Ekstremalna droga krzyżowa: Nie wszyscy doszli! [ZDJĘCIA]

Łukasz Klimaniec
Ekstremalna droga krzyżowa, Daniel Czyżak i brat Mirek Myszka
Ekstremalna droga krzyżowa, Daniel Czyżak i brat Mirek Myszka Łukasz Klimaniec
Nawet 50 osób mogło nie ukończyć Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, jaka w czwartkową noc wyruszyła beskidzkimi szlakami, by pokonać 40-kilometrową trasę. Uczestników zaskoczyło załamanie pogody i bardzo trudna trasa. ZOBACZ ZDJĘCIA

W czwartkową noc spod kościoła św. Andrzeja Boboli wyruszyło 65 uczestników Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Wyposażeni w czołówkowe latarki, kije trekkingowe, a nawet rakiety śnieżne w kilkuosobowych grupach, w których niesiony był krzyż, mieli do pokonania 40-kilometrową trasę.

Nie wszyscy sprostali wyzwaniu. Część osób zdecydowała się nocować w schronisku na Klimczoku, inni w schronisku na Błatniej, jeszcze inni zrezygnowali z dalszej drogi w Brennej. Do ronda w Buczkowicach, gdzie kończyła się trasa Ekstremalnej Drogi krzyżowej, dotarło niewielu. W Wielki Piątek około 8.20 doszedł tam brat Mirek Myszka, pallotyn, organizator wydarzenia. Towarzyszył mu Daniel Czyżak z Bielska-Białej. Pallotyn nawet nie ukrywał, że Ekstremalna Droga Krzyżowa była naprawdę ekstremalna.

- Pogoda w nocy przerodziła się w zimową, na Przełęczy Salmopolskiej podjęliśmy decyzję, że idziemy asfaltem w kierunku Szczyrku. Choć ks. Jacek ze swoimi ludźmi wybrał się szlakiem - mówił na gorąco zmęczonym głosem. - Pogoda dała w kość, ale nie było na tyle źle, by trzeba było używać rakiet śnieżnych. Jednak część ludzi po drodze zrezygnowała, zostali w schronisku na Błatniej, na Klimczoku, część w Brennej. Wiadomo, każdy miał swój trud i wiedział najlepiej, czy poddać się, czy iść dalej. Ale powiedzieliśmy, że idziemy do końca i nie poddajemy się. Chociaż ja już… wymiękam. Człowiek robił się już senny. To naprawdę była trudna trasa - zaznaczył pallotyn.

ZOBACZ, W JAKIEJ GRUPIE I JAK PRZYGOTOWANI WYCHODZILI UCZESTNICY EKSTREMALNEJ DROGI KRZYŻOWEJ

Jadąc w kierunku Szczyrku, na wysokości Urzędu Miasta spotykam Daniela Szczepanika z Kóz. Szedł sam niosąc wielki krzyż.
- Nie wiem na pewno, czy ktokolwiek z mojej grupie był z przodu. Ale ci, z którymi szedłem, zrezygnowali z dalszego marszu. Część wróciła do domów, albo zostali w schronisku. Nie było łatwo, ale da się przeżyć - powiedział.

Gdy proponuję, że podwiozę go do ronda w Buczkowicach, grzecznie, ale stanowczo odmawia. - Przecież o to chodziło by dojść do końca - uśmiecha się.

Daniel Czyżak: - Każdy szedł na tą drogę krzyżową w jakimś celu, ze swoją intencją. Niektórzy szli po to, by się przejść, inni widzieli w tym głębszy sens. Ja połączyłem jedno i drugie i jestem zadowlony. Jestem fizycznie pogotowany, dużo chodzę po górach. Ale trasa dała mi w kość, nie była wcale łatwa. Pogoda też nie ułatwiała. Momenty załamania? Wiadomo było, że trzeba skończyć trasę. Po to się ją zaczęło - mówi.

Brat Mirek uważa, że najwcześniej w Wielką Sobotę będzie można oszacować, ile osób dokładnie ukończyło Ekstremalną Drogę Krzyżową. Na gorąco uważa, że całej trasy podczas nocnego marszu mogło nie przejść nawet 50 osób.

- W przyszłym roku nieco zmodyfikujemy trasę. Za dwa, trzy tygodnie planujemy spotkać się ze wszystkimi uczestnikami na Szyndzielni, odprawimy mszę świętą. Wtedy też każdy będzie mógł poopowiadać o swoich wrażeniach - dodaje.

Nad bezpieczeństwem uczestników czuwali goprowcy, z którymi organizatorzy byli w kontakcie.


*Strajk generalny 26 marca w woj. śląskim
*Bandycki napad na sklep w Mysłowicach ZOBACZ WIDEO
*ZOBACZ luksusowe samochody prezydentów miast. Po co im to? ZOBACZ ZDJĘCIA
*Serial Anna German [STRESZCZENIA ODCINKÓW]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andrzej z Bielska-Białej
nasza grupa doszła w 5u z 8u na starcie. Warunki były całkowicie zimowe z kopnym śniegiem na trasie, padającym od 03:00 śniegiem i lodowatym wiatrem. Były momenty zwątpienia, tym bardziej, że tempo pomimo warunków mieliśmy szybkie - 3.8km/h i prawie 50km trasy. wg. sports-tracker. Ale warto było!! To chyba najbardziej ekstremalna z polskich EDK i na pewno w przyszłym roku przyciągnie rzeszę chętnych.
Ł
Łociek
gratulacje najwytrwalszym
Dodaj ogłoszenie