Powódź w Raciborzu - 20 lat po... ZOBACZ, jak ratowano Rafako ZDJĘCIA

Jacek Bombor
Jacek Bombor
Rafako w czasie powodzi z 1997 roku
Rafako w czasie powodzi z 1997 roku arc. Rafako
Udostępnij:
Powódź w Raciborzu - 20 lat po... ZOBACZ, jak ratowano Rafako ZDJĘCIA W 1997 roku pod wodą znalazły się największe zakłady przemysłowe w Raciborzu. Przeczytajcie reportaż ze wspomnieniami pracowników, którzy byli na miejscu, ratowali siebie, maszyny, a później - po zejściu wody - zrobili wszystko, by mógł znowu produkować.

Powódź w Raciborzu - 20 lat po... ZOBACZ, jak ratowano Rafako ZDJĘCIA

Od początku lipca do firmy docierały komunikaty o możliwości wystąpienia powodzi, ale sztab kryzysowy nie do końca zdawał sobie sprawy z tego, że skala tego będzie tak wielka. - Jedna z odpowiedzialnych osób mówiła, że jak woda wyleje, to tylko do kostek - przypomina Anna Zembaty- Łęska, dziś dyrektor Departamentu Zarządzania Personelem Rafako SA.- Dla nas był to dramatyczny i ciężki czas. Maszyny były podnoszone na suwnicach, stawiano je na wysokich kozłach, by to zabezpieczyć. Cała produkcja była przecież w toku. Pierwsza zmiana pracowała normalnie, jakieś prace zabezpieczające, natomiast druga zmiana, pracownicy ochrony zabezpieczali zakład, dowożono, żywność...

Nikt nie był w stanie przygotować się na to, co stało się 8 lipca, gdy z Czech poszła fala kulminacyjna... Byłam w firmie między godziną 15-16 i zauważyłam, że wykładzina zaczyna czernieć, a woda zaczęła tryskać z muru budynku.[/b] Budynek dyrekcji został zbudowany w starym dorzeczu Odry, więc wiadomo było, że tak to się może skończyć. Jednym z dramatycznych dla mnie momentów była chwila, kiedy wchodząc na zakład, miałam wody praktycznie pod szyję. Mąż miał kamerę, próbował coś kręcić. To były momenty grozy, ciemność, cisza i tylko szum wody, która się podnosiła. W wielu miejscach w Rafako poziom wody miał 2-2,5 metra - wspomina Anna Zembaty- Łęska.

Nurkowali, by wydostać się z zakładu
Były momenty bardzo niebezpieczne. Dwóch pracowników kontroli jakości hali czwartej dosłownie mogło poświęcić życie, ratując drogą aparaturę badawczą. Sprzęt zabezpieczyli, ale z wydziału już nie mogli się normalnie wydostać, gdyż żadne drzwi się nie otwierały. Musieli zanurkować, aby otworzyć wielką bramę. Wypłynęli potem z zakładu na potężnym metalowym... denku. - Opuszczałam firmę o godzinie 21-22 i woda była bardzo wysoko.

W firmie powołano sztab kryzysowy - umiejscowiono go na ulicy Bukowej - w budynku należącym do Rafako. - Obudziliśmy się ze świadomością, że cała firma jest pod wodą. Zatrzymana była nasza działalność, nasza produkcja. Terminy kontraktów były zagrożone, nie mieliśmy praktycznie czym produkować. Ale nasi klienci, kontrahenci, okazali się wtedy ludźmi ogromnego serca Otrzymaliśmy jako firma dużą pomoc i duże wsparcie, zrozumienie, także z zagranicy - przyznaje Anna Zembaty- Łęska. Po powodzi obraz był jeszcze straszniejszy. Woda kojarzy się ludziom z czymś czystym. To, co woda naniosła tam, to było błoto, muł, smary, które wydostały się z maszyn, gruz, części maszyn, deski.

Niektórzy się załamali na ten widok. Uważali, że firma nie jest w stanie się podnieść po takim czymś. Marek Tylka, przew. ZZ Pracowników Rafako nigdy nie zapomni widoku swojego małego biura, które wyglądało, jakby przeszło przez nie tornado. Wszystko zniszczone, powywracane... - Byłem zaskoczony, że woda może mieć tak niszczycielską siłę w małym, zamkniętym pomieszczeniu - przyznaje. Każdy, kto mógł, ruszył do pomocy i usuwał skutki powodzi. Rafako zatrudniało 2,5 tysiące pracowników, była to bardzo liczna załoga. Był potężny smród, do tego upały. Skala zniszczeń? Niech powie jedna liczba: ponad dwa tysiące silników musiało iść do regeneracji. - Tytaniczną pracę trzeba było zrobić przy demontażu silników, pierwsza faza regeneracji polegała na ich rozmontowaniu, przekazaniu do wysuszenia i do naprawy. Maszyny niemal wszystkie trzeba było rozebrać, wyczyścić - przypomina Jan Zdziebczok, w okresie powodzi kierownik biura planowania, obecnie kierownik oddziału szkolenia zawodowego.

Przypomina też, że z pracownikami - prócz wynoszenia mebli, akt, sprzątania, wybierali... taczką ryby, które się pojawiły w biurowcu. Po kilku dniach uruchomiono produkcję. Po trzech miesiącach pracowali już pełną parą!

Sunia pływała na fotelu
W tym całym obrazie był też moment, by się uśmiechnąć. Choćby wtedy, gdy pracownicy po zejściu wody zobaczyli ukochaną sunię - pieska, który stał się firmową maskotką. Pieska przygarnęli przed powodzią wartownicy. Była przywiązana drutem do drzewa, to się nią zaopiekowali. W trakcie powodzi w ferworze akcji zauważono, że jej nie ma. - Myśleliśmy, że piesek może się utopił, może go woda zabrała. Okazało się, że pies wszedł do biura związku zawodowego Solidarność i przeżył, pływając na fotelu pod sufitem. Psinka potem jeszcze kilka lat biegała po naszym zakładzie i była naszą maskotką. To był promyk radości i nadziei, że będzie dobrze - wspomina Zębaty-Łęska.

Wielka woda 1997. Zobacz niezwykły dokument multimedialny, który przygotowaliśmy z okazji 20-rocznicy wydarzeń z lipca 1997 roku. Archiwalne filmy, zdjęcie i teksty. Zachęcamy, by oglądać w trybie pełnoekranowym komputera.

ZOBACZCIE FILM: Mija 20 lat od powodzi tysiąclecia:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie