Rozmowa z Joanną Płachetką, prezes firmy 2rhp w Rudzie Śląskiej.

Jest pani prezesem firmy 2rhp z siedzibą w Rudzie Śląskiej. Mało kto jeszcze o was słyszał, a wymyśliliście coś przełomowego dla branży górniczej...
To Resys, czyli system komunikacji bezprzewodowej do wyrobisk podziemnych.

Brzmi dość skomplikowanie. To coś na kształt telefonów komórkowych dla górników?
W wielkim uproszczeniu - tak. Oczywiście komórki głęboko pod ziemią nie działają, my wymyśliliśmy system, który jest równie, a może i bardziej pożyteczny niż telefony komórkowe, a przy tym użyteczny w ciężkich warunkach wyrobisk podziemnych (jak np.

hałas, zapylenie, ograniczona widoczność), w kopalniach węgla czy innych minerałów. W kopalni wszystko pracuje, zmienia się dynamicznie, teraz w tym miejscu jest ściana, a za tydzień - w innym. Stąd potrzeba korzystania z mobilnej sieci, w której można prowadzić komunikację audio.

Jednak w kopalniach istnieje system komunikacji, przecież górnicy lub ratownicy górniczy jakoś porozumiewają się z „górą” albo ze sobą nawzajem.
Nasz system jest szczególnie polecany do tych wyrobisk, które są zagrożone wybuchem metanu i pyłu węglowego. W skład systemu Resys wchodzi komunikator - odpowiednik radiotelefonu, a sieć zbudowana jest za pomocą repeaterów - urządzeń odpowiadających BTS-om, czyli stacjom bazowym telefonii komórkowej. Dzięki nim można zbudować sieć na takim odcinku, na jakim jest potrzebna. W tej sieci można rozmawiać ze sobą w dupleksie (w dwóch kierunkach naraz), czyli tak, jak prowadzimy rozmowy przez komórkę. Nie ma tu przycisku „push to talk”, jaki jest w zwykłych systemach komunikacji bezprzewodowej pod ziemią. Nasz system nie ma odpowiednika na świecie.

Zobacz galerię

Czy dobrze rozumiem, że górnicy mogą dzięki systemowi Resys rozmawiać ze sobą w czasie rzeczywistym, a do tej pory jeden mówił, wciskając odpowiedni przycisk, a drugi mógł go w takiej chwili tylko słuchać, bo nie miał możliwości mówienia?
Tak. To jest szczególnie kłopotliwe w przypadku dynamicznych akcji ratunkowych, gdy ratownicy muszą się ze sobą porozumiewać błyskawicznie. My nasz system od początku tworzyliśmy we współpracy z Centralną Stacją Ratownictwa Górniczego w Bytomiu, z myślą o ratownikach. Chodziło o to, by łączność była bezprzewodowa, bo przewód niekoniecznie się sprawdza w takich warunkach, a walkie-talkie nie działają na wszystkich odcinkach, szczególnie gdy jest załom czy tama.

Czy państwa system był już użyty w jakiejś akcji ratowniczej?
Jeszcze nie, bo jest na etapie wdrażania. Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego jest już wyposażona w Resys i go wdraża, a to w takich jednostkach trwa, bo wszyscy ludzie muszą być przeszkoleni i doskonale znać tę technologię. Jesteśmy w trakcie szkoleń, staramy się dostosowywać system do konkretnych użytkowników, bo akcja ratownicza odbywa się w wielkim stresie i ci ludzie nie mogą się zastanawiać nad tym, czy dobrze włączyli sprzęt. Urządzenie ma być jak najbardziej automatyczne, i nad tym jeszcze pracujemy. Jeśli chodzi o hardware, to urządzenia, stworzone i zaprojektowane przez naszych polskich konstruktorów, są gotowe, ale oprogramowanie, które również jest nasze, możemy ciągle modyfikować.

Resys rzeczywiście nie ma konkurencji na świecie?
Tak. Jedynym, który zbliża się nieco do naszego, jest system amerykańskiej firmy IWT o nazwie Sentinel, ale on jest simpleksowy, ma przycisk „push to talk”, co jest kłopotliwe, bo zajmuje ręce ratownika, a przy tym wymusza komunikację tylko w jednym kierunku naraz. Nasz system świetnie się sprawdza, gdy zastęp ratowników jest wyposażony w aparaty oddechowe, które ograniczają możliwość komunikacji. Przy zastosowaniu mikrofonu Komunikatora Osobistego systemu Resys do aparatu, ratownicy dobrze słyszą się nawzajem. U nas do analizy, czy jest to głos, czy nie, służy mikrofon kostny, który w ten sposób eliminuje wszystkie szumy, zakłócenia. To się sprawdza - dźwięk jest czysty, mowa zrozumiała, i o to chodzi w akcji ratowniczej. Robiliśmy testy w kopalni Bogdanka, na ścianie, przy pracującym kompleksie ścianowym, i okazało się, że górnicy mogli wreszcie porozumiewać się bez problemu, bo bardzo dobrze się słyszeli. Dodatkowo elementem systemu jest baza, dzięki której kierownik akcji na dole może się komunikować z pięcioma zastępami oraz kierownikiem akcji i sztabem na powierzchni (w starych systemach tylko zastępowy ma łączność z bazą). Istnieje też możliwość lokalizowania górników pod ziemią, co jest bardzo istotne, bo można dzięki temu szybciej dotrzeć do górników - ofiar tąpnięć. Podczas akcji ratowniczej możemy monitorować przemieszczanie się ratowników. System może także ostrzegać przed np. nadjeżdżającą kolejką. Chroni też słuch. Staramy się właśnie o patent europejski dla tej technologii.

Zobacz galerię

Czy od początku było wiadomo, że pani firma będzie się zajmować nowoczesnymi technologiami w górnictwie?
Nie, zaczynaliśmy w innej branży, od 2004 r. tworzyliśmy radiową sieć rozproszoną, która ściągała dane i wysyłała kalendarze do liczników energii elektrycznej. Do tej sieci mieliśmy własny hardware, z czego jesteśmy dumni, bo tworzymy coś własnego, a nie korzystamy z cudzych dokonań. Polskie firmy unikają tworzenia autorskiej elektroniki, bo jest to bardzo pracochłonne. Wracając do pytania - któregoś dnia ktoś zapytał nas, czy byśmy nie zrobili sieci do przesyłania danych w kopalni. Byliśmy w dwóch kopalniach i sprawdziliśmy, na jakiej częstotliwości publicznej taka sieć najlepiej będzie działać. Zaczęliśmy robić system do sterowania kombajnem. Zdumiało nas to, że ludzie w kopalni pracują na dole w zasadzie bez żadnej komunikacji „mobilnej”, a szczytem technologicznym jest dwóch operatorów kombajnu połączonych kablem. Stworzyliśmy rozwiązanie do pracy w warunkach hałasu, ale na powierzchni. Nawet sprzedaliśmy pewną liczbę tych słuchawek, które świetnie działają do dzisiaj. Gdy zaczęliśmy myśleć, żeby ze słuchawek zrobić produkt bardziej masowy, natknęliśmy się na ogłoszenie o konkursie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, dotyczące programu poprawy bezpieczeństwa w kopalniach. Jednym z zadań tego programu było stworzenie bezprzewodowego systemu komunikacji dla ratowników górniczych. Uznaliśmy, że to jest coś dla nas. Zgłosiliśmy się do konkursu, dostaliśmy dofinansowanie, a wcześniej założyliśmy konsorcjum naukowe, bo takie było wymaganie konkursu. Zaprosiliśmy do niego jako lidera Akademię Górniczo-Hutniczą (kierownikiem projektu został prof. Tadeusz Uhl), Centralną Stację Ratownictwa Górniczego (która najpierw sprawdziła nasze słuchawki „naziemne”, a później przystąpiła do konsorcjum), Instytut Łączności, Główny Instytut Górnictwa. Przyłożyliśmy się do tego zadania. Bardzo nam zależało, żeby ten system mógł być komercjalizowany, nie chcieliśmy tworzyć czegoś tylko w sferze prototypu, dla nauki, na półkę. Jednak by wdrożyć taki system do sprzedaży, musieliśmy najpierw ponieść mnóstwo wydatków, bo program NCBiR nie przewidywał np. czegoś takiego jak obudowy, które musieliśmy sami sfinansować. Nasz system nie miał być tylko dla ratowników, bo to jest nisza, ale w ogóle - dla pracowników kopalni pod ziemią. Kopalnia Bogdanka już przeprowadziła testy Resys przy eksploatacji węgla, które zakończyły się pozytywnie. Zorganizowaliśmy też pokazy dla szefów stacji ratownictwa w kopalni JSW Knurów-Szczygłowice. Stacja ratownictwa Ruch Szczygłowice bardzo się zaangażowała w dopracowanie funkcjonalności pod kątem akcji ratowniczych, mają świetny, otwarty na nowości technologiczne, zespół. Chcemy iść w kierunku wyrobisk podziemnych w ogóle, bo kopalnie węgla kamiennego to tylko część przemysłu wydobywczego.

Słyszałam, że nawet w Australii państwa system znalazł uznanie. Kupią go na antypodach?
W maju 2018 r. byliśmy w Australii, w firmie, która obsługuje tamtejsze kopalnie pod względem bezpieczeństwa, by zaprezentować Resys w dwóch kopalniach w Nowej Południowej Walii. System bardzo dobrze tam działał. Ustaliliśmy, że wprowadzimy zmiany, których oni oczekują i zyskamy odpowiedni certyfikat. Myślę, że nam się uda sprzedać nasz system do Australii. To będzie tym większy sukces, że Australia żyje z eksportu węgla. Jeśli tam uznano, że nie ma lepszego rozwiązania niż nasze, to jest to dla nas wyróżnienie.

Jak panią, jako kobietę, przyjmują w branży górniczej?
Różnie, muszę przyznać. W większości przypadków dobrze. Czasami na początku traktują mnie troszkę z dystansem, ale być może nie tyle dlatego, że jestem kobietą, tylko ze względu na nowy produkt, który im proponuję, twierdząc, że mamy rozwiązanie problemu, którego nie udało się rozwikłać innym przez wiele lat. Czasami usłyszę jakieś mniej poważne komentarze, ale staram się na nie nie zwracać uwagi. Zwykle jak ludzie przekonają się, jak ten system działa, to już jest szacunek. Niektórzy uważają wręcz, że jest to bardziej interesujące dla odbiorców, gdy na prezentację przychodzi kobieta. Niedawno byłam na kopalni, w której szef zgodził się, żebyśmy jako firma przyjechali do nich na prezentację, ale beze mnie. Zdziwiona zapytałam, dlaczego. On stwierdził, że będę odwracać uwagę kolegów od meritum sprawy.

Już wiem, jak się pani znalazła w branży górniczej, a jak w technologicznej? Ma pani takie wykształcenie?
Nie, skończyłam organizację i zarządzanie na Akademii Ekonomicznej w Katowicach i przez wiele lat zajmowałam kierownicze stanowiska w różnych spółkach. Gdy mój partner życiowy zdecydował się zainwestować w firmę z branży nowoczesnych technologii, zawiódł nas człowiek, który miał być jej szefem i mózgiem technologicznym. Zdecydowałam się przejąć kierownictwo i musiałam lepiej poznać kwestie techniczne. Jeśli chodzi o branżę górniczą, to nie byłam zupełnym żółtodziobem, gdy zdecydowaliśmy się na stworzenie systemu komunikacji bezprzewodowej dla górnictwa, bo w międzyczasie podjęłam pracę w górniczej giełdowej spółce jako dyrektor finansowy, odpowiedzialny za restrukturyzację. Musiałam się zapoznać ze specyfiką pracy w tej branży.

Resys jest już gotowy. Co teraz przed panią i firmą?
Projekt szerokopasmowego internetu iskrobezpiecznego, by można było za jego pomocą przesyłać strumienie wideo w czasie rzeczywistym w kopalni podziemnej.

Rozmawiała: Katarzyna Pachelska

Joanna Płachetka
Prezes firmy 2rhp, znajdującej się w Rudzie Śląskiej. Pochodzi z Dębicy na Podkarpaciu. Skończyła Akademię Ekonomiczną w Katowicach, jest absolwentką studiów podyplomowych z rachunkowości finansowej. Przez wiele lat pracowała w Mostostalu Zabrze, najpierw jako analityk finansowy w dziale monitoringu. Była dyrektorem finansowym w Elkopie. W wolnym czasie lubi pielęgnować ogródek.

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:

Musztra paradna na Święto Niepodległości w Dąbrowie Górniczej

Niezwykłe widowisko w Rybniku na Święto Niepodległości

Hymn na Rynku w Gliwicach na Święto Niepodległości