reklama

Polski sędzia sprawiedliwy? O kondycji sądownictwa w Polsce z sędzią, który porzucił zawód

Joanna SarnatZaktualizowano 
“Czemu, do licha ciężkiego, sędziowie sędziom zgotowali ten los lub dlaczego sędziowie sędziom nie odmienili tego losu?” - pyta Jarosław Gwizdak* sędzia, były prezes Sądu Rejonowego Katowice-Zachód, który właśnie porzucił zawód. Czy sądy w Polsce to nadal gmachy sprawiedliwości, gdzie pracują ludzie z misją? 23 maja na całym świecie obchodzimy Dzień Wymiaru Sprawiedliwości. Z tej okazji rozmawiamy o najważniejszych bolączkach polskiego sądownictwa.

JS: Czy prawdą jest to, że sądy w Polsce są apolityczne i niezawisłe?

Tak.

JS: Według raportu Courtwatch, z 2017 r., jeśli sędzia myśli o samym sobie, to uważa, że jest niezależny, ale jeśli myśli o innych sędziach, to uważa, że ulegają oni wpływom. Widać to na wykresie „Niezależność własna a innych sędziów według opinii samych sędziów”. Z czego może wynikać to zjawisko? Sędziowie sobie nie ufają?

Hm… to jest bardzo ciekawy wykres, bardzo ciekawe wnioski. Zaufanie jest chyba głównym czynnikiem tych wątpliwości. Sędziowie sobie nawzajem nie ufają. Może to wynika z tego, że sędziowie muszą mieć na wszystko dowód? Nie mają dowodu, że ich koledzy, koleżanki są niezależni, a jednocześnie mają dowód, sami w sobie, że nie ulegają wpływom? To jest jakiś paradoks logiczny. To jest mechanizm: „To nie ja, mnie to nie dotyczy”. Nie wiem, przyznam szczerze. Ja uważam moich kolegów i moje koleżanki za niezależnych i apolitycznych.

JS: Zacytuję pańskie słowa: „Dziś o sądownictwie łatwiej mówić pełnym głosem, będąc poza zawodem, niż go wykonując”. Dlaczego tak się dzieje?

Mnie się wydawało, że o sądzie można mówić, bo to jest władza, której funkcjonowanie jest wbrew pozorom najbardziej transparentne. Sąd jest dostępny dla ludzi – na rozprawę może przyjść każdy i zostanie wpuszczony. Życzyłbym wszystkim władzom podobnego podejścia. W obliczu ostatnich wydarzeń, gdy np. zamknięto trybunę dla publiczności w Sejmie, doszedłem do wniosku, że rządzący nie lubią, gdy patrzy się im na ręce. Dlatego mówienie o sądach stało się niebezpieczne. Prof. Strzembosz podkreślał, że sędziowie powinni wypowiadać się o funkcjonowaniu III władzy. Ale nie jest to łatwe. Spójrzmy na realia, pewien łódzki sędzia, to świeża sprawa, ma postępowanie dyscyplinarne za to, że w internecie opisał warunki, jakie panują w sądzie – pisał o tym, że sąd po prostu nie wyrabia ze sprawami, jest źle zorganizowany.

JS: Pan już zrezygnował z pełnienia funkcji sędziego. Może więc Pan mówić otwarcie o tym, o czym sędziowie milczą. Co jest nie tak z polskimi sądami?

Mówiłem o tym wiele razy. Warunki pracy w sądach w ogóle się nie poprawiają. Trzeba podkreślać, że wymiana ludzi, zmiany personalne – i to zmiany nieuzasadnione, zwykle nie znamy dorobku ludzi, którzy awansowali lub ten dorobek nie jest szczególnie imponujący – nie są warunkiem wystarczającym poprawy funkcjonowania sądów. To jak ze średnią drużyną piłkarską. Nie wystarczą ciągłe zmiany trenerów, żeby udało się wyprowadzić zespół na szczyt tabeli.

W sądach to zaczęło wyglądać w ten sposób, że przychodzi następny trener i koniec, i nic więcej. A my nie znamy metod tych trenerów i ich dorobku. Poza tym stanowiska w sądach obiera się z różnych motywacji, czasami dla pieniędzy, czasami ze względu na sympatyzowanie z obecną władzą lub być może z ambicji. Niektórzy przyjmują propozycję awansu nie po to, by z niej skorzystać, ale żeby grając w cudzą grę, powstrzymać zakusy władzy. To tacy Wallenrodzi.

JS: A sprawy związane z codziennym funkcjonowaniem? Czym frustruje się polski sędzia?

Jest sporo takich rzeczy. Dlaczego nie omawia się pomysłów, które są testowane w różnych sądach? Dlaczego sędziowie nie mają pomocy psychologicznej? Mój kolega, strażnik graniczny, ma możliwość wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne. Nauczyciele mogą wziąć urlop na poratowanie zdrowia. Sędziowie teoretycznie też taki mają, ale niewielu widziano sędziów, którzy mogli z niego skorzystać.

Poza tym czemu nie ma digitalizacji? Czemu nie ma tzw. biura sędziego? Sędzia powinien mieć do dyspozycji dwoje, troje wyspecjalizowanych pracowników, przyzwoicie opłaconych, po to, by na jego biurko nie trafiały stosy akt. Teraz czujemy się tak, jakbyśmy byli lekarzami, którzy sami muszą rozpakowywać strzykawki, dezynfekować, znieczulać pacjentów, a potem ich budzić i zajmować się ich pielęgnacją. Sędzia powinien zajmować się przede wszystkim rozstrzyganiem spraw – i to poważnych spraw, bo do sądu trafia wiele absurdalnych.

JS: Teoretycznie ułatwieniem dla sędziów mieli być asystenci. Ze statystyk przygotowanych przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości wynika jednak, że tacy pomocnicy wcale nie poprawiają szybkości postępowań. Nawet jeśli do sądu trafia sporo asystentów, sędziowie nie stają się bardziej efektywni. Może jednak sędziowie się lenią?

Ani asystenci, ani sędziowie się nie lenią. Asystentami zostają często ludzie po studiach, wymagający dłuższego czasu na adaptację do sądowej rzeczywistości. Niestety, po okresie wstępnej nauki okazuje się, że tempo pracy, jej ilość i wynagrodzenia w sądzie są niesatysfakcjonujące. W ten sposob dostarczamy kadr kancelariom prawnym, notarialnym… A my rekrutujemy kolejnych asystentów i koło się zamyka...

JS: Wspominał Pan o absurdalnych sprawach, które rozpatrują polskie sądy. Jaka była najbardziej bzdurna sprawa, jaką się Pan zajmował?

Miałem np. sprawę o 32 złote naliczonych odsetek. Ale proszę zauważyć – opłata od sprawy o 30 złotych to jest 30 złotych. Prawnik weźmie za prowadzenie takiej sprawy, zgodnie z taryfą stawek, co najmniej 90 złotych. Zatem koszt tej sprawy, na wstępie, dla osoby, która ją wnosi, to ok. 120 zł. Oczywiście ten koszt refunduje przegrany. Możemy do tych kosztów doliczyć inne koszta: ktoś wydrukował pismo, pismo trafiło do sądu pocztą lub ktoś je po prostu przyniósł, zapłacił za benzynę i miejsce parkingowe. A potem w sądzie zajęły się nim od 4 do 5 osób - ktoś przyjął pismo w biurze podawczym, przybił pieczątkę, zaniósł do sekretariatu konkretnego wydziału, zszyto tę sprawę w te piękne akta, przyniesiono sędziemu na biurko, sędzia się nad tym pochylił np. przez godzinę, bo może trzeba było dużo więcej przeczytać. Koszt rozstrzygnięcia takiej sprawy jest często niewspółmierny do wartości samej sprawy! Ja bym tutaj był bezwzględny i naprawdę przyjął jakiś próg, czy to kwotowy, czy jakiś inny rozpoznawania spraw przez sądy.

JS: Skoro sędziowie są przemęczeni, muszą wykonywać sporo niedorzecznych czynności, obawiają się postępowań dyscyplinarnych, nie rozumieją nagłych zmian personalnych w kierownictwie - w obliczu takich problemów - czy zwykły Polak powinien bać się polskiego sądu?

Ja marzę o tym, żeby nikt się nie bał polskiego sądu, czy to zwykły, czy niezwykły Polak i myślę, że powodów do strachu jednak nie ma, sądy mimo wszystko funkcjonują. Trzeba jednak brać pod uwagę, że sądy są coraz bardziej przeciążone i coraz bardziej sfrustrowane.

JS: To przeciążenie odbija się na ludziach?

Oby się nie odbijało na zwykłych ludziach. Na pewno odbija się na relacjach między sędziami. Nie mamy czasu nawet ze sobą porozmawiać. Zwykły człowiek nie powinien się jednak obawiać sądów… chociaż lepiej życzmy sobie wszyscy, żeby ten sędzia, do którego przychodzimy, był wypoczęty, zregenerowany i odpowiednio silny psychicznie. Wie Pani, są nawet takie izraelskie badania, że sędziowie najedzeni są łagodniejsi. Według nich łagodniejsze wyroki zapadają po lunchu.

JS: Głodny nie jesteś sobą.

Władza musi widzieć w sędziach ludzi, którzy robią coś istotnego i dlatego należy o nich zadbać nie tylko od święta.

JS: Podobno władza deprawuje. Czy władza sędziowska deprawuje sędziów?

Nie, bo za władzą sędziowską idą przede wszystkim obowiązki, to jest głównie służba. Od nas bardzo wiele się wymaga. Kiedy przestanę być sędzią, to spróbuję przejść przez ulicę na czerwonym świetle. Oczywiście, wtedy, gdy nic nie będzie jechało. Chciałbym poczuć, jak to smakuje. Jeśli sędzia przejdzie na czerwonym świetle, musi się liczyć z mnóstwem problemów, w tym z postępowaniem dyscyplinarnym.

Władza sędziowska może jednak deprawować tych, którzy są jeszcze wyżej w hierarchii stanowisk lub bezkrytycznie od obecnej partii rządzącej przyjęli posady, apanaże i frukty.

JS: Mówi Pan o tych sędziach, którzy pracują obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości i Krajowej Radzie Sądownictwa?

I o tych z ministerstwa, i o tych z KRS-u lub tych, którzy – niekoniecznie dzięki swoim przymiotom i cechom osobowości – zostali prezesami dużych sądów. Zresztą wybory do KRS-u to nadal kwestia wątpliwa. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że na 15 miejsc zgłosiło się 18 sędziów z 10 tys. To chyba dobrze świadczy o naszym środowisku.

JS: Jak wasze środowisko reaguje na buntowników mówiących otwarcie o warunkach w sądzie? To jest niemile widziane? Takie „plucie we własne gniazdo”?

Mamy obowiązek przemówić, kiedy źle się dzieje, kiedy widzimy jakieś problemy w funkcjonowaniu. Ja zupełnie nie zgadzam się z tym, że głosy opisujące stan faktyczny – a tym bardziej głosy proponujące jakieś rozwiązania – są czymś, co narusza przepisy, które nas obowiązują. Bo faktycznie istnieje przepis, który mówi, że sędzia może się wypowiadać w sprawach służbowych, ale z zachowaniem drogi służbowej. Nasze brudy, nazwijmy to umownie, mamy prać tylko w swoim towarzystwie i swoich czterech ścianach. To nie przysparza nam szczególnego podziwu i respektu wśród ludzi, którzy myślą: „Znowu my się niczego nie dowiadujemy, a kasta będzie robić tak, jak robi i tu się nic nie zmieni”.

JS: W sądzie w Katowicach można było być idealistą? Miał Pan warunki na misyjność?

Tak, ale wtedy, kiedy byłem prezesem. Wtedy czułem, że mogę zrobić coś dla społeczności i dla sądu. Oczywiście moje stanowisko mi na to pozwalało – prezes orzeka w mniejszym wymiarze, ma np. ¼ tego obciążenia sprawami, które mają sędziowie. Podobnie jak dyrektor szkoły mający do wypracowania mniej godzin lekcyjnych niż pozostali nauczyciele. Prezes może zająć się ogólnym zarządzaniem i reprezentowaniem sądu, może wspierać i motywować sędziów, organizować im warunki pracy. Dla mnie to był bardzo efektywny i pozytywny czas, uwierzyłem wtedy, że może powoli, krok po kroku, uda się na nowo zbudować gmach sprawiedliwości.

JS: W 2017 r. przestał być Pan prezesem sądu. W 2019 r. całkowicie zrezygnował Pan z pełnienia urzędu. Co się załamało? Co jest powodem tej rezygnacji?

Te 4 lata prezesury, od 2013 do 2017 r., dały mi bardzo dużo, ale także bardzo wyeksploatowały. 1 maja 2017 r. stałem się sędzią tzw. szeregowym. Z dyrektora szkoły stałem się nauczycielem. Proponowano mi przedłużenie kadencji, ale odmówiłem – z obawy m.in. o decyzję nowej władzy, którą mamy wszyscy od jesieni 2015 r. Uznałem, że pewnie i tak przyjdzie do mnie fax z odwołaniem ze stanowiska. W Ministerstwie Sprawiedliwości pojawili się sędziowie, z którymi wcześniej mówiliśmy jednym głosem, działaliśmy razem w Iustitii. Niestety, okazało się, że za nowej władzy ci sędziowie mają zupełnie inny pomysł na funkcjonowanie sądów. Do dzisiaj zresztą nie wiadomo, jaka to koncepcja. W naszej codziennej pracy niewiele się zmieniło. Pomyślałem sobie kiedyś: „Czemu, do licha ciężkiego, sędziowie sędziom zgotowali ten los lub dlaczego sędziowie sędziom nie odmienili tego losu?”.

JS: Ale czy mimo wszystko nie jest Panu trochę żal zostawiać sąd? Z tym zawodem powiązana jest stabilizacja finansowa, trzeba było się długo uczyć, uposażenie po przejściu w stan spoczynku jest relatywnie wysokie…

Tak, ja to wszystko tracę. Zaczynam nowe życie, co jest bardzo ok. Zamierzam poświęcić się temu, co jest z pogranicza prawa i edukacji obywatelskiej.

Jarosław Gwizdak – (ur. 29 maja 1974 w Katowicach) sędzia, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, studiów z zakresu prawa brytyjskiego Uniwersytetu Cambridge, studiów podyplomowych z zarządzania na SGH. Od 2003 r. sędzia Sądu Rejonowego w Katowicach, od 2013 do 2017 r. prezes Sądu Rejonowego Katowice-Zachód. W 2015 r. w plebiscycie Fundacji Court Watch Polska otrzymał tytuł „Obywatelskiego Sędziego Roku”. Brał udział w tworzeniu spektaklu teatralnego „Dezember Palast Proces” oraz podręcznika dla młodzieży „apTeczka Prawna, czyli lex bez łez”. Inicjator obchodów Dnia Wymiaru Sprawiedliwości 2016. Po tym, gdy kandydował w wyborach samorządowych na prezydenta Katowic wszczęto w jego sprawie postępowanie dyscyplinarne. W 2019 r. porzucił zawód sędziego – orzeka do 30 maja 2019 r.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

.....

sędzia kłamczuszek oj kłamczuszek

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3