Karwat: Hanik trafi na ołtarze? Ks. Jan Macha będzie beatyfikowany

Krzysztof Karwat
Parę dni temu zakończyła się diecezjalna procedura zmierzająca do beatyfikacji ks. Jana Machy. Teraz stosowną dokumentację odbierze watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych. Czyżby Chorzów Stary miał doczekać się kolejnego błogosławionego?

Kolejnego, bo ojca Ludwika Mzyka beatyfikował jeszcze Jan Paweł II w 1999 roku. Sporo lat minęło, a jednak żywsza pamięć o tym synu chorzowskiego sztygara chyba nie mogła zostać w pełni wskrzeszona, bo przyszły werbista wcześnie opuścił rodzinne strony, kształcąc się w Niemczech, Austrii i Włoszech. Do kraju powrócił dopiero w połowie lat 30., ale nie na Śląsk, lecz do Wielkopolski. Niemiecki strażnik zamordował go w poznańskim więzieniu na początku okupacji.

Zupełnie inaczej ułożyła się droga życiowa Hanika Machy (tak go nazywali najbliżsi i tak się podpisał w ostatnim liście wysłanym do rodziców i rodzeństwa). Był tylko o 9 lat młodszy od Mzyka, lecz - w przeciwieństwie do niego - wychował się w kręgu kultury i języka polskiego.

Maturę zrobił w Chorzowie, a studia teologiczne, zwieńczone przed wybuchem wojny święceniami kapłańskimi, skończył na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego praca magisterska - o rodzinnej parafii i miejscowości - parę lat temu została wydana.
Polecam tę lekturę, bo jest dobrze udokumentowana i porządnie napisana. Sam zresztą do rozmaitych wątków w niej poruszanych wielokrotnie się odwoływałem, bo jak mogłoby być inaczej, skoro wśród krewnych i powinowatych obu duchownych odnajduję nazwiska moich dawnych znajomych i sąsiadów.

Tak, tak… W czasach szkolno-studenckich mieszkałem w tych kątach, a los ks. Machy działał na moją wyobraźnię. Miał przecież ledwie 28 lat, gdy został ścięty w katowickim więzieniu przy ulicy Mikołowskiej.

W publicznym obiegu jest parę zdjęć ks. Machy z czerwca 1939 roku. Na jednym z nich - zapewne wykonanym po mszy prymicyjnej - widzimy go z rodzicami i dziadkiem, dwiema nieletnimi siostrami i bratem. Zwracają uwagę historyczne "kostiumy", znamienne dla tego kawałka Górnego Śląska i jego dramatycznej historii.

Dziadek Macha pozuje w chłopskim stroju starocho-rzowskiego gospodarza, jakże charakterystycznym i pięknym. Wnosząc z zachowanej korespondencji więziennej ks. Machy, nie doczeka śmierci swego wnuka, choć brakuje do niej tylko trzech lat.

Młodszy brat Piotr właśnie dostał przepustkę z wojska i ładnie prezentuje się w żołnierskim mundurze. Jeszcze nie wie, że za parę miesięcy, po przegranej kampanii wrześniowej, trafi do niewoli, potem do Auschwitz, skąd - doprawdy trzeba było do tego cudu - po paru latach, w dniu urodzin Adolfa H., wypuszczą go do domu, by niebawem wcielić do Wehrmachtu i wysłać na front zachodni, gdzie uda mu się zbiec do aliantów, choć ucieczkę przypłaci ciężką raną, ale w końcu powróci w rodzinne strony.
W roku 1978 opowie o swej wojennej gehennie biskupowi Herbertowi Bedno-rzowi. Swój list zamknie zdumiewającą i chyba już dziś niezrozumiałą prośbą: "Kończąc bardzo proszę Jego Eminencję nie ujawniać mojego nazwiska ani też podawać gdziekolwiek mojego nr. obozowego, gdyż mógłbym być przez ludzi wyśmiany, a co gorsza, niewłaściwie zrozumiany. Niech ten list będzie naszą wspólną tajemnicą".

Na innym zdjęciu, zrobionym tego samego dnia, do obiektywu ustawiła się kilkudziesięcioosobowa grupa krewnych, sąsiadów, przyjaciół, księży, dzieci. W niej kilka kobiet ubranych z chłopska i co najmniej siedmiu starochorzowskich gospodarzy. Prezentują się dorodnie i dumnie. Tak samo będą wyglądali - nie twierdzę, że to dokładnie te same osoby! - na fotografiach propagandowych, które za rok obiegną prasę na Górnym Śląsku, gdy parę kilometrów stąd z wielką pompą wysocy dygnitarze partii hitlerowskiej odsłonią pomnik hrabiego Redena. Starocho-rzowscy chłopi w swych paradnych strojach będą na nich jednym z najważniejszych elementów dekoracyjnych.

I pomyśleć, że działo się to kilkaset metrów od miejsca, gdzie pod ziemię zjeżdżał ojciec zamordowanego już wtedy Ludwika Mzyka.

Niebawem na ks. Machę gestapo też zacznie się zasadzać i w końcu go ukarze za jego działalność charytatywną na rzecz wdów i sierot, których ojcowie i bracia trafili do obozów i więzień hitlerowskich.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hanys
Moja tanta Hilda tyz musi na oltorz.
Byda sie radowol, jak gorole bydom przed niom klynkac i rzykac.
Dodaj ogłoszenie