Numer alarmowy 112? Halo? Chcę się zabić...

Justyna Przybytek
Jakub Toporek, za nim Agnieszka Jankowska. Operatorzy Centrum Powiadamiania Ratunkowego pracują po 12 godzin, także na dyżurach nocnych. Praca jest wymagająca, trzeba szybko ocenić sytuację, reagować, ale być też odpornym psychicznie
Jakub Toporek, za nim Agnieszka Jankowska. Operatorzy Centrum Powiadamiania Ratunkowego pracują po 12 godzin, także na dyżurach nocnych. Praca jest wymagająca, trzeba szybko ocenić sytuację, reagować, ale być też odpornym psychicznie JustynaPrzybytek
Udostępnij:
Ponad 2 mln połączeń na numer 112 odebrali w ubiegłym roku operatorzy śląskiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego.

Dzwonią po pizzę, po taksówkę, albo bo zapomnieli pinu do karty bankomatowej - 60 proc. połączeń z numerem 112 dotyczy właśnie tego typu spraw. Pozostałe to często ludzkie tragedie, z którymi próbują sobie radzić operatorzy zatrudnieni w największym w Polsce zlokalizowanym w Katowicach na placu Sejmu Śląskiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Wczoraj w Wojewódzkie CPR z okazji Europejskiego Dnia Numeru Alarmowego 112 otworzyło swe podwoje.

Centrum działa od 2013 roku, jest tu 95 etatów, w tym 82 obsadzone. Operatorzy odbierają tu wszystkie połączenia na numery 112 wykręcone w woj. śląskim. Każdego dnia około 4500 połączeń, w całym ubiegłym roku - 2 403 040!

Agnieszka Jankowska z Zabrza pracuje w CPR od roku. - To nie jest łatwa praca - przyznaje. Pamięta, że na telefonie wisiała ponad godzinę, gdy zadzwonił młody chłopak. - Powiedział, że chce sobie zrobić krzywdę ze względu na sytuację życiową . Na początku był wielki stres, potem, jak już się zorientowała, że chce rozmawiać, starałam się odciągnąć jego uwagę od tych myśli, udało się, rozmawialiśmy, w końcu zaczął nawet śpiewać, bo okazało się, że jest hi- hopowcem, także znaleźliśmy wspólny temat - opowiada operatorka. W międzyczasie udało się wyciągnąć od chłopaka adres zamieszkania, na miejsce pojechała policja i pogotowie. - Udało się go uratować - dodaje pani Agnieszka.

Operatorzy nie znają dalszych losów swoich rozmówców, tylko to co zdążą usłyszeć zanim odłożą słuchawkę. Czasem, gdy słyszą w niej płacz dziecka, serce... rośnie. - Telefony, gdy dzowni matka, której dziecko nie oddycha są dla mnie najtrudniejsze, wstrząsające, które na długo zostają w pamięci. W takich sytuacjach udzielamy przez telefon pierwszej pomocy, zanim przyjedzie karetka. To bardzo trudne, graniczy z cudem już uzyskanie od tak przestraszonej osoby adresu, ale jak słyszymy na koniec rozmowy płacz dziecka, to najlepsza nagroda - wspomina.

Operatorzy odbierają zgłoszenia o wypadkach komunikacyjnych, zdarzeniach medycznych, katastrofach, jak np. gdy w Bielsku Białej spadła awionetka (wówczas to samo zgłoszenie od różnych ludzi odebrało sześciu operatorów), ale i zgłoszenia bezzasadne. Takich jest około 60 proc., czyli sześć na dziesięć zgłaszanych do katowickiego CPR. - Ludzie dzwonią po taksówkę, po pizzę, albo bo zapomnieli pinu do karty bankomatowej. Czy to żart? Wydaje mi się, że jest zbyt mała świadomość tego, do czego służy numer 112 - wyjaśnia Michał Słotosz z Chorzowa.

Jakub Toporek pracuje w CPR od ponad pół roku. Jego rekord to 292 odebrane telefony na dniówce (a te trwają w CPR po 12 godzin). - Ale rekordziści odbierają ich ponad 300 - dodaje.

Z operatorami CPR miały okazję spotkać się wczoraj także dzieci z przedszkola nr 87 z Katowic. Maluchy jak się okazało doskonale znają trzy cyfry, które mogą uratować życie.

- Myślę, że po tym spotkaniu wrócą do domu i podzielą się wiadomościami z rodzicami i to będzie wartość dodana tej edukacji - mówił Piotr Litwa, wojewoda śląski.

Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Katowicach powstało w 2013 roku. W całym kraju takich CPR jest 17, szesnaście wojewódzkich i jedno dla Warszawy.

To własnie do zlokalizowanego w podziemiach gmachu Sejmu Śląskiego centrum trafiają wszystkie połączenia na numer 112 w regionie. Stąd zgłoszenia po selekcji kierowane są do służb medycznych, policji, albo straży pożarnej.

- Każde połączenie trafia tutaj, co ważne stanowimy ogromne sito , przez które przesiewane są zgłoszenia. Ważne, konkretne przypadki, w których pomoc jest niezbędna trafiają już do służb, policji, straży, pogotowia. Dzięki temu służby nie muszą odbierać zgłoszeń drobnych, czy informacyjnych, a dzięki temu mogą działać szybciej i sprawniej - wyjaśnia Tomasz Michalczyk, dyrektor Wydziału Centrum Powiadamiania Ratunkowego śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Praca operatora jest wymagająca, konieczna m.in. jest kreatywność i silna psychika. Aktualnie w CPR nadal trwają przyjęcia. Do zapełnienia jest około dziesięciu etatów. Płaca, jak przyznaje Michalczyk, nie jest wysoka, choć praca wumagająca ale wydział stara się dodatkowo nagradzać najlepszych pracowników.


*Zamieszki przed siedzibą JSW: Policja znowu strzelała do związkowców WIDEO + ZDJĘCIA
*Psychopata z Zabrza więził kobietę w kanale. Opis tortur jest drastyczny. Czy zostanie skazany?
*Zielony jęczmień na odchudzanie? Tak! To działa. Właśnie zielony jęczmień stosują gwiazdy TV
*Zwolnienia grupowe w Biedronce to fakt. Oto pracownicy do zwolnienia
*Śląsk Plus - pierwsza rejestracja za darmo. Zobacz nowy interaktywny tygodnik o Śląsku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie