MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ludzie w Bytomiu w końcu zaczęli mówić dobrze o swoim mieście. Już się go nie wstydzą. Rozmowa z Mariuszem Wołoszem, prezydentem Bytomia

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia - na ulicy Dworcowej
Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia - na ulicy Dworcowej fot. UM Bytom
Rozmowa z Mariuszem Wołoszem, prezydentem Bytomia, wybranym w I turze na drugą kadencję.

Jaki mamy obecnie klimat w Bytomiu? Wiosnę, zimę? Klimat polityczny, oczywiście

Jeśli miałbym to metaforycznie ująć – lato w pełni, czyli bardzo dobry klimat, porównując z wieloma innymi miastami, gdzie było sporo zawirowań politycznych i ostra walka wyborcza. U nas wszystko rozstrzygnęło się w pierwszej turze. Uzyskałem bardzo dobry wynik wyborczy, mam większość w Radzie Miejskiej. Constans.

To będzie pana druga – i zgodnie z przepisami – ostatnia jednocześnie kadencja prezydencka. Pokuśmy się o podróż w przeszłość. Rok 2018, startuje pan do fotela prezydenckiego, w II turze walczy z urzędującym wtedy prezydentem, Damianem Bartylą. Było trudniej, czy może łatwiej, niż pięć lat później?

Oceniając to pod kątem możliwości, to tamta kampania z pewnością była trudniejsza. W 2018 roku musiałem opierać się tylko na propozycjach, pokazywaniu sposobu realizacji i prezentacji najbardziej palących problemów miasta. Ale ciągle były to tylko słowa i deklaracje. Po minionej kadencji, jako prezydent, mogłem swoją kampanią oprzeć na konkretach, na tym, co zostało fizycznie zrealizowane, odnieść się do konkretnych inwestycji czy wyników finansowych. Natomiast trudność podczas tej kampanii była związana z faktem, że prowadząc ją, nadal wykonywałem swoje obowiązki zawodowe. Połączenie tych działań kosztowało sporo wysiłku, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Ale liczy się satysfakcjonujący efekt.

To jednak był pana wybór – niektóre osoby biorą na ten czas urlopy bezpłatne.

W 2018 roku, kiedy byłem dyrektorem szpitala, zdecydowałem się na miesięczny urlop podczas ostatniego etapu kampanii.
Praca prezydenta jest bardzo specyficzna i w obecnej sytuacji uznałem, że miesięczna przerwa nie byłaby dobrą decyzją. Wiele ważnych decyzji, które zapadają w mieście, leży w moich kompetencjach i nie mogę ich scedować na zastępców.

Z drugiej strony, bycie prezydentem , daje możliwość wykorzystania tego, co dzieje się w mieście, jako elementu kampanii, trudno oddzielić to grubą kreską. Spotkał się pan z takimi komentarzami, że coś, co dobrego ostatnio zadziało się w Bytomiu, celowo pokazano właśnie przed wyborami?

Wiem, że są takie sytuacje, ale do mnie bezpośrednio takie opinie nie dotarły. Z mieszkańcami spotykałem się podczas pierwszej kadencji bardzo regularnie, na bieżąco informowałem zarówno o rzeczach dobrych, jak i tych trudnych. Systematycznie pokazywałem, jak rozpoczynają się i kończą inwestycje. To była normalna praca. Szło to cały czas w tym samym trybie.

Jeśli porównamy liczbowo głosy, które uzyskał pan teraz, a także te, które zdobył w II turze wyborów 2018, to możemy zobaczyć, że teraz było ich więcej o ok. 4 tysięcy. To pana zdaniem sporo, czy jednak mogło być jeszcze lepiej?

Bez wątpienia niedobrym sygnałem jest fakt, że mieliśmy w mieście niską frekwencję. I właśnie ze względu na to, w noc wyborczą miałem pewne obawy. Jednak ten wynik, który osiągnęliśmy, mimo niskiej frekwencji pokazuje, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę. Zwłaszcza, że w innych miastach frekwencja nie była wiele wyższa, a uzyskane wyniki jednak nie okazały się być zadowalające dla kandydatów.

Mimo to, Bytom miał jedną z najniższych frekwencji w całym województwie. To niepokojące. Czyżby bytomian nie interesowało, kto będzie rządził ich miastem?

Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie. Mam wrażenie, że jeśli coś idzie dobrze i sprawnie, to jednocześnie działa mniej mobilizująco, niż w sytuacjach kryzysowych, które wpływają na pewnego rodzaju zrywy, pospolite ruszenie. Na pewno jednak niska frekwencja nie jest dobrym sygnałem i zdecydowanie, przy każdych wyborach, należy zachęcać mieszkańców, aby brali w nich udział.

Bytom sprzed pięciu lat i Bytom teraz. Zmienił się bardzo – jeśli chodzi o problemy? Zmieniła się też mentalność bytomian?

W tak dużym i dotkniętym transformacją przemysłową mieście jest wiele problemów do rozwiązania na kilka dekad. Natomiast udało się przez te 5 lat osiągnąć to, że ludzie zaczęli mówić dobrze o swoim mieście, przestali się wstydzić, że w nim mieszkają. I z pewnością mają na to wpływ zrealizowane inwestycje, dzięki którym mieszkańcy mogą powiedzieć: w Bytomiu fajne jest to i to, tu można miło spędzić czas. Śledzimy fora, dyskusje w internecie. Pamiętamy, jaki pięć lat temu panował pesymizm i marazm, jak mówiono/pisano, że w tym mieście nic nie da się zmienić. Teraz tych głosów jest zdecydowanie mniej i to taki barometr, pokazujący zmiany. Mało tego, są osoby – i te głosy też bardzo cenię – które przeprowadziły się do nas z Krakowa, Rzeszowa, a nawet spoza Polski. Prowadziliśmy też akcję, w ramach której mogliśmy się z nimi spotkać. I to też świadczy o dobrych zmianach.

Częściej osoby, które mieszkają tu od kilku czy kilkunastu lat, mają lepszą opinię o mieście niż te, które są związane z Bytomiem od urodzenia.

Nie obrażam się na to. Jeżeli ktoś od lat żyje w mieście, gdzie faktycznie nic się nie udawało, a dwie-trzy dekady do tyłu to był szczególnie trudny czas, ma to wpływ na ocenę sytuacji. Jest grupa osób, które przekonały się jednak, że pozytywne zmiany są możliwe, a jest i taka, dla których szklanka zawsze będzie do połowy pusta.

Jesteśmy już po wyborach, więc zapytam: gdyby pan musiał wskazać dwie ważne inwestycje, dzięki którym wizerunek Bytomia zyskał i to zdecydowanie, a jednocześnie, rozwiązały długoletnie, złe postrzeganie miasta?

Zanim je wskażę, trzeba uczciwie podkreślić, że były momenty zwątpienia, problemy się mnożyły, nie obyło się bez kłopotów. Taką inwestycją, o której realizacji marzono i mówiono od lat było bytomskie lodowisko – nowoczesne, na miarę XXI wieku. Bardzo długo nikt nie wierzył, że powstanie. Pamiętam sytuację, jak rozebrany został stary obiekt i pojawił się hejt, że zostanie dziura i na tym inwestycja się zakończy. Okazało się jednak inaczej. A drugi z pozytywnych przykładów to ulica Dworcowa. Kiedyś wypełniona gwarem, potem stała się ulicą wstydu. Tak, na początku prace były doraźne, a ja byłem krytykowany, że „jaki prezydent, taka naprawa”. Miałem jednak świadomość, że zmierzamy do jej globalnej rewitalizacji, która jest w naszym zasięgu. Nie chciałem generować dodatkowych kosztów wierząc, iż to się uda.

Poza inwestycjami, dzięki którym po prostu lepiej żyje się w mieście, są i takie, które mają wymiar symboliczny. Takim symbolem jest nasza piękna zabytkowa Elektrociepłownia Szombierki, która od lat czeka na to, aby została zrewitalizowana i ciągle to nie wychodzi. Czy teraz, przy obecnym właścicielu w końcu jest konkretna nadzieja, szansa? Mamy światło w tunelu?

Jestem optymistą, chociaż ostrożnym. Miałem wgląd do dokumentów i poraziła mnie skala procederu, kiedy to obiekt dostał się w ręce prywatne za śmieszną kwotę. I to nie jest tylko moja ocena. Później był okres walki z ówczesnym właścicielem, który znalazł finał w prokuraturze i sądzie, a walczyliśmy o to, aby wywiązywał się z opieki nad zabytkiem, do czego obligowało go prawo. Wiedzieliśmy jednak, że niestety, zapowiadanych szumnie zmian nie możemy się spodziewać. Aż pojawili się przedstawiciele firmy Arche. Prześledziliśmy ich wszystkie inwestycje, wiedzieliśmy, że będą dobrze zabezpieczać obiekt i będą szukali pomysłu na nowe funkcje. Cieszymy się, że EC Szombierki jest w końcu w odpowiednich rękach. I tak się dzieje, chociaż nie jest to proste. Przejęli ten obiekt w zasadzie bez żadnej dokumentacji, w ostatniej fazie teren został zdewastowany. Wierzę jednak, że obecna firma ma na tyle chęci, potencjału i możliwości, aby nadać nowe funkcje i drugie życie EC Szombierki.

W tamtej kampanii szedł pan z hasłem „Bytom to nie hasiok”, teraz „Bytom wraca do gry”. Czy zatem faktycznie Bytom nie jest już śmietnikiem?

Bez wątpienia dzisiaj Bytom to nie hasiok. Wtedy mówiliśmy o ogromnej ilości niebezpiecznych odpadów, składowanych nielegalnie w wielu częściach miasta, wydaniu decyzji na ich składowanie – na ogromną skalę. Tego już na pewno nie ma. Sytuacje, które się zdarzają mają charakter incydentalny. Złośliwości, przytyki, które się w tym temacie pojawiają, mają przeważnie związek ogólnie z czystością w mieście. Jestem uczulony na kwestię miejskiego porządku - w ścisłym śródmieściu kosze opróżniane są trzy razy dziennie, sprzątanie odbywa się na bieżąco. Niestety jest grupa ludzi, która o to nie dba i zaśmieca nasze miasto. I to jest irytujące. Z drugiej strony, nie jesteśmy jakimś wyjątkiem. Obserwuję , że są miejsca w Warszawie czy Krakowie gdzie jest zdecydowanie gorzej pod tym względem niż u nas. Problematyczna nadal jest kwestia kultury mieszkańców w tym zakresie oraz dość wysokiego poziomu dewastacji infrastruktury publicznej, co mnie irytuje i czasem demotywuje.

Bytom wraca do gry. Co jest stawką?

Kiedy zaczynałem pracę w 2018 roku i uczestniczyłem w posiedzeniach GZM czułem , że jesteśmy traktowani jak przysłowiowy trzecioligowiec, jak miasto, które ma tylko problemy, zobowiązania wobec Metropolii, zaległości wobec ZTM. Tak było. Teraz sytuacja się zmieniła. Bytom zaczął być pokazywany jako pozytywny przykład zmian. Jestem zapraszany jako ekspert związany z tematami miejskimi. Co ważne , bo nie jesteśmy miastem bogatym, docenia się naszą kreatywność i pomysły na promocję, inwestycje, kontakty z mieszkańcami. Ale oczywiście musi to być poparte realizacją. Można być mistrzem świata w PR, ale jeśli nie będzie co pokazać, nie da się bazować na planach i obietnicach. Spotykam ludzi z innych miast, którzy śledzą co się u nas dzieje, widzą odremontowane kamienice. To bardzo budujące, kiedy zwracają na to uwagę mieszkańcy Rudy Śląskiej czy Zabrza. Ludzie, którzy nie są z Bytomia, ale tu pracują, albo mają znajomych, czy po prostu nas odwiedzają . Myślę, że dzisiaj jesteśmy miastem, gdzie można kupić dobre nieruchomości, wypocząć wśród zieleni. Miastem, które wraca do gry o bycie dobrym miejscem do życia.

Myśli pan o swoim następcy, osobie, która będzie kontynuowała te działania? I czy nie będzie żal odchodzić?

Tak, oczywiście. To kwestia odpowiedzialności. Nie chciałbym, aby kiedy już przestanę realizować swoją misję jako prezydent, przyszła osoba, która będzie miała inne priorytety, zmieni kierunek rozwoju i pracy z ludźmi, a wciąż mamy wiele do zrobienia. Transformacja to tez szkody w społeczeństwie, praca w tym aspekcie jest bardzo ważna. Czy będzie mi żal odejść? Nie, jestem szczęśliwym człowiekiem. Chciałem dobrze zapisać się w historii, myślę, że już się to w jakiejś części udało. Ale na te pięć lat mam jeszcze sporo priorytetów do realizacji.

Będzie piękny rynek?

Tak, mamy to w planach.

Ważnym elementem w działaniach prezydenta jest wsparcie i prac z radnymi. W tamtej kadencji były próby trudniej koalicji z opozycją, potem doszło do jej rozbicia. Po tych wyborach, z większością w RM zapowiada się dość komfortowa sytuacja.

Jeśli miałbym patrzeć przez pryzmat minionej kadencji, to trudno mówić o konstruktywnych działaniach opozycji, które nawet nie były krytyką, a powielaniem kłamstw i prowokacjami. Polityka jest specyficzna, trzeba się trzymać pewnych ram, niektórzy nie przestrzegają tych zasad, zwłaszcza w internecie. Jak będzie w tej kadencji? Mamy samodzielną większość, mamy w klubie 50 procent kobiet, na co stawialiśmy w kampanii. W moim okręgu ja byłem na II miejscu, jedynką była kobieta, a 50 procent składu KO to kobiety. Przybyło też debiutantów, co mam znaczenie, bo ważna jest wymiana pokoleń. Cieszy mnie też to, że zaistniała u nas Trzecia Droga - mają trzy mandaty. Na pewno będziemy z nimi współpracować. I jest ośmiu radnych PiS, część znamy, część poznamy. Jak będzie, czas pokaże.

Jest pan prezydentem miasta miłości? Ta piosenka („Miasto miłości” Pan Savyan – przyp.red.) pojawiła się kiedyś, jako ilustracja walentynkowego filmu z pana udziałem

Zdecydowanie tak! Będzie ją można usłyszeć niedługo na placu Sobieskiego podczas Święta Bytomia, jak również wiele innych.

Najmilsze słowa, które usłyszał pan od statystycznego bytomianina?

„Jest pan naszym prezydentem”. To poczucie przynależności podkreślane przez użycie tych określeń jest dla mnie najważniejsze.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni