MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Górale nie pamiętają tak krótkiego sezonu zimowego w Beskidach. Poprzedni trwał miesiąc dłużej!

Kamil Lorańczyk
Kamil Lorańczyk
Sezon zimowy w Beskidach zakończony. Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Sezon zimowy w Beskidach zakończony. Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Soszów - Stacja Narciarska w Wiśle
Po sezonie zimowym w Beskidach nie ma już śladu. To dobry moment, żeby podpytać Górali, jak oceniają tegoroczną zimę pod kątem ruchu turystycznego. W końcu rekordowo wcześnie wystartowały pierwsze ośrodki narciarskie, lecz też zaskakująco szybko zostały zamknięte.

Spis treści

Sezon zimowy w Beskidach 2023/2024. Szybko przyszło, szybko poszło

Kompleks narciarski na Białym Krzyżu w Szczyrku podał już 26 lutego, że zakończył sezon. Bezlitosna, wiosenna aura sprawiła, że nie tylko tam zabrakło śniegu. Niedziela była również ostatnim dniem, w którym można było korzystać z tras narciarskich na Skrzycznem. W innych ośrodkach albo wprowadzono przerwy techniczne, licząc na cud, albo ograniczono się do kilku czynnych tras. Przetrwały największe lodowce, które położone są wyżej bądź mniejsze stoki, którym sprzyja ich położenie. Jednak na krótko. W miniony weekend (9-10 marca) po raz ostatni ruszył Szczyrk Mountain Resort oraz ostatnie dwie z 12 stacji narciarskich działających w ramach beskidzkiego Wispassu (wcześniej Wiślański Skipass – red.) – wiślańskie Siglany i Złoty Groń w Istebnej.

– Nie pamiętam, żeby tak szybko zamknąć sezon narciarski w Wiśle. W ostatnich tygodniach śnieg ubywał bardzo szybko. Kto jeszcze mógł, to powalczył. (…) Wiele osób z Wisły mówi, że nie pamięta tak kiepskiej zimy pod kątem śniegu. Zazwyczaj ośrodki jeździły do końca marca, a w zeszłym roku zamknęliśmy się 10 kwietnia, czyli sezon trwał o cały miesiąc dłużej. Często było tak, że na Wielkanoc jeszcze można było pojeździć – mówi Tadeusz Papierzyński, odpowiedzialny za sprawy promocji i turystyki w wiślańskim Urzędzie Miejskim.

Właściciele wyciągów nie kryją rozczarowania. Liczą na mały zimowy powrót. Nie wydaje się jednak, aby pogoda pozwoliła na coś więcej. Podkreślają natomiast, że gdyby zdarzyło się, że spadnie większa ilość śniegu, to niewykluczone, że niektóre wyciągi znów zostaną otwarte. – Na razie nie ma takich prognoz. Być może będzie trzeba się przyzwyczajać, że następne sezony zimowe będą krótsze, trudniejsze – dodaje Papierzyński.

W branży hotelarskiej, podobnie jak w przypadku wyciągów, również było słabiej niż w zeszłym roku. Utrzymał się trend wyjazdów kilkudniowych, które zaczęły być popularne po pandemii. To nie są już przyjazdy na dwa tygodnie, choć także takie turnusy się zdarzały. W tym sezonie potwierdziło się również, że rodziny z dziećmi, będące najpopularniejszym typem klienta, rezerwowały pobyty w hotelach cztero- i pięciogwiazdkowych, z tzw. klasy premium. – Myślę, że to wynika z wielu atrakcji na miejscu. Takie hotele posiadają swój basen, siłownię czy pokoje zabaw dla dzieci. Dają poczucie komfortu, że można spędzić czas niezależnie od pogody. Nie wychodząc z hotelu, spędzimy ciekawie cały dzień. Słabiej było w obiektach klasy średniej, w pensjonatach, których klienci bardziej kalkulują i liczą się z wydatkami. Często rezygnują z wyżywienia i sami przygotowują sobie posiłki – przyznaje Papierzyński.

Mimo krótkiego sezonu zimowego, są też powody do optymizmu. Potwierdza to między innymi Polska Organizacja Turystyczna, która wskazała, że najpopularniejszym kierunkiem zimowych wyjazdów krajowych były niezmiennie góry – wybierało się tam niemal sześć na dziesięć osób, które planowały swój główny wypoczynek w kraju. Zdecydowanie mniej popularne były wyjazdy w inne rejony Polski: nad morze – 22 proc. i do miast – 13 proc. Głównym celem wyjazdów był po prostu wypoczynek i relaks, a w dalszej kolejności: zwiedzanie atrakcji turystycznych.

Początek zimy przyciągnął turystów

Spory ruch turystyczny w górskich miejscowościach był zauważalny szczególnie na początku sezonu. Beskidy przyciągały już w listopadzie. Wcześniejsze niż przewidywano opady śniegu pozwoliły uruchomić pierwsze wyciągi. Jak co roku, niewielki, choć kultowy Biały Krzyż wystartował jako pierwszy w Beskidach – tym razem już 25 listopada. Raptem pięć dni później, ruszyła pierwsza stacja narciarska w Wiśle – wyciąg narciarski Siglany.

– Tak naprawdę, po raz pierwszy w historii udało się nam wystartować z sezonem już w listopadzie – powiedziała wówczas Katarzyna Byrt z Siglan.

Niskie temperatury i naturalny, duży opad śniegu pozwoliły ośrodkom przyjmować turystów na odpowiednio przygotowane stoki, ale również przygotować pewną bazę, na wypadek, gdyby miały przyjść cieplejsze dni. Intensywnie w tym czasie działały armatki śnieżne. Ta wspomniana baza w wielu przypadkach okazała się później na wagę złota. O ile grudzień był dość łaskawy dla beskidzkich stacji, tak już początek stycznia niekoniecznie, przez coraz częściej wyglądające za chmur słońce, plusowe temperatury i opady deszczu. Zbliżał się jednak wyczekiwany przez uczniów czas odpoczynku od szkoły.

– Okres ferii warszawskich i jednocześnie dolnośląskich, opolskich to były dobre dwa tygodnie dla wiślańskiej bazy noclegowo-gastronomiczno-rozrywkowej. Na to wskazuje chociażby liczba rezerwacji. Myślę, że to wynikało głównie z warunków. Turyści między innymi z Warszawy trafili jeszcze na dosyć dobrą zimę. Później, jeśli chodzi o rodzinne wypady, pojawiały się informacje, że ktoś zrezygnował w ostatniej chwili ze względu na pogodę – tłumaczy Tadeusz Papierzyński.

W kolejnych tygodniach z zimową pogodą było tylko gorzej. Stąd też duże zaskoczenie – ferie mazowieckie okazały się lepsze frekwencyjnie od śląskich. Wiśle nie pomogli nawet stali goście, którzy od lat przyjeżdżają z aglomeracji górnośląskiej, między innymi z Chorzowa, Katowic, Mikołowa, Rybnika, Wodzisławia Śląskiego oraz Zabrza.

Drogo czy tanio?

Powodów mniejszego zainteresowania wypoczynkiem w Beskidach można by się doszukiwać również w odstraszających kwotach. Czy na pewno? Sprawdziliśmy to w trakcie śląskich ferii w okolicach Czantorii w Ustroniu. W restauracji należącej do rezydencji Czantoria i Spa za ręcznie robione pierogi z mięsem trzeba było zapłacić 29 zł, z kolei za naleśniki z białym serem na słodko – 22 zł, a za karkówkę z pieca z opiekanymi ziemniakami i surówką zapłacilibyśmy 39 zł. Napoje kosztowały od 8 do 18 zł, ceny zup zaczynały się od 15 zł, a przystawek od 20 zł.

Jedząc w Sielance, jednej z luksusowych restauracji w Ustroniu, wydalibyśmy rzecz jasna więcej pieniędzy. To lokal urządzony w gustownym, zabytkowym budynku. Na co dzień serwuje dania kuchni polskiej i europejskiej.

Właściciel restauracji Grzegorz Zawiliński podkreślał wówczas, że ferie wypadają trochę słabiej dla branży gastronomicznej, zaznaczając, że w jego opinii to raczej ogólna tendencja. – To wynika z rosnących cen wypoczynku. Słyszy się, że nawet w Zakopanem brakuje turystów. (…) Wszędzie jest drożej. Na stoku trzeba wypożyczyć sprzęt, kupić bilet na kolejkę, zapłacić za lekcję z instruktorem. Ludzie szukają oszczędności w wyżywieniu – mówił.

Według wyliczeń portalu Nocowanie.pl, pobyt w górach w okresie ferii był w tym roku dość drogi. Ceny noclegów zaczynały się od 150-200 zł za osobę w najtańszych opcjach. Biorąc pod uwagę wyjazd z rodziną na pięć dni, trzeba było mieć odłożoną konkretną sumę pieniędzy. Szacowany koszt dojazdu mieścił się w kwocie około 600-700 zł w obie strony. Mowa w tym przypadku o jeździe autem lub zakupie biletów na pociąg dla czteroosobowej rodziny.

Pięciodniowy pobyt czterech członków rodziny w pensjonacie kosztował średnio około 3 tys. zł. W tej cenie uwzględnione mogło być śniadanie. W przypadku hotelu, ten koszt wzrastał dwukrotnie, a nawet notował większy wzrost. Dodatkowe atrakcje, karnet na stoki, ale też transport generowały kolejne wydatki. Czteroosobowa rodzina musiała być przygotowana, że przeznaczy na pięciodniowy pobyt mniej więcej od 5 do 8 tys. zł. Oczywiście niektórzy wydali znacznie więcej, jeżeli zdecydowali się na luksusowy hotel ze SPA.

Górale szykują się na wiosnę i lato

Tadeusz Papierzyński zwraca uwagę, że ośrodki szybko się zamknęły narciarsko, ale równie dynamicznie dostosowały się do ruchu turystycznego. – Wiemy, że kolejki linowe już jeżdżą, przykładem jest choćby Soszów. Szybsze uruchomienie planują Bike Parki. Przypuszczam, że na Wielkanoc będą już otwarte – podkreśla. Na ten moment znajdują się one w czterech lokalizacjach w Wiśle: na Siglanach, Soszowie, Nowej Osadzie i Stożku.

Do otwarcia swojego Bike Parku szykuje się także Szczyrk Mountain Resort. Jak dotąd, uruchomił wypożyczalnię rowerów Trek E-bike, ale przygotował już propozycję, która łączy wycieczkę w góry ze śniadaniem wielkanocnym w restauracji Kuflonka na wysokości 1000 m n.p.m. oraz zapowiedział, że otwarcie sezonu letniego nastąpi 27 kwietnia.

W Wiśle kalendarz wydarzeń został ustalony od majówki aż do końca września. Pierwsze dni maja od paru lat odbywają się tam w górskich klimatach. Jest dużo wspólnych wyjść na szlaki, nie brakuje piosenek turystycznych, opowieści.

– Będzie też trochę nowości, między innymi przygotowywane są duże, wiślańskie Noce Muzeów, które powinny odbyć się w połowie maja. Chcemy zmobilizować nasze placówki, by uczestniczyły w tym wydarzeniu od piątku do niedzieli. Będziemy chcieli pokazać nasze miejsca inaczej niż na co dzień. Pozwolić na wejście do miejsc, do których zazwyczaj nie można się dostać – zdradza Papierzyński.

Gdzie warto się wybrać wiosną i latem?

Poza różnymi wydarzeniami, góry to przede wszystkim piesza turystyka. Aktualnie na wysokości 1000 m n.p.m. zalegają jedynie resztki śniegu. Tak jest choćby na Szyndzielni i Klimczoku. Na pierwszy z nich można dostać się dzięki kolejce linowej z bielskiej Olszówki, a potem przespacerować się na drugi szczyt, przez który przebiega historyczna granica pomiędzy Śląskiem i Małopolską. Klimczok może pochwalić się też ciekawym ogrodem, w jakim podziwiać można kamienie i kamyki, pochodzące z różnych szczytów górskich i miejsc na świecie. Szyndzielnia ma natomiast jedno z najstarszych schronisk w Polsce i najstarsze w Beskidzie Śląskim. Zostało wybudowane w 1897 r., nawiązując stylem do schronisk alpejskich. Przy okazji było pierwszym murowanym schroniskiem w tym paśmie górskim.

Będąc w Wiśle, wystarczy udać się na spacer ulicą Czarne. Pośród górskiej przyrody znajdują się mała zapora i ośmiometrowy wodospad, który został wybudowany na potoku Wisełka w latach 50. XX wieku. Inna atrakcja zlokalizowana jest w centrum miasta. To Szlak Odkrywców Wisły, będący formą upamiętnienia i przypomnienia osób ze świata literatury, nauki czy muzyki, które zaznaczyły swój ślad w dziejach beskidzkiej miejscowości. Obecnie składa się on z 20 tablic. Nie można pominąć też kultowej Baraniej Góry, gdzie znajdują się źródła Wisły. Jest tam też wieża widokowa, dzięki której mamy okazję oglądać piękną panoramę beskidzkich terenów, sąsiednich szczytów oraz odległych Tatr. Popularne są również Stożek i Trzy Kopce.

Dużo osób wybiera się też na spacer po Cieńkowie. Tam co prawda nie ma schroniska, ale jest punkt gastronomiczny. Na górę dostaniemy się szlakiem pieszym od strony Wisły Malinki czy Wisły Czarne. Popularna Pętla Cieńkowska jest obecnie nieczynna, z uwagi na remont skoczni. Prawdopodobnie zakończy się on końcem czerwca, więc na wakacje powinna wrócić do użytku. Oczywiście w innej formie, gdyż nie będzie już wyciągu krzesełkowego na skocznię. Zastąpi go wagon ponad 30-osobowy. Podobny do tego, który działa na skoczni Bergisel w Innsbrucku.

Inne miejsce, do którego warto zajrzeć to niewątpliwie Muzeum Magicznego Realizmu – Ochorowiczówka w Wiśle. Przestrzeń pełna sztuki, idealna propozycja dla wszystkich tych, którzy być może szukają nieoczywistych atrakcji. W odrestaurowanym budynku znajduje się ponad 300 obrazów, rzeźb i grafik czołowych, polskich twórców surrealizmu, a także izba poświęcona Julianowi Ochorowiczowi.

Także Beskid Żywiecki ma swoje niezwykłe miejsca. A jednym z nich jest z pewnością Fort Wędrowiec w Węgierskiej Górce. Jest to jeden z pięciu fortów obronnych, które powstały tuż przed II wojną światową. Miał na celu obronę doliny Soły w trakcie niemieckiego ataku. Podczas pierwszych dwóch dni wojny, do 3 września, bronił przejścia do Żywca. Znajduje się tam kilka pamiątek z lat wojennych oraz niewielka ekspozycja muzealna. Warto podkreślić, że Węgierska Górka określana jest mianem „Westerplatte Południa”. Właśnie ze względu na bohaterskie walki i obronę w trakcie II wojny światowej.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera