"Hellblazer. Wzlot i upadek" [RECENZJA] John Constantine w roli detektywa ścigającego demona z dzieciństwa

Bartłomiej Romanek
Bartłomiej Romanek
Udostępnij:
"Hellblazer. Wzlot i upadek" to album ze scenariuszem Toma Taylora, który ukazał się nakładem wydawnictwa Egmont w ramach serii DC Black Label. Jaki jest John Constantine spod pióra utalentowanego australijskiego artysty?

W ramach serii wydawniczej DC Black Label wydawane są w Polsce prawdziwe perełki. Jedną z nich jest bez wątpienia album "Hellblazer. Wzlot i upadek", którego scenarzystą jest Tom Taylor. Australijczyk, który coraz śmielej szturmuje komiksowy rynek ("Injustice", "DCeased") stworzył świetny, okultystyczny kryminał, który mimo że jest osadzony współcześnie, przypomina kryminalne opowieści w stylu retro czy noir.

Komiks rozpoczyna się od scen z dzieciństwa Johna Constatine'a. Jego pierwszy magiczny eksperyment kończy się tragicznie. Chwilę później przenosimy się już do współczesności, gdzie pewien nieprzyzwoicie bogaty człowiek spada z nieba, jego niefortunny lot kończy się makabryczną śmiercią na iglicy kościoła. Sprawa jest o tyle dziwna, że mężczyzna ma na plecach... skrzydła. Na domiar złego jest zaledwie pierwszą kroplą istnego deszczu biznesmenów, którzy kończą równie marnie jak on.

Obydwa wydarzenia pozornie odległe, są ze sobą ściśle powiązane. John Constantine wraz ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa, a dzisiaj policjantką, Aishą Bukhari musi rozwiązać zagadkę i poskromić bestie, która stoi za tymi zbrodniami. Tom Taylor w swoim albumie łączy kilka różnych gatunków. Są tutaj elementy horroru, komedii, kryminału i powieści sensacyjnej.

Scenarzysta z wielkim wyczuciem zmienia konwencje pomiędzy poszczególnymi scenami, dzięki czemu tworzy historię spójną i interesującą, nawet dla kogoś, kto nigdy wcześniej nie miał w ręce Hellblazera. Atutem komiksu jest lekkość narracji i świetne, inteligentne poczucie humoru, które możemy w nim znaleźć.

"Hellblazer. Wzlot i upadek" to komiks, który czyta się szybko i z wielką przyjemnością, którą potęguje warstwa graficzna albumu. Za rysunki odpowiadał Derrick Robertson, a za kolory Diego Rodriguez. Kreska i kolorystyka są znakomicie dopasowane do klimatu całej opowieści. Momentami jest strasznie, momentami komicznie, a szczególnie podobały mi się duże kadry tego duetu. Dużym atutem komiksu jest wzajemne zrozumienie scenarzysty i rysownika, dzięki czemu część historii opowiadana jest samymi rysunkami, bez nadmiaru tekstu. A przecież o to głównie chodzi w opowieściach graficznych.

John Constatntine miał szczęście do wielkich scenarzystów (Alan Moore, Grant Morrison, Brian Azzarello, Garth Ennis, Warren Ellis, Neil Gaiman). Absolutnie nie chce tutaj porównywać twórcy "Hellblazer. Wzlot i upadek" do tych wielkich mistrzów, ale śmiało można powiedzieć, że Tom Taylor po raz kolejny potwierdził swój talent i sprostał zadaniu stworzenia ciekawego dzieła o Johnie Constantine.

Recenzja powstała dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.

Fight Raport odc.1

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie