Ludwik Dorn: Zabójstwo Adamowicza nie było efektem mowy...

    Ludwik Dorn: Zabójstwo Adamowicza nie było efektem mowy nienawiści. On był ofiarą okazjonalną

    Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Ludwik Dorn był marszałkiem Sejmu, wicepremierem w rządzie PiS. Obecnie jest komentatorem sceny politycznej

    Ludwik Dorn był marszałkiem Sejmu, wicepremierem w rządzie PiS. Obecnie jest komentatorem sceny politycznej ©Grzegorz Jakubowski

    - Do tej pory pełna przemocy symbolicznej debata publiczna była głównym sposobem komunikacji. Reakcja na śmierć prezydenta Gdańska pokazuje, że Polacy chętnie by to zmienili - mówi Ludwik Dorn w rozmowie z Agatonem Kozińskim.
    Ludwik Dorn był marszałkiem Sejmu, wicepremierem w rządzie PiS. Obecnie jest komentatorem sceny politycznej

    Ludwik Dorn był marszałkiem Sejmu, wicepremierem w rządzie PiS. Obecnie jest komentatorem sceny politycznej ©Grzegorz Jakubowski

    Tragiczna śmierć prezydenta Adamowicza wyzwoliła w życiu publicznym ogromne poruszenie. Według Pana, to były czysto ludzkie emocje, czy to także wstrząs polityczny?
    To oczywiste, że w takiej sytuacji pojawiają się silne emocje, trudno, żeby ich nie było. Ale czy mamy do czynienia ze wstrząsem politycznym? Nic na to nie wskazuje. Przecież w Polsce zdarzały się sytuacje równie, albo nawet bardziej dramatyczne, a jednak żadnej zmiany ostatecznie one nie przynosiły.

    Rozumiem, że teraz Pan mówi o katastrofie smoleńskiej.
    Tak, a także o śmierci papieża Jana Pawła II.

    Jednak katastrofa smoleńska zmieniła dużo, choć była to raczej ewolucja, a nie rewolucja. Przed tą tragedią życie polityczne w Polsce było zdecydowanie mniej brutalne.
    Owszem, pod tym względem zmiana się dokonała - ale wbrew nadziejom. Po 10 kwietnia 2010 r. wszyscy liczyli na pojednanie, ale stało się coś dokładnie odwrotnego. Widać, że tego typu zdarzenia zmian na lepsze w Polsce nie wywołują.

    Oswajamy się z myślą o tym, że śmierć jest co jakiś czas powracającym elementem naszego życia publicznego?
    Nie. Patrząc szerzej, widać, że Polska jest wolna od zjawiska, jakim są ataki, przemoc fizyczna wobec czynnych polityków.

    Była wolna - do dnia ataku na Pawła Adamowicza.
    Nie, dalej jest. Śmierć prezydenta Gdańska można określić jako przypadek, podobnie jak śmierć Marka Rosiaka w Łodzi. O zabójstwie Pawła Adamowicza mówi się więcej, bo też i jego funkcja była dużo bardziej eksponowana, natomiast pan Rosiak był jedynie asystentem w biurze poselskim. Ale nawet te dwie sytuacje nie sprawiają, że dziś można powiedzieć, jakoby przemoc fizyczna wobec przeciwników politycznych była organicznie związana z naszym życiem publicznym. Żeby móc tak mówić, musiałyby być spełnione dwa z trzech warunków.

    Może Pan je wymienić?
    Po pierwsze, istotne siły polityczne musiałyby tworzyć organizacje zdolne do angażowania się w takie działania - chodzi mi o milicje i bojówki partyjne. Po drugie, sprawcy takich czynów musieliby cieszyć się uznaniem we własnych środowiskach - przypomnę, że Eligiusz Niewiadomski był szanowany.

    W jego pogrzebie udział wzięło 10 tys. osób.
    I warunek trzeci - reakcja organów represji na przemoc, ona powinna być nieadekwatna do zdarzenia.

    Mamy takie organizacje jak Kluby „Gazety Polskiej” czy Obywatele RP. Dziś są luźno afiliowane przy stronach polskiego sporu politycznego. Czy one nie są zalążkiem ciał, które się z czasem przekształcą w bojówki partyjne?
    Nic w ich działaniu nie wskazuje na to, że celem ich działań jest stosowanie przemocy wobec przeciwników politycznych. Owszem, różne szarpaniny się zdarzają, ale słowo „bojówka” do ich opisania nie pasuje. Z tego, że ktoś krzyczy „śmierć wrogom ojczyzny”, nie wynika fakt, że zaraz będziemy świadkami przemocy fizycznej.

    Słychać coraz więcej głosów tego się obawiających.
    Polska nie jest nawet na początku drogi wiodącej do takiej sytuacji, jaka miała miejsce we Francji na przełomie wieków w czasach „sprawy Dreyfusa” czy w latach II Rzeczypospolitej, kiedy polityka była organicznie nasycona przemocą. Wtedy pobicia, czy nawet zabójstwa, traktowano jako normalny element życia politycznego.

    Pod tym względem rzeczywiście jesteśmy na antypodach ówczesnej sytuacji. Ale też wrażliwość społeczna jest inna. W skrócie - życie w latach II RP było dużo bardziej brutalne niż teraz.
    Nawet w krajach, których politykę postrzegamy jako nudną jak flaki z olejem, zdarzały się zamachy. Przypomnę tylko sytuacje z Niemiec, gdzie w 1990 r. nożem zaatakowano Oskara Lafontaine’a, a Wolfgang Schäuble został postrzelony. W 2003 r. w Szwecji zginęła Anna Lindh, ówczesna minister spraw zagranicznych. Żaden z tych przypadków nie sprawił, że nagle uznaliśmy politykę w Niemczech czy Szwecji za brutalną i nieprzewidywalną. Takie przejawy brutalności zdarzają się niezmiernie rzadko. Bardziej narażeni są choćby zawodowi kierowcy niż politycy.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Rosiaka mniej żal?

    emka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 8 / 1

    Rosiak był jedynie asystentem i dlatego można było go zabić?

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    za mało????

    ggh (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 2

    "pan Rosiak był jedynie asystentem" czy to za mało???

    Czytaj więcej:...rozwiń całość

    "pan Rosiak był jedynie asystentem" czy to za mało???

    Czytaj więcej: https://polskatimes.pl/ludwik-dorn-zabojstwo-adamowicza-nie-bylo-efektem-mowy-nienawisci-on-byl-ofiara-okazjonalna/ar/13839294#opiniezwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ściema

    bluss (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 2

    Ściema

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    POdziały ssP0łeczNE MĘNTallNe i MATeriaLNe

    777 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 4

    KOrzDY SZANOWAŃY sATRAPa kTURY UCZCIWIE SAIEDZIAŁ ZA LIBER cFUNy BIUSSNES JEST RECYDYWISTOM ZArodNYm z PEŁ0=
    A KOrzDY SFRUsTROWA NY WARIAT WyKLuczONY TIwaŁENEM I P0gaRDZA NY PRzeZ TYNCZOWE ELYTY...rozwiń całość

    KOrzDY SZANOWAŃY sATRAPa kTURY UCZCIWIE SAIEDZIAŁ ZA LIBER cFUNy BIUSSNES JEST RECYDYWISTOM ZArodNYm z PEŁ0=
    A KOrzDY SFRUsTROWA NY WARIAT WyKLuczONY TIwaŁENEM I P0gaRDZA NY PRzeZ TYNCZOWE ELYTY GuWnjus NIEuDACZ NIK JEZD Z PISa.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ale porównnia

    Marek z Krakowa (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 8 / 2

    Panie dziennikarzu Koziński. Łączy pan ze sobą śmierci Adamowicza, tragedię smoleńską i śmierć JP2? Osobliwe to skojarzenia. Proponuje jeszcze dodać prez. Narutowicza

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo