Jerzy Siodłak z GOPR: Kryzys przypomniał, że istnieją Beskidy

Jerzy Siodłak
Jerzy Siodłak
Jerzy Siodłak Jacek Drost
Udostępnij:
Interwencji z roku na rok jest więcej. Taka jest prawidłowość. Ale to nie wynika ze złych zachowań ludzi, lecz z tego, że Beskidy odwiedza - z czego się cieszymy - coraz więcej turystów. To prawie w stu procentach Polacy, bo zagraniczni to ledwie niewielki stopień przyjezdnych. Natomiast Polacy przypomnieli sobie o Beskidach. Często przyjeżdżają, zwłaszcza w weekendy. - mówi Jerzy Siodłak. Przeczytaj wywiad Jacka Drosta z naczelnikiem Grupy Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego

Panie naczelniku, mamy jesień, dni coraz krótsze. Mimo to warto iść w góry?
To idealny, świetny okres do wędrówek. Jak na tę porę roku jest wyjątkowo fajna pogoda. Wprawdzie nie ma już takich pięknych barw jak jeszcze dwa tygodnie temu, w Beskidach kolory trochę przyszarzały, ale są kontrasty między zielenią, różnymi odcieniami brązu i jeśli ktoś lubi robić zdjęcia, to nie pożałuje. Nie ma jeszcze śniegu, jedynie w partiach szczytowych Babiej Góry mogą lokalnie występować poranne oblodzenia. Za to jest całkiem przyjemna temperatura do prowadzenia górskich wędrówek. Powietrze jest rześkie. Posiada ogromną przejrzystość, więc możemy podziwiać naprawdę dalekie panoramy, co jest rzadkością i nie zdarza się codziennie.

Beskidy o tej porze roku są bezpieczne?
Tak. Jeśli wyjdziemy wcześnie rano, a zawsze zalecało się, by w góry iść wcześnie i wcześnie wracać, to nikomu nic się nie stanie. Tym bardziej że beskidzkie wędrówki możemy podzielić na przykład na godzinę, dwie czy cztery. Nie musimy iść 10 godzin. Mamy tak gęstą sieć schronisk, w górach teraz jest tak mało ludzi, że nie powinniśmy martwić się o miejsce w schronisku. Jeśli więc weźmiemy zwykły ubiór turystyczny i będziemy schodzić z góry ok. 16, to nic nam nie grozi.

Gdyby ktoś chciał się wybrać w góry po raz pierwszy lub po długiej przerwie, to jaką by mu pan polecił trasę, żeby się nie zniechęcił, a złapał bakcyla chodzenia?
Żeby się nie zrazić, to można skorzystać z jeszcze czynnych kolejek górskich i wyjechać na Czantorię, Skrzyczne czy Szyndzielnię. Od razu jesteśmy w górach i mamy odpowiedni zapas czasu, by sobie powędrować. Przejście z Szyndzielni na Klimczok i zejście do Szczyrku to fantastyczna wycieczka. Idąc zupełnie spokojnie zajmie nam to około trzy godziny. W Szczyrku można wyjechać na Przełęcz Salmopolską i pójść w stronę Malinowa czy Brennej. Jak wyjedziemy na Czantorię, to możemy iść w stronę Stożka czy Małej Czantorii. Jest wiele takich uroczych miejsc, które od razu rzucają nas w góry. Jeśli ktoś chce zakosztować dłuższych wędrówek, to może wybrać się w rejon Worka Raczańskiego, czyli Zwardonia, Wielkiej Raczy, Rachowca. Możliwości jest dużo.

W związku z tym, że lato było ładne, jesień również, macie więcej interwencji?
Interwencji z roku na rok jest więcej. Taka jest prawidłowość. Ale to nie wynika ze złych zachowań ludzi, lecz z tego, że Beskidy odwiedza - z czego się cieszymy - coraz więcej turystów. To prawie w stu procentach Polacy, bo zagraniczni to ledwie niewielki stopień przyjezdnych. Natomiast Polacy przypomnieli sobie o Beskidach. Często przyjeżdżają, zwłaszcza w weekendy. Dlatego też liczba wypadków wzrasta. Koniec roku zamkniemy w granicach dwóch tysięcy interwencji. Podobnie jak w ubiegłym roku, z czego trzy czwarte wypadków zdarza się zimą. Ale i latem bywają wypadki. Jeszcze nie tak dawno nie było dnia bez jakiegoś wyjazdu na interwencję - od poważnych do drobnych. Liczba wypadków wiąże się z dużym ruchem turystycznym spowodowanym ładną pogodą.
Powiedział pan, że turyści przypomnieli sobie o Beskidach. To efekt kryzysu?
Nie mam jakichś analiz naukowych, ale jak się rozmawia z ludźmi na temat kwestii finansowych - drogich wyjazdów zagranicznych, bezpieczeństwa za granicą, bankructw biur podróży - to to wszystko na ludzi oddziałuje, więc wybierają krótkie, niedrogie wyjazdy w Beskidy.

A jak wasze przygotowania do zimy?
Jesteśmy przygotowani. Gdyby teraz spadł śnieg, nie byłoby żadnych problemów - ludzie są przygotowani, sprzęt także. U nas już tak jest, że płynnie przechodzimy z jednego sezonu do następnego. Z niektórymi ośrodkami narciarskimi podpisane zostały już umowy zgodnie z nową ustawą, wedle której ratownictwo narciarskie jest wydzielone od górskiego. Jesteśmy obecni w największych ośrodkach narciarskich w Beskidach. Co ciekawe, podpisaliśmy też umowę i to na trzy lata z ośrodkiem w... Bełchatowie.

Właściciele ośrodków już pogodzili się z tym, że muszą mieć ratowników narciarskich ?
Z roku na rok to się zmienia, poprawia. Mówiłem, że pierwszy okres będzie najgorszy, bo wszyscy się tego uczyliśmy, trzeba było się dotrzeć - właściciele ośrodków i my. W tym roku po raz pierwszy w historii zostaliśmy skontrolowani przez NIK. Mam ten raport. Jest dla nas bardzo korzystny. Wskazuje na te same problemy, z którymi my się borykamy, czyli kwestię dofinansowania ratownictwa górskiego, jego doposażenia, moni-torowania ośrodków narciarskich. Ustawę trzeba będzie poprawić w pewnych kwestiach, ale uważam, że jest dobrze - świadomość narciarzy, jeśli chodzi np. o kaski czy kwestię alkoholu na stokach, zwiększa się, bardziej świadomi są także właściciele ośrodków. Mimo różnych problemów, sytuacja poprawia się. Wróciłem z międzynarodowego kongresu służb ratowniczych z całego świata w Chorwacji. Wniosek jest taki: jako służby górskie mamy się czym pochwalić i nie powinniśmy mieć kompleksów.
Rozmawiał: Jacek Drost

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie