. Nie wiem, jak kluby zachodnie będą podchodzić do tego, że trzeba będzie zapłacić duże miliony tamtejszemu zespołowi.

A jak psychicznie znosi tę sytuację zawodnik?
Początek miał trudny, na zgrupowanie przed meczem ze Szwecją przyjechał taki poddenerwowany. Zagrał jednak na tyle dobrze w barażu, że media mu dały troszkę odsapnąć. I już nikt nie mówił, co powinien zrobić, tylko jak zagrał w starciu ze Skandynawami. Mógł złapać głębszy oddech, teraz powinno mu być już dużo łatwiej.

Co z Maciejem Rybusem?
Z Rybusem jest większy problem, bo nie było go na tamtym zgrupowaniu. Miał koronawirusa. Zastanawiamy się jeszcze, co z nim zrobić, czy go powoływać... Ostateczna decyzja zapadnie w ostatnim możliwym momencie przed ogłoszeniem kadry na czerwcowe mecze Ligi Narodów.

Przy 35 piłkarzach największym wyzwaniem zgrupowania będzie logistyka?
Nie, wszystko jest już ułożone. W poniedziałek się spotkamy, wszyscy, choć część jeszcze będzie grała w niedzielę. Na przykład wspomniany Szymański zagra jeszcze finał Pucharu Rosji właśnie niedzielę, czyli w poniedziałek w treningu raczej nie weźmie udziału. Później, we wtorek jedziemy do Wrocławia, tam będziemy trenować na głównej płycie, raz w pełnym składzie. Natomiast w środę będzie już podział na dwie grupy. Jedna będzie szykowała się do wieczornego meczu, a druga do południa będzie trenowała na boisku Śląska. I będzie można z nią przeprowadzić solidne zajęcia, w składzie 12 czy 15 zawodników z pola. W czwartek po powrocie ci, co zagrali mecz, też nie będą trenować z tą drugą grupą, więc znów możemy zrobić coś fajnego podczas ćwiczeń. Podobnie jak w piątek. Czyli to logistycznie wszystko mamy połapane. Problemem będzie co innego.

Co konkretnie?
Duża liczba graczy, których trzeba poddać sprawdzianowi. Po trzech na każdej pozycji, a napastników jeszcze więcej. Trzeba więc mocno się nagimnastykować, żeby każdemu dać odpowiednią liczbę minut w czterech najbliższych meczach, niezbędną do obiektywnej oceny. A nie ma takiego spotkania, żebyś mógł powiedzieć, że to jest słaby przeciwnik, i możemy sobie zagrać rezerwami. Z Belgią i Holandią skład musi być zbliżony do optymalnego, ale jednocześnie powołani zawodnicy muszą zostać sprawdzeni. I to jest dylemat, nad którym musimy się pochylić. Teraz są cztery mecze, później dwa we wrześniu, i jeszcze jeden w listopadzie – choć wciąż nie wiadomo z kim. Muszę mieć zatem oczy szeroko otwarte od początku zgrupowania, materiału do analizy będzie bowiem więcej niż kiedykolwiek.

Kamil Glik mimo długiej przerwy po urazie, którego doznał w barażu…
…na pewno stawi się na zgrupowaniu! W piątek grał baraż ze swoim zespołem we Włoszech. To był pierwszy jego mecz po kontuzji, ale przez minione tygodnie byliśmy oczywiście w stałym kontakcie. I Kamil obiecał, że na pewno przyjedzie na zgrupowanie.

Jeśli chodzi o sztab, to osiągnął pan już maksimum zatrudnienia, czy przed mistrzostwami świata jeszcze będzie pan rozszerzał grupę trenerów pracujących z reprezentacją?
Będę rozszerzał, ale zanim o tym opowiem publicznie, trzeba dopiąć kwestie formalne. Zrobimy to teraz, we wtorek, gdy będę w PZPN. Dwóch, trzech dodatkowych specjalistów jeszcze będę potrzebował. Tyle jest pracy.

Do analizy i banku informacji?
Nie, do pracy merytorycznej. We wspomnianych aspektach, szczególnie jeśli chodzi o zbieranie informacji o rywalach bardzo pomaga nam Marcin Dorna. To on pojedzie teraz na obserwację meczu Włochy - Argentyna, a stamtąd poleci do USA popatrzeć na Meksyk. Konkretnie do Chicago, bo tam dwa mecze rozegrają nasi pierwsi grupowi rywale na mundialu. Banku informacji z kadry młodzieżowej, który się sprawdził nie odrestaurowałem, bo każdy ma swoje obowiązki. A u nas jest Hubert Małowiejski, którzy długo się tym zajmuje i też potrafi dobrze pracować.

O co mądrzejszy wrócił pan ze Stanów Zjednoczonych, skoro już o tym mowa?
Przede wszystkim – złapałem kontakt z trenerami i dyrektorami sportowymi klubów, w których grają nasi zawodnicy. Dobry, bo nawet teraz do mnie dzwonią i piszą w różnych sprawach, najczęściej pytają o zawodników, bo mają dobrze prześwietlony polski rynek. Także o naszych zawodników grających w Europie. Zależy mi na ich przychylności i życzliwości, bo mistrzostwa świata będą się zaczynały w tygodniu po niedzielnej kolejce w MLS. Gdyby zatem nasz kadrowicz miał w niej zagrać, to w Polsce byłby dopiero we wtorek rano. A prawdopodobnie w środę będziemy mieli ostatni sparing przed wylotem na mistrzostwa świata do Kataru. Postaramy się więc - tak po koleżeńsku - zwolnić ich z tych ligowych meczów, żeby mogli normalnie przygotować się do mundialu. Porozmawiałem też oczywiście z zawodnikami, jak odnaleźli się w MLS, co im się w Ameryce podoba, a co nie. Zobaczyłem obciążenia, zobaczyłem, w jakim tempie gra tamtejsza liga, i na ile przygotuje mi zawodników pod kątem występu w Katarze. Bo mistrzostwa świata będą rozgrywane w zabójczym tempie. Tam, jak nie będziesz przygotowany na 130 procent, to nie ma po co jechać.

I jak to na żywo wygląda? Tempo jest podobne jak u nas w ekstraklasie czy trochę szybsze?
Podobne, choć różnicę – jakościową – robią duże indywidualności. Ktoś może powiedzieć, że fajnie tam się gra, bo nikt nie spada, ale prawda jest taka, że nikt nie zadowala się tylko tym, że gra. Każdy chce w wystąpić play-offach, każdy się o nie bije na całego. Jest duża rywalizacja, w każdym klubie jest po kilka gwiazdorskich kontraktów, i ci dobrzy piłkarze ciągną MLS we właściwym kierunku. Myślę, że za cztery lata, kiedy mundial będzie rozgrywany w Stanach i ta liga będzie silna, i kluby też będą bardzo mocne.

W sumie, gdyby się pan uparł, to mógłby kadrę opierać – poza Robertem Lewandowskim, przede wszystkim na zawodnikach grających we Włoszech i właśnie w USA.
Fakt, nasza kolonia tam jest liczna, a już wiem, że jeszcze się powiększy. Amerykanie bardzo poważnie przyglądają się kilku naszym reprezentantom, sam – zapytany – kilku wystawiłem recenzje podczas pobytu w Stanach.

Komu konkretnie?
Głównie zawodnikom z mojej poprzedniej reprezentacji młodzieżowej, Karol Świderski, Adam Buksa, Patryk Klimala, czy Janek Sobociński są przecież z tej generacji i najwyraźniej wykonują dla innych rodaków dobrą robotę. Proszę darować, ale nazwisk nie podam, bo to byłoby niefajne z punktu widzenia moich rozmówców.

Rozumiem. Za to pan zasięgnął opinii o Gabrielu Słoninie. Jest na tyle dobra, że kończący 15 maja 18 lat golkiper Chicago Fire znajdzie się wśród 5 bramkarzy, którzy stawią się na najbliższym zgrupowaniu?
Tak.

Obserwował pan też Meksyk, ale z uwagi na bardzo daleki od podstawowego skład El Tri ta obserwacja specjalnie miarodajna nie była.
Zgoda, ale zobaczyłem sposób funkcjonowania tej drużyny. Zobaczyłem żywiołowość, i duże umiejętności indywidualne. Zaobserwowałem, że nie przygotowują długo akcji wyprowadzając ją z własnego przedpola, tylko każdy natychmiast idzie w trybik. Poznałem sposób myślenia tej drużyny, to cenne. Bo Meksyk gra zupełnie inaczej niż zespoły europejskie, z którymi mierzymy się na co dzień. Teraz już wiem, na co zwrócić uwagę, ukierunkowałem pod tym kątem Marcina Dornę.

Pan jeszcze osobiście wybierze się na dalekie obserwacje, czy będzie już tylko delegował współpracowników?
Teraz nie będzie czasu, ale pod koniec sierpnia - gdy my nie będziemy grali - zaplanowane mecze mają Argentyna i Meksyk i chciałbym się na nie wybrać. Aby na żywo zobaczyć, co dokładnie przygotowują pod kątem turnieju w Katarze.

Ile godzin na dobę pracował pan w minionym tygodniu w swojej chacie na Kaszubach?
Tyle ile trzeba. Przyjechałem w poniedziałek, byłem do niedzieli i pracowałem od świtu do zmroku, a nawet jeszcze dłużej, ale przerywałem analizę spacerami. Mam tu spokój, ciszę, więc… nie liczę godzin i lat! Bo robota sama się nie zrobi. Raz pojechałem tylko do Stężycy na zakupy i w odwiedziny.

I jak wrażenia? Ludzie reagują na inaczej niż w czasach młodzieżówki?
Spotkania z tutejszymi kibicami są sympatyczne, nawet jeśli są zdziwieni, co ja tu robię. Nie odmawiam zdjęć, i chwili rozmowy, ale moja rozpoznawalność jest rzeczywiście znacznie większa niż w czasach, gdy prowadziłem młodzieżówkę. Nieporównywalna! Reprezentacja Polski to zupełnie inny nośnik, nawet jeśli w kilku klubach zdążyłem już popracować w minionych kilkunastu latach. A co do odwiedzin, to pojechałem na kawę do miejscowego wójta, Tomka Brzozowskiego, pasjonata futbolu, który miał troszkę problemów zdrowotnych, ale na szczęście już wkrótce wraca do pracy. I to był ciekawy przerywnik, dużo dowiedziałem się o Raduni Stężyca, bo ten mój znajomy samorządowiec jest mocno zaangażowany w ten klub.

Częściej ostatnio spotyka pan za to Zbigniewa Bońka. To przypadek?
E, bez przesady z tym często. Spotkaliśmy się na finale Pucharu Polski, a będąc we Włoszech zaprosiłem poprzedniego prezesa PZPN na sobotnią przedpołudniową kawę i croissanta. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy dosłownie chwilę, bo obowiązki goniły i mnie, i Zibiego. Głównie o Nicoli Zalewskim, bo chciałem mieć jeszcze więcej informacji o tym zawodniku.

Odnoszę wrażenie, że dobrze czuje się pan w roli selekcjonera. Odczuwa pan, że jest skrojona pod pana?
Dużo osób mi tak mówi, więc chyba coś w tym jest. To jest fajna praca, bo cały czas coś się zmienia, cały czas się przemieszczam. Od momentu, gdy przyjechałem do domu po meczu ze Szwedami w marcu, to z żoną spędziłem praktycznie tylko 3 dni. Święta były osobno, przebywałem w Stanach, skąd na jeden dzień pojechałem do domu. Potem był Puchar Polski, a z Warszawy pojechałem prosto do Rzymu. Z Włoch wróciłem w niedzielę, w poniedziałek byłem już na Kaszubach. Teraz po niedzielnym powrocie, już we wtorek rano wyjeżdżam do Warszawy… Cały czas się mijamy się, a żona myślała, że gdy będę pracował w reprezentacji, to będę częściej w domu niż wówczas, kiedy prowadziłem kluby. (ze śmiechem) Nie ma nawet kiedy – i o co – się pokłócić. Synowie żartują, że jestem teraz ojcem na telefon. Coś kosztem czegoś, praca jest fantastyczna. Taka, o której marzyłem.

Zawsze był pan bardzo pozytywnie nastawionym do świata, ale teraz w głosie wyczuwam wręcz entuzjazm.
Bo nie ma nudy! Jestem na Kaszubach, ale mam swoją listę i co jakiś czas odświeżam kontakt z reprezentantami. Wszystkimi! Ostatnio 2 dni zajęło mi obdzwonienie wszystkich, których zamierzam powołać na najbliższe zgrupowanie… Chcę na bieżąco wiedzieć, co u nich słychać, opowiedziałem o zgrupowaniu, chciałem, żeby ode mnie dowiedzieli się, kto zostanie powołany. Tak się buduje relację, tak ja sobie to wyobrażam. Dopiero się poznajemy z większością, więc trzeba o to dbać. Oczywiście, nie zaniedbuję też śledzenia występów wszystkich kadrowiczów, oglądam każdy mecz, który rozgrywa każdy z nich.

Rozumiem zatem, że pański komputer rodem z NASA przydaje się do szpiegowania wszystkiego, co jest związane z reprezentacją i wszystkimi kadrowiczami?
Śledzę rzeczywiście wszystko, i ze wszystkim jestem na bieżąco. Ale w kosmos się nie wybieram. Co to to nie, nie odleciałem, staram się chodzić po ziemi. Piękne chwile trwają krótko, ale trzeba umieć się nich cieszyć. Ja się cieszę każdą obecną. Za chwilę zaczną się mecze reprezentacji, Liga Narodów. Będziemy koncentrować się na selekcji, ale wiadomo - nikt nie chce przegrywać. A tak silnej grupy to jeszcze nie mieliśmy. Przecież Belgia, Holandia i być może Walia, która też ma szansę na mistrzostwa, wystąpią na mundialu! Skala wyzwania jest więc bardzo duża, a musimy przecież rozwijać zespół. Fajnie więc, że moje rozmowy motywują kandydatów do gry w kadrze. Weźmy na przykład Kamila Pestkę. Rozmawiałem z nim w środę, i powiedziałem, że przyglądam mu się, że dobrze wygląda, ale musi się starać jeszcze bardziej, bo jeszcze ma szansę być powołany na zgrupowanie. No i w piątek strzelił dwie brameczki! Zadowolony jestem, bo to fajny chłopak, porozmawiałem też z trenerem Jackiem Zielińskim, podpytałem, jak wygląda w treningu. Z Maćkiem Skorżą też rozmawiałem. Na temat „Kamyka” i Bartka Salamona - jak teraz wygląda ich sytuacja.

Czyli Pestkę powoła pan na to zgrupowanie?
Rozmawiałem z nim o tym już, jak powiedziałem, w środę. Arek Reca będzie musiał się poddać delikatnemu zabiegowi, wiedział to jeszcze przed meczem z Udinese w minionej kolejce. Będzie miał czyszczenie kolana, więc w czerwcu nie będzie do naszej dyspozycji. Dlatego szansa na powołanie otworzyła się przed Pestką.

Czego panu życzyć w dłuższej perspektywie?
Dobrze by było, żeby dwa nasze klubowe zespoły awansowały do grupy w europejskich pucharach. Nawet do Ligi Konferencji, bo to byłoby świetne przygotowanie zawodników pod kątem mundialu. Tam poziom jest dużo wyższy niż w naszej ekstraklasie. Zresztą Jose Mourinho zrobił takie show z awansu do finału Ligi Konferencji, jakby to była Liga Mistrzów. I fajnie, otoczka była fantastyczna. Byłem na tym meczu, widziałem z bliska i cieszę się bardzo, że Polak ma szansę zagrać w tym spotkaniu.
Rozmawiał Adam Godlewski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Czesław Michniewicz specjalnie dla nas: Nie liczę godzin i lat, ale nie odleciałem. Mocno stąpam po ziemi, w kosmos się nie wybieram - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie