Dyrektor Muzeum w Gliwicach broni Pomnika Powstań Polskich. "Nie stoi w sprzeczności z lokalną, śląską pamięcią miasta'

Patryk Osadnik
Patryk Osadnik

Wideo

Grzegorz Krawczyk, dyrektor Muzeum w Gliwicach, zabrał głos na temat Pomnika Powstań Polskich, który ma stanąć na Placu Krakowskim. - Uwiecznienie pamięci polskich zrywów niepodległościowych, w bądź co bądź polskich Gliwicach, bynajmniej nie stoi w sprzeczności z lokalną, śląską pamięcią miasta, jak widzą to niektórzy przeciwnicy tej inicjatywy - pisze.

W ostatnich dniach gorąco zrobiło się wokół Pomnika Powstań Polskich, którego budowa rozpoczęła się na Placu Krakowskim w Gliwicach. Kilkudziesięciu architektów, profesorów, ludzi kultury, dziennikarzy i społeczników podpisało treść apelu, w którym domagają się zatrzymania budowy.

Wskazują, że obelisk jest archaiczny w formie i kontrowersyjny w treści, a ich zdaniem na lata zatrzyma możliwość modernizacji placu, który powinien być bardziej przyjazny dla mieszkańców.

Dyrektor Muzeum w Gliwicach broni Pomnika Powstań Śląskich

Głos w tej sprawie zabrał także Grzegorz Krawczyk. Dyrektor Muzeum w Gliwicach postanowił wziąć w obronę pomysł budowy pomnika, który zainicjowało Stowarzyszenie Pamięci Armii Krajowej.

- Uwiecznienie pamięci polskich zrywów niepodległościowych, w bądź co bądź polskich Gliwicach, bynajmniej nie stoi w sprzeczności z lokalną, śląską pamięcią miasta, jak widzą to niektórzy przeciwnicy tej inicjatywy. Co więcej, może być jej ubogacaniem i dopełnieniem o wątki bliskie tej części mieszkańców, którzy po 1945 roku stali się nowymi, polskimi mieszkańcami miasta - pisze Grzegorz Krawczyk.

Podkreśla, że pomnik to inicjatywa organizacji pozarządowej, która jest: „sukcesorem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – organizacji kombatanckiej, zrzeszającej byłych żołnierzy konspiracyjnych polskich sił zbrojnych w latach II wojny światowej, którzy prowadzili nierówną i okupioną ofiarami walkę z okupantami niemieckim i sowieckim. Wielu z ich przyjaciół i kolegów poniosło śmierć z rąk nazistowskich kulturträgerów i komunistycznych naprawiaczy świata”.

- Dziś poczytny literat (Szczepan Twardoch - przyp. red.) w swej filipice nazywa ich pogardliwie „leśnymi dziadkami”, jakby nie przyjmując do wiadomości, że to oni w latach 1939–1945 opowiedzieli się po stronie tych wartości, na których dziś zbudowana jest wolna i demokratyczna Europa. Cena, którą za to zapłacili była zaiste wysoka - ocenia.

Musisz to wiedzieć

Ponadto argumenty o zawłaszczeniu Placu Krakowskiego dyrektor Muzeum w Gliwicach uznaje za bezpodstawne i wyssane z palca. Uważa, że są one jedynie dodatkiem, a autorzy apelu tak naprawdę nie chcą zgodzić się z ideą, która przyświeca pomnikowi.

- Można z taką czy inną koncepcją tej formy sztuki w przestrzeni publicznej się nie zgadzać, krytykować jej walory estetyczne, można nie odczuwać związku z zawartą w niej ideą, kontestować ją lub ignorować, ale twierdzić, że stawiany obelisk „zamknie na wiele lat możliwość modernizacji Placu Krakowskiego i jego zamiany w nowoczesną i prawdziwie przyjazną przestrzeń” to argument z gatunku „tylko nie tutaj, a najlepiej nigdzie” - pisze Krawczyk.

Zobacz koniecznie

List Grzegorza Krawczyka, dyrektora Muzeum w Gliwicach, w sprawie Pomnika Powstań Polskich

"Kiedy w listopadzie 1998 roku, w osiemdziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, na Placu Piłsudskiego w Gliwicach odsłonięto pomnik Naczelnika Państwa i pierwszego marszałka odrodzonej Rzeczpospolitej, w lokalnych mediach zawrzało. Głos oburzenia podnieśli krytycy tej formy sztuki komemoratywnej w przestrzeni miasta. Sięgali oni najczęściej po argument, że Piłsudski nie miał nigdy nic wspólnego z Gliwicami i Górnym Śląskiem (jakby coś wspólnego z Wrocławiem miał hrabia Aleksander Fredro, czy ze Szczecinem Kornel Ujejski). Nie chcieli lub nie potrafili zrozumieć, że dla tych gliwiczan, którzy po 1945 roku przyjechali do Gliwic z Kresów Wschodnich, zwłaszcza pokolenia wychowanego w międzywojennym dwudziestoleciu, Piłsudski był symbolem Polski odrodzonej. Tej Polski, którą zapamiętali z dzieciństwa, z czasów młodości czy którą znali z rodzinnych opowieści i pamięć o niej prywatnie pielęgnowali w czasach komunistycznej dyktatury. Ów głos krytyki, choć odwołujący się do argumentów pozornie racjonalnych, był przede wszystkim wyrazem złej woli i niechęci wobec określonej formy pielęgnowania pamięci o osobach, wydarzeniach i wartościach związanych z Polską jako ojczyzną i państwem. Próbowano przeciwstawić jej pamięć lokalną, odwołującą się wyłącznie do przeszłości miasta przed 1945 rokiem, jakby nie chciano zauważyć, że rozpętana przez nazistowskie Niemcy wojna okazała się radykalną cezurą, a świat, który wyłonił się po klęsce III Rzeszy był już zupełnie inny. Zmieniło się wszystko. Również Gliwice.

Dziś jesteśmy ponownie świadkami konfliktu pamięci, a raczej paroksyzmu niechęci i oporu części elit (nota bene nie tylko gliwickich) wobec budowy Pomnika Powstań Polskich na placu Krakowskim w Gliwicach. Budowy podkreślmy, będącej inicjatywą gliwickiego oddziału Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej, a więc pozarządowej organizacji pożytku publicznego, która działa w obrębie społeczności lokalnej i wpisuje się w ramy demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego. Stowarzyszenia, co również istotne, będącego sukcesorem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – organizacji kombatanckiej, zrzeszającej byłych żołnierzy konspiracyjnych polskich sił zbrojnych w latach II wojny światowej, którzy prowadzili nierówną i okupioną ofiarami walkę z okupantami niemieckim i sowieckim. Wielu z ich przyjaciół i kolegów poniosło śmierć z rąk nazistowskich kulturträgerów i komunistycznych „naprawiaczy świata”. Dziś poczytny literat w swej filipice nazywa ich pogardliwie „leśnymi dziadkami”, jakby nie przyjmując do wiadomości, że to oni w latach 1939–1945 opowiedzieli się po stronie tych wartości, na których dziś zbudowana jest wolna i demokratyczna Europa. Cena, którą za to zapłacili była zaiste wysoka.

Uwiecznienie pamięci polskich zrywów niepodległościowych, w bądź co bądź polskich Gliwicach, bynajmniej nie stoi w sprzeczności z lokalną, śląską pamięcią miasta, jak widzą to niektórzy przeciwnicy tej inicjatywy. Co więcej, może być jej ubogacaniem i dopełnieniem o wątki bliskie tej części mieszkańców, którzy po 1945 roku stali się nowymi, polskimi mieszkańcami miasta. Możemy się zżymać i oburzać na geopolityczne skutki II wojny światowej, ale dziś nikt poważnie myślący, po obu stronach Odry, nie kwestionuje pojałtańskich granic. To nie jest tak, że Ci, którzy po wojnie zamieszkali w Gliwicach i ich potomkowie są przybłędami, nowymi okupantami czy mieszkańcami „tylko na chwilę”. Są tak samo gliwiczanami, jak Ci, którzy żyją tu od pokoleń. Tu mieszkają, pracują, tu rodzą się ich dzieci, tu chowają swoich bliskich, a przecież Ojczyzna - to ziemia i groby. Mają zatem niezbywalne prawo do kultywowania swojej pamięci i nie powinno się im tego prawa odbierać, pod pretekstem rzekomego poszanowaniem lokalnej tożsamości, za którym czai się demon nietolerancji wobec wszystkiego co nieśląskie, by nie powiedzieć polskie.

Pod apelem zaadresowanym do prezydenta Gliwic o wstrzymanie budowy pomnika podpisało się 41 osób. Wśród nich dominują architekci, przede wszystkim pracownicy naukowi Politechniki Śląskiej, ale są również urbaniści i socjologowie oraz reprezentacji szeroko pojętej inteligencji, w tym osoby, które w publicystyce i publicznych wypowiedziach bynajmniej nie ukrywają swojej niechęci do tego co składa się na korpus polskiej tradycji i wspólnoty pamięci. Zamiast zatem napisać wprost, że nie zgadzają się z ideową wymową stawianego monumentu, zasłaniają się kuriozalnymi argumentami o rzekomym „zawłaszczeniu przestrzeni placu”, przekreśleniu jego funkcji rekreacyjno-wypoczynkowych, czy uniemożliwieniu w tym miejscu zjazdów food-trucków.

Rzeźba pomnikowa swój rozkwit przeżywała w XIX wieku. W następnym stuleciu z biegiem czasu coraz bardziej kwestionowano treściową i ideową nośność pomników, jednak pozostały one elementem kultury pamięci i rzecz jasna określonej polityki historycznej. Można z taką czy inną koncepcją tej formy sztuki w przestrzeni publicznej się nie zgadzać, krytykować jej walory estetyczne, można nie odczuwać związku z zawartą w niej ideą, kontestować ją lub ignorować, ale twierdzić, że stawiany obelisk „zamknie na wiele lat możliwość modernizacji Placu Krakowskiego i jego zamiany w nowoczesną i prawdziwie przyjazną przestrzeń” to argument z gatunku „tylko nie tutaj, a najlepiej nigdzie”. Kiedy wczytamy się dokładnie w treść apelu, a zwłaszcza w jego ostatni akapit, okazuje się, że tak naprawdę dla podpisanych pod nim osób problemem nie jest miejsce, w którym właśnie rozpoczęto budowę pomnika, ale jego, cytuję: „anachroniczność w formie i kontrowersyjność w treści”. Puszczając wodze fantazji można sobie wyobrazić, że pozarządowa organizacja pożytku publicznego, stojąca na ideowych antypodach pomysłodawców stawianego właśnie pomnika, zainicjowałaby postawienie w tym samym miejscu monumentu „nowoczesnego” w formie i zawierającego treści miłe autorom apelu, choć niekonieczne podzielane przez wszystkich gliwiczan. Wówczas zapewne okazałoby się, że przestrzeń placu jest idealnym miejscem na jego wyeksponowanie, nie przekreśla on funkcji rekreacyjno-wypoczynkowych tego miejsca i nie uniemożliwia w tym miejscu zjazdów food-trucków".

Nie przeocz

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie