Mamy coraz więcej dróg i więcej korków

Patryk Drabek
Andrzej Banas / Gazeta Krakowska/ Dziennik Polski/ Polska Press
To nie nowe drogi nas uratują, a inwestycje w transport zbiorowy

Minął ponad rok od otwarcia odcinka Drogowej Trasy Średnicowej, który połączył ją z autostradą A1 i tym samym z A4. Zbliża się koniec budowy kolejnego fragmentu średnicówki. Trwają prace nad trasą N-S w Rudzie Śląskiej. W głowie wciąż mamy przedłużenie DTŚ na wschód, do Zagłębia, i A1 na północ.

Aglomeracja górnośląska ma jeden z najlepszych systemów dróg w Polsce, a mimo to wystarczy najdrobniejsza kolizja na DTŚ czy zwężenie na A4, żeby miasta stanęły w korku. A gdy stanie się to w godzinach szczytu, paraliż autostrad i dróg dojazdowych murowany. Przykłady mniej lub bardziej drastyczne trafiają się co najmniej kilka razy w tygodniu. Wystarczy kolizja w tunelu pod rondem i korek na kilka miast gotowy.

Z korkami oczywiście można walczyć i sporo miast to robi. Mamy już inteligentne systemy zarządzania ruchem (np. w Gliwicach), wciąż czekamy na systemy informowania o sytuacjach na różnych drogach. Czy to wystarczy?

Rozmowa z prof. Stanisławem Krawcem z Wydziału Transportu Politechniki Śląskiej

DTŚ i A4 wydają się być niezbędne dla transportu w aglomeracji, ale wystarczy kolizja czy remont i miasta stają w korkach. Jak usprawnić ten system? Może tablice zmiennej treści, które informowałyby o sytuacji na obu drogach i pomogły unikać zatorów?

To jest pomysł jak najbardziej wykonalny i pewnie usprawniłby poruszanie się po drogach w jakimś stopniu. Takich rozwiązań, doraźnych i wprowadzanych niewielkim kosztem, jest zresztą więcej, i one działają. Nie rozwiązują jednak sedna problemu.

W takim razie co robić? Rozbudowywać drogi?

To beznadziejny wyścig. Można poszerzać drogi w nieskończoność, wyburzać kolejne budynki i stawiać piętrowe autostrady. Owszem, zwiększy się przepustowość dróg, ale wraz z nią rośnie wrażliwość na zakłócenia.

Więcej pasów to większa szansa, że na którymś z nich dojdzie do kolizji i cała droga stanie w korku. To również nie rozwiązuje problemu. I nie jest to teoretyczne gdybanie. Spójrzmy na największe metropolie świata. One mają infrastrukturę drogową rozwiniętą do ekstremum, a i tak stoją w korkach.

Musi być jakieś rozwiązanie.

To szerokie zagadnienie, które sprowadza się do zrównoważonego transportu zbiorowego. Jedyną szansą uniknięcia w przyszłości całkowitego paraliżu jest według mnie skierowanie dużych potoków ruchu na szlaki komunikacji zbiorowej, opartej przede wszystkim o transport szynowy.

Metro dla aglomeracji. Taki system trzeba budować od zera czy można wykorzystać istniejące sieci kolejowe i tramwajowe?

Podwaliny pod taką sieć mamy, bo metro wcale nie musi jeździć wyłącznie pod ziemią. Chodzi o to, aby był to system bezkolizyjny. Co z tego, że mamy sieć tramwajów, skoro tory biegną po ulicach i składy stoją w korkach razem z samochodami. Kolej też mamy, ale nie wszędzie działa tak, jak powinna. Gliwice z Katowicami skomunikowane są nieźle, ale już Bytom i Tarnowskie Góry gorzej. Taki system transportu zbiorowego, żeby odciążył drogi, musi być tak skonstruowany, żeby ludzie sami chcieli z niego korzystać. Musi być to usługa wysokiej jakości, transport szybki, częsty i docelowy na tyle, żeby opłacało się przesiąść z samochodów. To oczywiście wymaga ogromnych kosztów. Nawet korzystając z części już istniejących sieci konieczna byłaby budowa różnego rodzaju centrów przesiadkowych i innych obiektów. Gigantyczne nakłady, których dziś oczywiście nie mamy, ale możemy przynajmniej o tym poważnie myśleć, planować i rozmawiać.

I rozmawiamy?

Zbyt cicho. Jesteśmy w trudnym momencie, który musimy przełamać. Każdy wzdryga się na myśl, ile takie inwestycje mogą kosztować. Dziś nie mamy pieniędzy na budowanie odpowiedniego transportu zbiorowego, ale wystarczy ich na projektowanie czy rezerwowanie miejsc. Tak, aby za kilka lat, gdy znajdą się pieniądze, nie okazało się, że nie ma gdzie budować, bo powstały nowe hotele itp. Nie ma innego wyjścia. Jeśli dziś nie podejdziemy na poważnie do tematu podróżowania po aglomeracji, za 15 lat może się okazać, że nigdzie nie będziemy podróżować, bo staniemy w wielkim korku. Jak wspomniane metropolie. One stoją w korkach mimo swoich dróg i mimo tego, że mają metra. Strach pomyśleć, jak mogłaby wyglądać sytuacja w mieście, które takiego transportu zbiorowego nie ma.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lolo

"Więcej pasów to większa szansa, że na którymś z nich dojdzie do kolizji i cała droga stanie w korku"

Jak mamy profesorów, którzy tak myślą, to ja wysiadam.
Panu profesorowi podsunę myśl - zlikwiduj gościu cały transport włącznie z rowerami, wtedy nie będzie wypadków komunikacyjnych.

Gdy pod tunelem tir stanie w poprzek, to rozwiązaniem nie jest puszczenie ruchu górą, tylko drogami alternatywnymi, których w Katowicach nie ma, a pan prof. zapomniał, że istnieje takie rozwiązanie.

b
będzie gorzej

i coraz gorzej jeżdżących kierowców mających kodeks i kulturę głęboko w duupie. W białych czapeczkach bez mian - zakręt na peryferiach, radar i "łosiowe".

Dodaj ogłoszenie