Koronawirus uderza w zwierzęta. W trudnej sytuacji są m.in. Leśny Park Niespodzianek, Sokolarnia na Czantorii i Zagroda Żubrów

Jacek Drost
Jacek Drost
Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu jest jedną z największych atrakcji w Beskidach www.lesnypark.pl
- Sytuacja jest tragiczna. Pomoc rządu to fikcja. Jedna wielka bzdura - mówi Paweł Machnowski, właściciel Leśnego Parku Niespodzianek w Ustroniu. A Renata Czyż, właścicielka ustrońskiej Sokolarni, dodaje: - W ogóle sobie nie radzimy...

Najgorszego spodziewam się zimą

Leśny Park Niespodzianek znajdujący się na zboczu ustrońskiej Równicy, w którym można zobaczyć m.in. żubry, daniele, dziki, a także różne gatunki ptaków drapieżnych, to jedna z największych i najpopularniejszych atrakcji Beskidów. Właściciel parku Paweł Machnowski stwierdził, że z powodu epidemii koronawi-rusa sytuacja jego ogrodu staje się dramatyczna – musi utrzymać nie tylko pracowników, ale także zwierzęta.

– Do karmienia zwierząt, wywożenia obornika, naprawiania różnych usterek, jak na przykład ogrodzenia dla muflonów, na które spadło drzewo, muszę zatrudniać ludzi. Muszę także karmić zwierzęta. Wydaję więc na ludzi i na zwierzęta. A nie zarabiam – opowiada Paweł Machnowski.

Według Pawła Machnowskiego, tzw. Tarcza Antykryzysowa nic takim jak on przedsiębiorcom nie daje.
– To jest bzdura. Fikcja. To państwo jest fikcją – irytuje się właściciel LPN. I tłumaczy, że obecnie aktywnych jest u niego ośmioro ludzi, z czego dwóch na pół etatu, więc praktycznie ma siedem etatów.

– Niby wszystko w porządku, przynajmniej ZUS nie będę musiał za nich płacić. Okazuje się, że nie liczą się ludzie aktywni w firmie, tyko kto jest na stanie. A ja mam jedną panią na wychowawczym już trzeci rok i dwie dziewczyny na macierzyńskim, więc mam 11 pracowników i żadna pomoc mi nie przysługuje – podkreśla Paweł Machnowski.

Właściciel LPN ma świadomość, że wszyscy żyjący m.in. z turystów są w trudnej sytuacji, ale np. w przypadku pensjonatów czy hoteli jego jest sytuacja nieco inna. Pensjonaty czy hotele nie zarabiają, ale także nie generują kosztów – za media płacą mniej, muszą tylko i wyłącznie przetrwać, więc jeśli mieli jakieś oszczędności, to dadzą sobie radę.

– Gorzej jest z tymi, którzy nie zarabiają, ale muszą wydawać i to nie tylko na pracowników, ale także, jak w moim przypadku, na utrzymanie zwierząt – mówi Paweł Machnowski. Dodaje, że jakieś dwa miesiące jest w stanie wytrzymać, ale najgorszego spodziewa się zimą, bo teraz zamiast zarabiać i tworzyć rezerwę finansową musiał zamknąć park.

– Jeśli nie zacznę zarabiać od majowego weekendu, to w czerwcu nie zdążę zarobić pieniędzy, które pozwolą mi spłacić zobowiązania już zaciągnięte i na utrzymanie parku zimą 2020/2021. To jest problem – stwierdził Paweł Machnowski.

Jesteśmy przerażeni i załamani

W podobnie trudnej sytuacji jest Renata Czyż, która z wraz z Robertem Maciejczykiem prowadzi na ustrońskiej Czan-torii Sokolarnię Anatum - Ośrodek Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych.

– Na ten moment wszyscy jesteśmy przerażeni i załamani. Oglądam teraz obrady Sejmu i to jakaś farsa, co się tam dzieje. U nas, w sokolarni, to wygląda tak: mimo że mamy otwarty ośrodek przez cały rok, to zarobkujemy sezonowo. Zimą pojawiają się pojedynczy turyści, nie ma dużego ruchu. Zarabiamy od kwietnia do września, czasem października. W tym czasie musimy zarobić tyle pieniędzy, żeby przez resztę roku utrzymać sokolarnię – wszystkie ptaki, ośrodek rehabilitacji. Epidemia przyszła w najgorszym dla nas momencie, bo wszystkie zarobione pieniądze rozdysponowaliśmy do końca marca. Od 16 lat tak wszystko było obliczone i tak samo wyglądało. Tu się nie da zarobić tyle, żeby coś odłożyć. Zarabiamy tyle, że jesteśmy w stanie utrzymać siebie i ptaki. Nic ponad to. W tym momencie jesteśmy wyczyszczeni z pieniędzy – opowiada Dziennikowi Zachodniemu Renata Czyż.

Właścicielka ustrońskiej sokolarni podkreśla, że nie dość, iz wybuchła epidemia koronawirusa, to jeszcze od dłuższego czasu remontowany jest wyciąg na Czantorię, więc ludzie mieli utrudniony dojazd do nich już wcześniej, interes stał i – niestety – nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie coś się zmieni.

– Liczyliśmy, że od połowy kwietnia zaczną się wycieczki, zacznie się ruch i czas odkuwania się po zimie, a tu wszystko stoi. Pomoc rządu to... śmiech na kółkach. Co mi da to, że nie będę musiała zapłacić ZUS przez trzy miesiące? Mnie interesuje co dalej. Muszę zapłacić czynsz kolei linowej na Czantorii, popłacić rachunki za prąd, mieć na mięso dla ptaków – mówi Renata Czyż.
Nie wiem, co będzie dalej

Grzegorz Czembor, dyrektor Pokazowej Zagrody Żubrów w Pszczynie nie ukrywa, że ich sytuacja nie jest najgorsza, bo są jednostką gminną, ale i tak nie wie jak to wszystko się skończy.

– Zagroda utrzymywała się z turystów. Teraz jest zamknięta, nie mamy wpływów, na chwilę jeszcze mamy pieniądze, ale jak długo wytrzymamy? – zastanawia się dyrektor Czembor.

Szef pszczyńskiej zagrody dodaje, że na razie prowadzą prace porządkowe, na które zazwyczaj brakowało czasu, nikt nie został zwolniony, ale zwierzęta trzeba karmić, zapasów mają na trzy miesiące.

– Nie jest wesoło, bo nie ma przychodów. Zobaczymy, co będzie dalej – mówi dyrektor Czembor.

Zobacz koniecznie

Nie przegap

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Rząd przyspiesza luzowanie obostrzeń

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie