Katarzyna Kacprzak „Spinka” RECENZJA: pierwszy w Polsce...

    Katarzyna Kacprzak „Spinka” RECENZJA: pierwszy w Polsce korpokryminał. Książka z niewykorzystanym potencjałem

    Zdjęcie autora materiału

    Maria Olecha-Lisiecka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Po pierwszy korpokryminał w Polsce sięgnęłam z dużą nadzieją na dobrą powieść kryminalną. Tymczasem „Spinka” Katarzyny Kacprzak okazała się kryminałem z niewykorzystanym potencjałem, bardzo przeciętnym. Nie ma tu ani rozbudowanej, wciągającej fabuły, ani pogłębionych portretów psychologicznych postaci. Brakuje też silnego społecznego kontekstu. Mam wrażenie, że autorka napisała książkę według pewnego szablonu - zagadki zamkniętego pokoju. To pewnie by wystarczyło na opowiadanie, ale sama zagadka to zdecydowanie za mało na bardzo dobrą powieść kryminalną.
    Katarzyna Kacprzak „Spinka”

    Katarzyna Kacprzak „Spinka” ©Mat. pras. Skarpy Warszawskiej

    Katarzyna Kacprzak miała dobry pomysł na osadzenie akcji w warszawskiej korporacji. Mordu na mordorze w polskim kryminale jeszcze nie było. Autorka zna kulisy pracy w korporacji i wiernie je oddaje - hektolitry kawy, którą piją bohaterowie, firmowe życie, które toczy się w kuchni, plotki, żarty i drobne intrygi - choć bazuje na pewnych kalkach i korporacyjnych stereotypach. Kacprzak jest dobrą obserwatorką życia codziennego.

    Akcja „Spinki” dzieje się w międzynarodowej korporacji. Firma działa w branży finansowej. Książka zaczyna się obiecująco. Bohaterów poznajemy podczas wyjazdowej konferencji połączonej z imprezą integracyjną. I to właśnie wtedy jeden z pracowników zostaje zamordowany. Kiedy po zakrapianej nocnej zabawie, Wiktor Kamienny nie pojawia się na śniadaniu, zaniepokojeni koledzy i koleżanki zaczynają go szukać. Znajdują ciało Wiktora, wzywają policję.

    Do akcji wkracza gburowaty policjant Janusz Jasiński ze swoją młodą asystentką Darią Tałaj. Jasiński jest typowym wiejskim policjantem, który na co dzień łapie pijaczków na rowerze, do tego szowinistą i prostakiem. Jego współpracownica, choć jest po prostu dobrze wykonującą swoją pracę policjantką, na tle Jasińskiego jawi się jako geniusz z policyjnym nosem.

    Kto i jak zabił Wiktora? Czy mordercą jest jeden z pracowników firmy? Kiedy ginie kolejny pracownik, reszta zespołu zaczyna panikować, że na mordorze działa seryjny morderca. Pytań jest coraz więcej, dzieją się niepokojące rzeczy, nawet stary policjant skrywa jakieś sekrety. Zwykła z pozoru korporacja zaczyna odkrywać swoje mroczne tajemnice…

    Katarzyna Kacprzak miała naprawdę dobry pomysł na osadzenie akcji w warszawskiej korporacji. Korpokryminał, pierwszy w Polsce, zapowiadał się na bardzo dobrą lekturę. Czyta się ją nieźle i bardzo szybko, bo rozdziały są krótkie, sporo dialogów, a autorka dość sprawnie pisze, z detalami opisując bohaterów i otoczenie, w którym funkcjonują. Dorzuca też garść humoru.

    Szkopuł w tym, że jest to raczej książka z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych – typowo rozrywkowych. Dla mnie to za mało, aby kryminał mnie pochłonął i abym oceniła go jako bardzo dobry. Mam bowiem kilka zastrzeżeń do tej książki. Tym bardziej, że jest promowana nie jako komedia czy rozrywkowy kryminał, ale jako korpokryminał.

    Po pierwsze, autorka zbudowała „szkielet” kryminalnej historii w postaci zagadki zamkniętego pokoju i na tym skończyła. Jakby zapomniała zupełnie o kontekście społecznym i psychologicznym powieści. Bez tego współczesny kryminał mocno traci na wartości. Bo tak naprawdę niewiele wiemy o bohaterach „Spinki”, o mieście, czyli Warszawie, o kraju, w którym dzieje się akcja (Polsce). Książka ma ok. 300 stron, więc spokojnie mogła być o 100-150 stron grubsza. Osadzenie historii w kontekście społecznym sprawiłoby, że fabuła byłaby rozbudowana, a samej książce dodałoby to wartości.

    Moje drugie zastrzeżenie to ograniczenie miejsca akcji do dwóch miejsc. Akcja kryminału dzieje się tylko w siedzibie firmy i w ośrodku, w którym pracownicy mieli imprezę integracyjną (tam też doszło do morderstwa). W efekcie taka statyczność miejsca akcji powoduje znużenie u czytelnika. Oczywiście mam świadomość, że takie rozwiązanie jest bardzo trudne dla autora, ale Katarzyna Kacprzak sama to wyzwanie podjęła i moim zdaniem nie podołała mu.

    O ile zagadka kryminalna jest dość ciekawa, o tyle motyw, jakim kierował się morderca, zupełnie mnie nie przekonuje. Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły: wiem, że ludzie mordują z banalnych powodów, ale ten w „Spince” jest dla mnie mocno naciągany. Pomijam, że bystry czytelnik szybko doda dwa do dwóch i wytypuje sprawcę.

    I czwarta uwaga: autorka jest z wykształcenia prawniczką i to momentami widać, kiedy używa prawniczo-policyjnych sformułowań w kontekście morderstwa. Zwroty: „denat”, „apirant prowadził czynności śledcze" albo „oględziny miejsca zdarzenia” rażą sztucznością. Generalnie styl Katarzyny Kacprzak jest poprawny ze szkolnymi naleciałościami. A to zdecydowanie za mało, aby pisać wyróżniające się na polskim rynku powieści kryminalne.

    Reasumując: „Spinka” jest bardzo przeciętnym kryminałem. W moim przekonaniu - niedokończonym. Zadowoli czytelników, którzy szukają lekkiej i rozrywkowej książki na urlop, ale miłośnicy gatunku poczują spory niedosyt i rozczarowanie.

    Katarzyna Kacprzak, „Spinka”, Skarpa Warszawska, 2018, 320 stron

    POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:




    Zobacz najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia w programie TyDZień




    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo